Opowiadania

Dziedzictwo nekromanty

Alburg, niewielka miejscowość na północny wschód od Zalesmet. Od prawie pięciu lat, tu, w skromnym pokoju na poddaszu, wynajętym za niewielkie pieniądze mieszkał mag Alburga. Mieszkańcy miasteczka nie potrzebowali zbytnio jego pomocy. Kiedy już go wzywali, to albo przychodzili z błahostkami, albo żądali czegoś niemożliwego (nawet dla maga). Płacili mu niewiele i nigdy by im do głowy nie przyszło, że mag, jak każdy zwykły człowiek, potrzebuje jakowych środków do życia. Zapewne gdyby nie jego oszczędności, już dawno skończyłby jako żebrak. W końcu jednak nadszedł dzień, który odmienił życie owego wioskowego maga na zawsze...

Tego dnia siedział, jak zwykle z resztą, w swoim skromnym pokoiku. Miał 21 lat, ale jak na ten wiek, był dość zdolnym magiem. Może gdyby nie jego niechlujny wygląd, budziłby większy szacunek i wkrótce do czegoś doszedł... Od kiedy jednak rozstał się ze swoją koleżanką po fachu, Olivią Savelle, było mu już wszystko jedno. Jego długie kruczoczarne włosy pozostawały w nieustannym nieładzie, a bródka wcale nie dodawała mu dostojności. Plamy na jego szarawej szacie też nie robiły na nim wrażenia, choć pamiętał jeszcze czasy, kiedy była ona biała. Usłyszał kroki na schodach, a po jakiejś chwili na poddaszu pojawiła się pewna postać... Gość! I to nie jeden z wieśniaków, po ubiorze stwierdził, że on także był magiem. Na oko miał z 40 lat, a choć był zupełnie łysy, to jako mag z pewnością prezentował się znacznie lepiej od maga Alburga.
- Ty jesteś Agostin Delano, prawda? Nie sądziłem, że znajdę cię w takiej dziurze. – powiedział nieznajomy czarodziej. – Długo tu już mieszkasz? – zapytał.
- 4 lata, 11 miesięcy, 8 dni, 2 godziny... i jakieś 20 minut – odpowiedział bez większego namysłu Agostin.
Jego gość rzucił mu dziwne spojrzenie, po czym zapytał się:
- Nie znudziła ci się aby posada wioskowego czarownika? Jest robota, a pewna osoba mówiła mi, że znasz się na rzeczy...
Agostin zamyślił się. Niewiele osób wiedziało o jego „szerokim zakresie zainteresowań zaklęciami”. Czyżby była potrzeba rzucenia kilku Zakazanych Zaklęć?
- Emmm... Znaczy się... O co chodzi? – powiedział, robiąc głupią minę.
- Co tu dużo mówić, potrzebuję n e k r o m a n t y.
- Ja nie jestem nekromantą... – powiedział spokojnie i powoli młody mag.
- Nie pytam cię czy jesteś, bo mnie to nie obchodzi. Wiem tylko, że znasz się na tym. Moje pytanie brzmi: wchodzisz w to? – rzekł gość, wykładając na stół grubą sakiewkę, z której wysypało się sporo złotych monet.
- Do usług przyjacielu – powiedział z uśmiechem na ustach Agostin, zbierając monety, które się wysypały na blat stołu.
- Ciril się zwę – powiedział zleceniodawca, z rozbawieniem przyglądając się zachowaniu młodego maga.


Agostin spojrzał na księgę, którą zostawił mu Ciril. Jej stronice wydawaly się niesamowicie stare, wydawało się, że najdelikatniejszy dotyk może sprawić, że się rozpadną. Napisał ją czarodziej, który umarł wieki temu – i wyglądało na to, że ze względu na jej grubość także będzie potrzeba całych wieków, aby ją przestudiować. Tymczasem on miał na to tylko tydzień. Treść księgi okazała się jednak niezwykle interesująca. Plugawe zaklęcia dawno już zapomniane przez śmiertelników, nekromantyczne procesy będące dziełem czystego zła. Niczym zahipnotyzowany przewracał kolejne stronice, wchłaniając Zakazaną Wiedzę. Zapomnial już dawno o tym, że poszukiwał jedynie konkretnych informacji.
- Och, och, och! Zupełnie nowy operator zaklęcia! – krzyknął zafascynowany.
- Aby w pełni wykorzystać potęgę negatywnej energii... Zirqel? Ha, niech tylko to przetestuję!

Po chwili jednak opamiętał się. W duchu poprzysiągł sobie, że nie będzie nigdy stosował zaklęć opisanych w Księdze. Z przerażeniem pomyślał, że taka magia mogłaby splugawić jego duszę i zabić w nim wszystko co piękne, czyli to co właśnie czyniło go człowiekiem.
Powrócił do zleconego mu zajęcia. Odnalazł już notatkę dotyczącą położenia nekropolii, która była miejscem pochowku ważniejszych czarodziejów owych czasów, jednak kto mógł dać gwarancję, że tam właśnie po śmierci spoczął autor księgi?

Gdy Ciril powrócił, Agostin zreferował mu wszystko, czego dowiedział się na temat autora księgi, a także miejsca, gdzie mógł zostać pochowany. Okazało się jednak, że to nie koniec jego zadania. Jego pracodawca zaproponował mu wyprawę do grobowca owego pradawnego nekromanty. Zgodził się. Teraz nie była to już konieczność, złoto od Cirila już dostatecznie podreperowało mu budżet. Tym razem Agostinem kierowała zwykła żądza poznania tego, co mroczne i tajemnicze.


Nie liczył godzin, które spędził już w grobowcu wraz ze swoim towarzyszem. Brnął powoli przez to ponure, pełne pajęczyn, kurzu i ludzkich szczątek miejsce. Nie wzbudzało w nim ono przerażenia, może jedynie niepokój... ale także i podekscytowanie. Ciril był niewątpliwie wstrząśnięty widokiem tego miejsca, ale chęć ograbienia tego miejsca z artefaktów, jakie się miały tu znajdować była silniejsza. Pułapek ani strażników nie było tu żadnych, ale w chwili gdy już prawie dotarli do celu, spotkała ich pewna niespodzianka. Aby przejść do komory grobowej musieli przejść przez Wielką Salę, a w niej znajdował się Wielki Problem. Gigantyczny szkielet jakiegoś zwierzęcia, ożywiony mocą nekromancji wydawał się być zaporą nie do przejścia. Właśnie zauważył intruzów i ruszył raptownie ku nim. Tego już było za wiele na nerwy Cirila, rzucił się do ucieczki, zostawiając Agostina na pastwę tego monstrum. Tymczasem, zamiast krzyków maga rozrywanego na strzępy usłyszał jedynie wypowiadane donośnym głosem zaklęcie: Statiga Anavi! Koścista ręka szkieletu zatrzymała się tuż nad głową Agostina, gigant został zniewolony przez zielone światło.
- To nie zatrzyma go na długo! – krzyknął Agostin, po czym obaj pobiegli prędko przez salę. Gdy znaleźli się w wąskim korytarzu, nie musieli się już obawiać potwora. W końcu dotarli do celu swojej wyprawy.

Tam Agostin zobaczył ją po raz pierwszy. Zmumifikowana Dłoń leżała na piedestale. Tylko ona wydala mu się wartościowa, wszystkie inne kosztowności były dla niego zwykłymi śmieciami. Ciril garściami pakował do wora wszystko co tylko znalazł – drogie kamienie, amulety, pergaminy... W pewnej chwili zauważył, jak Agostin schyla się nad ręką. Nie dotykaj! – chciał krzyknąć, ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć, było już za późno...



Agostin Delano leżał na ziemi nieprzytomny. Wokół niego rozciągał się bagienny krajobraz, słychać było rechoczące żaby i bzyczenie setek much i komarów. Kiedy się obudził, zdał sobie sprawę, że nie ma pojęcia, gdzie jest. Był przecież w grobowcu, głęboko pod ziemią, w jaki sposób znalazł się na bagnie? Powoli zaczął sobie przypominać swój dziwny sen. W grobowcu znalazł Zmumifikowaną Dłoń, która tak bardzo zafascynowała go, ze zabrał ją i... powolnym krokiem udał się ku wyjściu. Jego towarzysz, Ciril, zaczął coś krzyczeć, usiłował nawet wyrwać Agostinowi artefakt. Szamocząc się, dotarli do Wielkiej Sali. Szkielet Strażnik pozwolił magowi dzierżącemu Zmumifikowaną Dłoń przejść dalej... Młody czarodziej nie pamiętał natomiast co się stało z jego towarzyszem. Odchodząc słyszał krzyki, inkantowane pospiesznie zaklęcia... Czy Cirilowi udało się przeżyć? Tego nie wiedział, jakaś siła nie pozwoliła mu się obejrzeć do siebie, pchała go na zewnątrz. Dalej już nic nie pamiętał. Jakimś niewytłumaczalnym sposobem znalazł się teraz na moczarach, daleko od grobowców. Otaczało go zdradliwe bagno, a słońce już dawno zaszło. Ile to już godzin musiało minąć?! Usiłował przypomnieć sobie formułę zaklęcia teleportacji, bezskutecznie. Zrezygnowany, postanowił choć rzucić sobie światło, ale okazało się, że w jego umyśle panowała totalna pustka. Otworzył plecak i ku swojemu zdumieniu od razu natrafił na Zmumifikowaną Dłoń. Nie pamiętał aby ją tam wkładał, sądził, że już dawno ją zgubił lub wyrzucił. Poważne luki w pamięci zaczęły go poważnie niepokoić. W pewnej chwili uczucie to ustąpiło, poczuł nagły przypływ sił. Zaczęło mu się wydawać, że bardzo dobrze zna otaczający go teren, powrót do Alburga wydał mu się banalny. Nawet nie zauważył, że Dłoń co jakiś czas wskazuje mu kierunek, uznał to za całkiem naturalne. Wyglądało na to, że psychicznie był bardzo wyczerpany. Tuż przed wschodem słońca był już w Alburgu. Zbyt słaby by zrobić cokolwiek innego, doczołgał się do łóżka, padł wyczerpany i spał cały dzień.

Po przebudzeniu Agostin miał zamiar wrócić do grobowca i sprawdzić co się stało z Cirilem, a przynajmniej zabrać stamtąd jego ciało... Zamiast tego zrobił jednak coś zupełnie innego, lecz nie zdziwiło go to wcale. Po prostu wziął Księgę Nekromanty i... Całe następne tygodnie upłynęły mu na poznawaniu tajników nekromancji. „Poznawanie” nie było jednak odpowiednim słowem dla tego procesu, lepszym określeniem byłoby „przypominanie sobie”. Nowe zaklęcia poznawał z taką łatwością, jakby to było odczytywanie listy zakupów, które ma do zrobienia na jarmarku. Jakim cudem było możliwe, aby w ciągu kilku tygodni pojąć wiedzę, której odkrywaniu ktoś poświęcił całe swoje życie?! Agostin się nad tym nie zastanawiał. Co zaś się tyczy Dłoni, zaczął ją traktować niczym część samego siebie – uczynił z niej swój amulet i nigdzie się z nim nie rozstawał. Nawet nie przypuszczał jakie mogą go spotkać za to konsekwencje. Sądził, że jeśli nikogo do tej pory nie skrzywdził, to jest w porządku i nikt nie będzie się go pytał, czym się zajmuje w swoim „laboratorium” (o ile można było tak nazwać jego nędzne lokum na poddaszu). Nawet przez myśl mu nie przyszło, że posiada przy sobie artefakt, którego zła aura była wprost przytłaczająca... Szpiedzy Inkwizycji nie musieli się nawet specjalnie wysilać, aby odkryć jego sekret. Nie tylko oni byli nim zainteresowani, był jednak ktoś jeszcze...

Gdy Agostin wieczorem wracał z cmentarza do swojej pracowni (na cmentarzu zdobywał ciekawe komponenty do swoich badań) zauważył... grupę Świętych Wojowników przechadzającą się uliczkami Alburga. Gdyby jeszcze w Alburgu znajdowała się jakaś świątynia lub kapliczka, mógłby się łudzić, że po prostu przybyli tutaj na pielgrzymkę. Cel ich podróży wydał się jednak oczywisty. Oddział żołnierzy, dowodzony przez Inkwizytora szedł dokładnie w kierunku jego domu. Co robić? Na poddaszu znajdowały się nie tylko pieniądze i rzeczy Agostina, ale także jego skarb (a także dowód obciążający go przy ewentualnym procesie) – Księga Nekromanty. Obserwował ich z daleka. Stało się coś, czego się na pewno nie spodziewał... Tuż obok domu w którym mieszkal, mag w czarnej szacie walczył z oddziałem Świętych Wojowników. Dziwna to była walka – kiedy świątynne miecze uderzały o ciało maga, nie czyniły mu szkody, a wojownicy w złoconych zbrojach padali bez życia. Natomiast zdobiony czaszką na rękojeści miecz maga ciął celnie. Świątynni przegrywali, lecz oto nadeszła odsiecz – kapłan Arvamora, Inkwizytor, uniósł symbol swojego boga w górę. W świetle słońca zaczął on połyskiwać ostrym światłem, wydawało się, ze już za chwilę Bóg Słońca ukarze zuchwałego maga, zabijającego jego sługi. Czarodziej jednak w porę dostrzegł zagrożenie i krzyknął – Anihilante! Z czubka palca jego lewej dłoni wystrzelił strumień szmaragdowozielonego światła. Inkwizytor warknął wściekle, a po jego medalionie pozostał jedynie pył. Mag rzucił następnie jeszcze jedno zaklęcie. Agostin nie usłyszał wprawdzie inkantacji, ale z pewnością efektem czarów było to, że walczących nagle, w środku dnia przykryły zupełne ciemności. Niczego nie było widać, ale za to dało się usłyszeć potężną eksplozję. Po chwili magiczna ciemność się rozwiała, a na miejscu walki stała tylko jedna postać. Czarny mag. Agostin obserwował jego chwilę jego triumfu. Przetarł aż oczy, niedowierzając, lecz stało się coś jeszcze bardziej niesamowitego. W mgnieniu oka tajemniczy mag znalazł się tuż przy nim. Spojrzał na Agostina, zaśmiał się cicho i pozdrowił go. Jego szata, niesamowicie czarna, która wydawała się być utkaną z czystej ciemności, zmieniła kolor na ciemnogranatowy, a kaptur okrywający twarz zaczął ujawniać rysy twarzy właściciela. W istocie ta szata nigdy nie była naprawdę czarna, był to jedynie efekt czaru ochronnego zwanego Cienistą Opoką. Było to zaklęcie z którego słynęli Magowie Cienia. Agostin rozpoznał ten głos i charakterystyczny śmiech. Czarnym magiem była osoba, którą ostatnio widział niemal pięć lat temu... Był to jego przyjaciel ze szkolnych lat, Caldor...
- Wybacz za ten bałagan przed domem, ale to był zwykły konflikt interesów. Zarówno oni, jak i ja chciałem ci złożyć wizytę w jednym terminie. A wiesz jaka niecierpliwa jest Inkwizycja. Mam dla ciebie pewną propozycję, ale o tym może opowiem ci po drodze.
- Po drodze? – zapytał zaskoczony Agostin, ale zaraz uświadomił sobie, że nie powinien zostać w Alburgu ani chwili dłużej.
- Bierz swoje graty i znikamy stąd. Nie ma chwili do stracenia. – odparł Caldor.

Tak oto zakończył się pobyt Agostina w Alburgu. Teraz już nic nie miało być takie jak dawniej. Wraz z Caldorem Shade, banitą, za którego Cesarz wyznaczył nagrodę stu tysięcy sztuk złota oraz Zmumifikowaną Dłonią zawiązaną na sznurku i jako amulet powieszoną na szyi wybrał się na podbój świata...
KOMENTARZE (2) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Rizzen 3 lis 2007, 11:40
Wstęp - racja, wstęp do II części mojej sagi ;)

W pośpiechu? Cóż, na ostatni dzień przed upłynięciem terminu na oddanie opowiadania xD Tak to jest jak się robi rzeczy na ostatnią chwilę. Ale w sumie jestem zadowolony. W przyszłości z pewnością będzie coś lepszego, jeśli będzie następny konkurs :)
Fafarafa_Fraa_vel_Farara 31 paź 2007, 17:46
Raczej wstęp do czegoś, niż jakaś całość. :)
Sprawia wrażenie napisanego trochę w pośpiechu, tekst wymagałby dopieszczenia - ale mógłby być naprawdę dobry. Na chwilę obecną, przez pewną... "ubogość", zdecydowanie pozostawia pewne uczucie... czy ja wiem? niedosytu? Chciałoby się czegoś więcej, niż samego szkieletu opowiadania. :)

Tak przynajmniej ja to widzę. ;)
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 wrz 2017, 03:11 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka