Opowiadania

Ulubieniec Śmierci

Są takie chwile, gdy człowieka nachodzi natrętna myśl o samobójstwie. Ta myśl wpadła właśnie Casprowi do głowy, gdy siedział sobie na ziemi i przyglądał się swemu dogasającemu domostwu. W zasadzie nie wiedział, dlaczego tak rozpacza. To, co nazywał domem, było zwykłą norą, w której nawet najbrudniejszy szczur nie ośmieliłby się mieszkać. Nie żal mu było też psa, który został w środku. Szczerze mówiąc, nigdy nie lubił tego kundla. No, może do chwili, gdy go wyciągnął z pogorzeliska i okazało się, że pieczona psina nie jest wcale taka zła. Dobytku w środku nie zostawił żadnego, bo też żadnego dobytku nie miał. Doszedł do wniosku, że tak bardzo przygnębia go to, iż była to siódma nora z rzędu, która spłonęła. Ewentualnie wybuchła, zawaliła się, została zatopiona lub z której został wypędzony. Nie miał przy sobie już ani miedziaka. Cały majątek, jaki zarobił, wydawał na kolejne domy - ma się rozumieć - za każdym razem coraz gorsze.

- Taaak. Nie pozostało już nic innego, jak się utopić - powiedział niby do siebie, niby do kości psa, którą właśnie obgryzał.
- Nawet o tym nie myśl. Nie mam cię na spisie - odparł ktoś za nim.
Casper był wprawdzie przybity ostatnimi wydarzeniami, ale był zwykłym człowiekiem i jak każdy zwykły człowiek w takiej sytuacji, zerwał się z krzykiem.
- Myślałby kto, że jesteś taki strachliwy - powiedziała zakapturzona postać, stojąca teraz przed nim.
- Ty obwiesiu, w dziuplę chędożony, ja ci po... - Casper przerwał w pół słowa, gdyż dostrzegł w ręce nieznajomego dosyć pokaźnych rozmiarów kosę. Zastanowił się chwilę i coś mu zaczęło świtać. - Kto jest wysoki i tak chudy, że czarna szata wisi na nim, jak na strachu na wróble? Kto kryje swoją, z pewnością ohydną, twarz pod kapturem i trzyma w ręku cholernie ostrą kosę? - zastanawiał się na głos i ciarki przebiegły mu po plecach.
- Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś porównywał Śmierć ze strachem na wróble - zachichotał przybysz.
Casprowi na te słowa szczęka opadła do samej ziemi. Jednocześnie ciarki, które wcześniej przebiegały mu po plecach, przeszły w regularne dreszcze.
- Co się tak trzęsiesz? Śmierci nie widziałeś? - spytała Śmierć, po czym zapadła kłopotliwa cisza. - No tak. Chyba palnęłam głupstwo. Cofam ostatnie pytanie.
- Czy ja aby na pewno przeżyłem ten pożar? - spytał człowiek, nadal trzęsąc się jak galareta.
- Tak. Nie rozumiem tylko, skąd u ciebie te drgawki. Przed chwilą byłeś prawie zdecydowany się utopić, a gdy się pojawiłam, to dostajesz rozstroju nerwowego.
- Że, co?
- No dygotasz mi się tu cały ze strachu i zaczynasz panikować.
- To przez szok. Przynajmniej tak mi się wydaje. W końcu nie codziennie spotyka się Śmierć, gdy jest się jeszcze żywym.
- Jestem tu służbowo, a nie dlatego, że taki mam kaprys - odpowiedziała uprzejmie Śmierć.
- Wiedziałem! Zaraz umrę! - krzyknął Casper i ciężko usiadł na ziemi.
- Tylko spokojnie. Gdzie ci się tak spieszy? - próbowała uspokoić go Ostateczna Pocieszycielka.
- Skoro mam żyć, to po jaką cholerę do mnie przyszłaś?
- Bo gdybym się nie zjawiła, to byś się utopił, kretynie, a ja, jak już powiedziałam, nie mam cię w dzisiejszym spisie - odwarknęła zirytowana Śmierć. - To Przeznaczenie znowu coś pokpił i zamiast żyć jeszcze we względnym spokoju, przeżyłeś kolejne pożary swych domostw, a to prawie doprowadziło cię do samobójstwa.
- Rozumiem - westchnął człowiek, czując jednocześnie, jak kamień spada mu z serca i ląduje z cichym stukotem na ziemi.
- Gówno rozumiesz! - wrzasnęła na niego Śmierć, tak głośno, że aż mu włosy stanęły dęba. - Moim obowiązkiem jest zabierać ludzi, gdy przychodzi ich pora, a nie ratować ich nic nie warte życie i ... - znów zapanowała kłopotliwa cisza.
- A, więc to tak!! Musisz bardzo lubić swoją pracę. Dlaczego nie skosisz wszystkich za jednym zamachem?! To by dopiero była zabawa! - tym razem to Casper wrzeszczał, przełamując ostatnie bariery strachu.
- Gdybym skosiła wszystkich za jednym zamachem, to sama bym umarła - odrzekła już spokojnie Śmierć.
- Nie żartuj - człowiek prawie się roześmiał. - Jak Śmierć może umrzeć?
- Normalnie, może - padła odpowiedź. - Jeśli nie będzie miał kto umierać, to po prostu przestanę istnieć. Tłumacząc na twoje, umrę. Pocieszające w takiej sytuacji będzie chyba tylko to, że umrę ostatnia.
- Ale jaja… - zauważył mało inteligentnie Casper.
- Ująłeś to w iście poetycki sposób, prostaku.
- No, no! Tylko bez takich! Skończyłem szkołę zbójectwa z wyróżnieniem.
- Tak, to faktycznie wszystko zmienia.
- Ejże! Nie kpij ze mnie. Ja ci nie wypominam, że jesteś kupą kości i rozkładającego się mięsa.
- Naprawdę tak o mnie myślisz? - spytała Śmierć i zdjęła kaptur
- Ugh, ech, och - zdołał wykrztusić Casper, gdyż miał przed sobą nie jakąś rozkładającą się staruchę, ale kobietę nieziemskiej urody .
- Nieźle, co?
- Ale ...
- Co, ale? Tylko bogowie wiedzą, że Śmierć jest piękną kobietą.
- I w dodatku skromną - zauważył dochodzący do siebie Casper .
- Śmierć musi być skromna.
- Tak, tak. Oczywiście - potrzasnął głową. - Ten, kto wymyślił, że jesteś chodzącą kupą nawozu czy też zwykłym szkieletem, był strasznym debilem.
- Raczej debilką.
- Co???
- To ja stworzyłam sobie taki wizerunek, który jest znany wam, naiwnym ludziom.
- No tak, to wszystko tłumaczy - zadrwił Casper.
- O jejku! Czy tobie wszystko trzeba tłumaczyć? - jęknęła Śmierć. - Gdyby wszyscy znali moją prawdziwą twarz, to nikt by się mnie nie bał. Co gorsza, wszyscy nieudacznicy, którym nic w życiu nie wyszło, woleliby umrzeć i zamieszkać w moim królestwie, niż męczyć się na ziemskim padole.
- I co z tego? - spytał Casper. - Może wtedy wszystkim żyłoby się lepiej.
- Może - westchnęła Śmierć. - Niestety, wszystko w tym wszechświecie musi być uporządkowane, nawet zejścia ludzi, bo inaczej rozleci się on na kawałki. Dlatego dostaję od Góry listę na każdy dzień i według niej wykonuję swoją robotę.
- Kto by pomyślał, że u was też istnieje ta cała ... ta cała ... - Casper próbował sobie przypomnieć to mądre słowo, które miałoby określić taki stan rzeczy.
- Biurokracja - podpowiedziała Śmierć.
- No właśnie. O to słowo mi chodziło.
- Tak to już jest, że wraz z porządkiem przychodzi biurokracja - pokiwała smutno głową Śmierć.
- Rozumiem, że gdybym się utopił, to narobiłbym wam nie lada kłopotu.
- Nie przejmuj się tym. To nie twoja wina. Ten cały mętlik powstał przez tego głupca Przeznaczenie. Nie pierwszy raz wykręca mi taki numer.
- Ładnie. Po prostu pięknie. Przez to, że jakiś kretyn tam na górze najzwyczajniej sobie coś pomylił, o mało co się nie utopiłem. Cholera jasna! Teraz to dopiero mam ochotę zrobić sobie krzywdę!
- Tylko spokojnie - zdenerwowała się Dama Ostateczna.- Nie denerwuj się. Wszystko będzie dobrze.
- Tak oczyw... - nie skończył Casper, być może dlatego, że strzała utkwiła mu w klatce piersiowej.
Przez długą chwilę człowiek patrzył na kawałek drewna, wystający z jego korpusu, po czym doszedł do wniosku, że jednak coś jest nie w porządku. Nie chodziło bynajmniej o to, że w zasadzie był martwy, ale o to, że przygląda się sobie leżącemu na ziemi.
- No nie! Niech tylko dorwę tego bezkształtnego skurczybyka w swoje ręce! - krzyknęła Śmierć.- Wybacz Casprze, Przeznaczenie znowu coś pokpił.
Casper spojrzał na nią, potem na siebie, a właściwie na swoje martwe ciało, znów na Śmierć i w końcu zaczął bezprzykładnie wrzeszczeć. Opanował się dopiero wtedy, gdy wykorzystał wszystkie przekleństwa we wszystkich znanych mu językach, a trzeba było dodać, że starczyło mu ich na bity kwadrans.
- Rozumiem, że jestem martwy - powiedział już opanowanym głosem.
- Przyjąłeś to bardzo spokojnie.
- Po rozmowie z tobą, niewiele może już wyprowadzić człowieka z równowagi.
- Nie musisz być złośliwy. Właściwie to jeszcze nie umarłeś. Jesteś teraz w stanie przejściowym.
- Jak to?! Jeśli nie umarłem, do dlaczego oglądam leżącego na ziemi faceta, który ma wbitą w klatkę piersiową strzałę i wygląda jak mój brat bliźniak? - spytał Casper.
- Czy coś czułeś, gdy trafiła cię strzała? - zadała pytanie Śmierć.
- To dziwne, ale nie. Właściwie to dopiero po chwili, dotarło do mnie, że coś takiego miało miejsce.
- To dlatego, że w momencie, gdy zostałeś trafiony, nie dziabnęłam cię kosą. Gdy dany delikwent zostaje uszkodzony mechanicznie, na tyle poważnie, by być gotowym do przejścia na drugą stronę, ja muszę doprawić go kosą, by przerwać linkę życia, łączącą ciało z duchem.
- A jeśli tego nie zrobisz?
- To nie będę mogła zabrać go ze sobą, a on będzie wegetował przy tym, co z niego zostało. Pod postacią ducha, oczywiście.
- Pięknie. Dlatego, że tobie nie chciało się machnąć swoim kozikiem, ja mam tu tkwić przez resztę wieczności? Co ja ci takiego zrobiłem, że mnie tak potraktowałaś?
- To nic osobistego. Po prostu nie miałam cię na swojej liście. Gdybym zrobiła to, co powinnam w takiej sytuacji zrobić, to miałabym masę papierkowej roboty, a tak wszystko da się jeszcze wyprostować.
- Co przez to rozumiesz?
- Chyba niezbyt ci się podoba obecna forma egzystencji?
- Chyba nie… Nawet na pewno.
- Dlatego teraz udam się prosto do Przeznaczenia i pomogę mu znaleźć odpowiednie rozwiązanie.
- Nie prościej byłoby machnąć tym twoim kozikiem i zabrać mnie?
- Ty wciąż nic nie rozumiesz. Przecież ci już tłumaczyłam, że gdybym tak zrobiła to przez pół wieczności nie wyszłabym spod różnego rodzaju formularzy. Nie wspomnę, że gęsto musiałabym się tłumaczyć z tego szefom.
- Więc co się ze mną stanie?- spytał Casper .
- Będziesz żyć. To nie ulega wątpliwości.
- Aha.
- Wybacz mi, muszę cię teraz opuścić, żeby przyspieszyć to i owo - powiedziała Śmierć, wsiadając na piękną, czarną niczym noc klacz, która pojawiła się nagle, nie wiadomo skąd.
- Zanim odejdziesz, może byś jeszcze mi wytłumaczyła, skąd wzięła się ta strzała.
- Ach tak... Wystrzelił ją jeden ze zbójów z tych zarośli na wprost ciebie.
- To gdzie teraz są ci dowcipnisie? Nie przypuszczam, żeby strzelili do mnie dla zabawy.
- Nie. Myśleli, że może coś przy tobie znajdą. Nie przejmowałabym się jednak nimi. Idą ze mną.
- Co? Jakim cudem? - Casper jakoś nie mógł uwierzyć, że ci którzy go w zasadzie zabili, odejdą wcześniej od niego.
- Byli w moim spisie. Według mojej dokumentacji, to ty powinieneś ich zabić. Niestety przez nieudolność znanej ci już, oczywiście ze słyszenia, persony, oni dopadli ciebie. Całe szczęście, że Przypadek jest bardziej kompetentny.
- Myślałem, że nie ma czeg... kogoś takiego jak Przypadek…
- To źle myślałeś. Zresztą, nie ważne, co myślałeś. Ważne jest to, że ci dwaj delikwenci poskręcali sobie karki, a ja będę mogła ich zabrać. No! Teraz już naprawdę muszę się zbierać. Jest strasznie późno, a ja muszę jeszcze załatwić wiele spraw.
- Tak, ale ... - próbował jeszcze o coś zapytać Casper, lecz Śmierć już gnała na swej klaczy. - I w ten oto sposób, zostałem sam. Nie żywy, nie martwy. Poczekam i zobaczę, co będzie dalej. Najwyżej będę czekał bardzo długo….Oczywiście znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że reszta wieczności, to wcale nie tak długo- powiedział do przechodzącej właśnie mrówki.

Tak więc nasz zbój siedział sobie na kamieniu, myśląc o wszystkim i o niczym. Choć wydawało mu się, że upłynęły wieki, to po zaledwie jednej ziemskiej godzinie stwierdził, iż coś jest nie w porządku. Ostatnio dość często dochodził do takiego wniosku.
- Co to może być?- spytał sam siebie. Tak ciężko nad tym myślał, aż zaczął się pocić. Nie mógł jednak odpowiedzieć na to pytanie. Zirytowany postanowił przespać się z tym problemem. I gdy chciał przyjąć najlepszą do wykonania tej czynności pozycję (nieuświadomionych informuję, że chodzi o pozycję horyzontalną), doszedł do wniosku, że nie może tego zrobić, gdyż już leży.
- Co jest, do cholery? Myślałem cały czas, że siedzę - zdziwił się Casper i podrapał się, brudną od ziemi ręką, po głowie. - Ugh - wyrwało mu się z ust, gdy próbował usiąść.
- Jeśli jeszcze do tego nie doszedłeś, to informuję cię, że znów jesteś żywy - powiedział ktoś znajomym głosem.
- Niech cię diabli - przywitał Śmierć były nieboszczyk, rozmasowując zesztywniałe członki.
- Nie mam pojęcia, dlaczego jesteś taki zły. Przecież żyjesz ... znowu. Może humor poprawi ci to, że na górze postanowiono zrekompensować ci poniesione straty.
- Och! Cudownie! Czy to znaczy, że będę mógł dokopać Przeznaczeniu?
- Co?!
- Taka rekompensata mogłaby mnie zadowolić.
- Nie przesadzaj. Zostałam upoważniona do przekazania ci, że pod twoim domem, a raczej tym, co z niego zostało, znajduje się niewielki skarb.
- Jak niewielki? - zainteresował się Casper .
- Wystarczy, żebyś mógł zacząć wszystko od nowa.
- Doskonale! Czy mogłabyś jeszcze coś dla mnie zrobić?
- Słucham.
- Nigdy więcej do mnie nie przychodź.
- Nie bądź dzieckiem. Każdy kiedyś musi umrzeć. Mogę ci jednak obiecać, że będę wpadać do ciebie od czasu do czasu, na pogaduszki. Bardzo cię polubiłam- ostatnie słowa Śmierć wypowiedziała w irytująco ciepły sposób.
- Co?!
- To na razie - Casper usłyszał już tylko głos, bo Śmierć dosłownie rozpłynęła się w powietrzu.

Przez następne kilka minut trwał w bezruchu, próbując przetrawić to, co powiedziała mu Ostateczna Pocieszycielka.
- O Kurcze! - stęknął wreszcie i ruszył odkopywać swój skarb.
KOMENTARZE (16) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nightmare 20 gru 2009, 20:12
Mi się podobało! Fajny humor i INNE przedstawienie Śmierci...
Cazpian 9 lut 2008, 14:13
W zasadze to 15 :D:D
Diabellus 9 lut 2008, 14:01
Masz na myśli 14, tak?
Cazpian 9 lut 2008, 13:33
No ale ogólnie to ładnie wygląda jak obok tekstu stoi ładna okrągła liczba komentarzy :p
Diabellus 9 lut 2008, 13:24
Mój w pierwszy w połowie też!
Wiedźma 9 lut 2008, 13:19
No - ale patrz, nawet jeden dotyczył tekstu :D :P.
Cazpian 9 lut 2008, 13:03
Ale mi nabiliście komentarzy pod tekstem :P
Wiedźma 8 lut 2008, 16:39
A to jest akurat bardzo dobra uwaga... Będę ją miała na względzie jak tylko skończę swoją mega wydłużoną sesję :P.
Diabellus 8 lut 2008, 16:07
Jaki nowy regulamin strony? Przecież nawet starego regulaminu strony nie ma... Ale nie chodzi o to nawet do końca. Chodzi o to że ten tekst, i masa innych (np. Nyhariela) były publikowane w innych miejscach. Przed publikacja u was ;) . Ja miałem raz sytuacje, że powiedziałem papa jednemu tekstowi bo miał już swoją publikacje...
Cazpian 8 lut 2008, 15:21
Faktycznie już ją zoczyłem i nawet przeczytałem :P

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 24 lut 2017, 04:38 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka