Opowiadania

Ślepa podróż

Wędrowiec dopłynął do niesamowitego miejsca. Wierzył, że to właśnie jest centrum świata, ale nie spodziewał się takiego widoku. Siedział w łódce i chwilę cieszył oczy niesamowitym zjawiskiem i obrazem. Nad wielkim Oceanem Centralnym unosiły się pojedyncze skały i skarpy porośniętej drzewami ziemi. Postanowił wiosłować dalej.

Jego wyprawa trwała już bardzo długo. Otaczała go jedynie słona woda, kilka zabranych map i zwojów z zapisanymi legendami. Od niedawna zaczęły się pojawiać pojedyncze kamienie wystające z wody, a od świtu woda zaroiła się od głazów, na których przysiadały syreny ciekawie zerkające na wędrowca. Ten jednak nie zwracał na nie uwagi. Miał cel i plany. Chciał przekonać się co jest w samym środku jego map. Wielkie potwory morskie przepływały pod małą łódką, którą przemierzał ocean, ale na całe szczęście ignorowały go. Musiał być zbyt małym celem. A on był niezłomny.

Powiał lekki, słodki wiatr. Zapach jabłoni i soli mieszał się i drażnił. Zapragnął poczuć go więcej i więcej. Rozłożył mały żagiel na prowizorycznym maszcie. Odetchnął raz jeszcze bryzą i cieszył oczy zbliżającą się, unoszącą skarpą. Spod niej zaczęły pokazywać się korzenie jabłoni. W skałach dopatrzył się okien i zarysowanych zabudowań. Nie spodziewał się, że ktokolwiek mógł tu mieszkać. Zaczął się zastanawiać, kto to mógł być. Może tak jak głosiły legendy, jakieś cyklopy, olbrzymy, praojcowie? Ślina zaschła mu w gardle, gdy pomyślał, że być może dotarł do jakiegoś raju albo ziemi obiecanej? Przedwiecznym… czymkolwiek.

Słodka woń jabłek zaczynała przezwyciężać słoność i upajała. Od nie miał w ustach nic równie soczystego. Skarpa, która z dala wyglądała tak malowniczo, okazała się olbrzymia i mogła pomieścić rozległe miasto. Między drzewami dostrzegł jednak coś innego. Prawdopodobnie jakieś zabudowania. Zauważył w cieniu skarpy coś, co wyglądało jak mała zatoczka, stworzona z resztek ziemi i korzeni. Postanowił przybić tam swoją małą łódeczką i spróbować dostać się do środka. Korzenie stanowiły idealną drabinę ku temu. Wziął więc kilka najpotrzebniejszych pergaminów i udał się na niezwykłą przygodę. Czuł, że uczestniczy właśnie w przełomowym odkryciu, do którego dążył całe swoje trzydziestoletnie życie.

Korytarz brnął w górę, a korzenie przerodziły się w drewniane uchwyty, a następnie w kamienne półki. Nigdy nie lubił wspinaczki, ale uznał, że poświęci się wyższej konieczności.

Przez pokrywę dostrzegł blask słońca, a to dało mu nadzieję. Był jakiś wylot. Sił dodawała mu adrenalina, która pchała go wyżej i wyżej. Dotarł wreszcie do klapy i… słońce ciepłym pomarańczowo-czerwonym blaskiem odbijającym się od okien i witrażyków zaświeciło mu w oczy. Wyszedł powoli z dużej studni.

Czuł się nieswojo. Nie widział nawet żywej duszy, ale wszystko wydawało się czyste, pielęgnowane, a drzewa wtapiające się w mur zdawały się być niesamowicie naturalne i na swoim miejscu. Powietrze było przesycone zapachem różnych odmian jabłek. Aż się oblizał. Otrzepał szatę i rozejrzał się ostrożnie. Prócz liści poruszanych na wietrze nie było żadnego ruchu, żadnego dźwięku prócz ich szelestu.

Nie miał wyboru, skierował się do uchylonej furty. Pomieszczenia wydawały się czyste, a w kuchni wisiał świeży czosnek i słoiki z jakimiś zamarynowanymi warzywami i owocami. Oglądał wszystko z ciekawością. Zastanawiał się, co zobaczy za kolejnymi drzwiami. W kolejnym korytarzu. Wszedł na piętro i jeszcze następne, aż usłyszał cichy śpiew. Rzewna melodia wypełniała ściany. Delikatny i czuły głos nawoływał go. To na pewno była kobieta i to młoda. Wiele już słyszał śpiewów różnego gatunku ślęcząc nad księgami. Ten wydał mu się najprzedniejszym z możliwych. Podążył za głosem pośpiesznym krokiem.

Stanął przed uchylonymi lekko drzwiami. Bał się je pchnąć, by jego piękny sen nie zakończył się zbyt szybko, by nie okazał się jedynie złudą wędrowcy, którzy zbyt dużo czasu spędził na morzu w pełnym słońcu.

Delikatnie pchnął drzwi. Śpiew dziewczyny nie ucichł. Mężczyznę przeszył zimny dreszcz. Jego oczom ukazał się pokój zamknięty trzema ścianami, a zamiast ostatniej była jedynie przestrzeń. Niemal na skraju pokoju siedziała tyłem do niego, a przodem do przepaści, pod którą był jedynie ocean, dziewczyna o niebywale pięknych i długich włosach. Nuciła delikatnie pieśń i niemal pieściła nić, którą przędła na kołowrotku. Wędrowiec nie miał pojęcia, co powinien w tym momencie zrobić. Poruszał niemo ustami. Zrobił pół kroku w jej kierunku, przechodząc przez próg. Melodia umilkła, a dziewczyna zamarła. Jej suknia skrzyła się od blasku zachodzącego słońca. Delikatny powiew wiatru poruszył jej włosami. Z namaszczeniem odłożyła nić jakby była pajęczą siecią. Z gracją wstała, a wędrowiec aż zatrząsł się ze zgrozy, że może spaść w przepaść. Ona jednak ze spuszczoną głową spokojnie odeszła od kołowrotka. Dłonie miała schowane w rękawy, a na twarzy blade rumieńce od morskiego powietrza. Była kwintesencją piękna. Delikatnie i bardzo spokojnie podniosła głowę. Wędrowiec poczuł, jak serce wzbiera pod samą krtań i łomocze tam niczym kowal w furii uderzający o kowadło, mszczący się na nim za wszystkie nieszczęścia tego świata. Podniosła powieki, a jej oczy były zasnute bielmem.

Ujrzał Cesarzową. Ujrzał swoją boginię.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 lis 2017, 22:29 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka