Żaden tam animal horror - recenzja książki "Ćma"

Jakub Bielawski
„Ćma”
Ocena recenzenta
4.5/5
Ocena użytkowników
4 (1 głos)
W eseju „Nadprzyrodzona groza w literaturze” H.P. Lovecraft zawarł tezę, że człowiek – czytelnik właściwie – boi się tego, co nieodgadnione, tego, co straszne przez swą tajemnicę i obcość, budzące lęk, nienawiść i odrazę (i kilka innych rzeczy też). Nie da się ukryć, że Jakub Bielawski zna tę teorię i zgrabnie wykorzystuje ją w swoim najnowszym dziele, „Ćmie”, której w żadnym wypadku nie należy stawiać obok „The Fly” George’a Langelaana czy „Dodajnazwęzwierzo-łaka”.

Akcja utworu ma miejsce na południu dolnośląszczyzny, w cieniu urokliwych Gór Sowich, za których szczytami szybko skrywa się słońce, a wilgoć i mgła smętnie zalewa kotliny. Właśnie w takiej aranżacji trudno stworzyć coś wciągającego, niecodziennego, dynamicznego, przecież tam nic się nie dzieje… Tak zdaje się mówić powieść – a raczej główne bohaterki – dla których dojrzewanie pośród dziczy, lasów, powolnego Internetu i trzech SMS-ów na tydzień to koszmarna rutyna. Szczególnie, że wystarczy jeden dzień poturbować się autobusem miejskim, międzymiastowym, koleją i dotrzeć do upragnionego Wielkiego Świata (tzn. Wrocławia). Ot, książka o szarej codzienności i gęstym mroku prowincji.

Jedak między wierszami Bielawski stara się mimo wszystko wypromować spokój regionu, jego skryty i niedostrzegalny na pierwszy rzut oka urok. Gdzieś pobrzękuje echo tego, że wraz z cierpliwością można poznać sekrety i odnaleźć skarby natury tych miejsc, można zagłębić się w historię, można porzucił pęd życia, jaki przywarł do naszych wielkomiejskich kręgosłupów i odetchnąć świeżym powietrzem nad jeziorem lubachowskim albo zajrzeć do komnat Książa. Tyle tylko, że takie rzeczy mogą interesować spragnionych przerwy, zatrzymania się, a nie dziewczyn, które męczą się z monotonią i zatęchłymi ulicami, gdzie jedynymi atrakcjami są kościół i monopolowy.

Z tym, że to nie czyni owych dziewczyn – głównych bohaterek – gorszymi, to sprawia, że odbiorca otrzymuje inną perspektywę. Protagonistki choć pochodzą właściwie z różnych rodzin, o odmiennych poglądach wychowawczych, są uwięzione w tym samym miejscu. Muszą radzić sobie z czymś, co jest równie straszne, jak nadnaturalny koszmar (do niego jeszcze dojdziemy). One stają przed progiem dorosłości i nie wiedzą, jak sobie z tym radzić, nie mają pojęcia jakie będą musiały pełnić wkrótce funkcje, jakie zachowania staną się dla nich powinnością i co właściwie je czeka – to przejście ze strefy komfortu do zupełnie nieznanego novum, przerażającego, bo już nic, gdy nastąpi nie będzie takie samo (przynajmniej z ich perspektywy) i nikt nie potrafi im klarownie wyłożyć, czego mają się po drugiej stronie spodziewać. Jest to dla nich bolesny (emocjonalnie i symbolicznie) obrzęd przejścia, na który nie są przygotowane, ponieważ - mimo że na końcu czeka je coś być może kuszącego - lękają się, że po drodze zboczą ze ścieżki, nie przejdą próby, pozostaną w przestrzeni liminalnej, gdzie czyhają… potwory (nie te namacalne, lecz te Freudowskie – skryte w głębi podświadomości). Dla nich dorosłość to synonim papierosa i łyk piwa (no i po trosze seks), czyli to, co post factum nie będzie już zakazane. Niemniej, czują, że nie na tym polega dojrzałość, że kryje się w tym coś więcej, coś strasznego.

Jest też w "Ćmie" pewien wątek właściwie godzący w polską normatywność społeczną – homoseksualizm. Niezwykle ciekawie wpleciony do historii, otwierający w dyskursie coś, o czym się praktycznie nie mówi (chyba że w kontekście pedofili) – otóż w tekście Bielawskiego wątek ten dotyka nie dorosłych, lecz młodzież, i podobnie jak przy dojrzewaniu, nie ma tu miejsca na bagatelizację, nie ma tu oceniania i unikania niektórych motywów, są obawy, lęki, frustracja i opresja. Co więcej, autor podchodzi do tego poważnie, przełamuje temat tabu i zabiera głos w sprawie odkrywania u młodych cielesności, seksualności i orientacji – i że to nie sfera życia, którą odwleka się aż do osiemnastki, a potem radź sobie sam. Ukazuje ten wątek tak samo jak inne ludzkie problemy przedstawione w powieści, jako coś o czym należy rozmawiać, bez tajemnic, subtelnie, klarownie i bez złych emocji, choć - zaznacza - o emocjach towarzyszących temu również wypada poświęcić chwilę. Szczególnie, że to nie jest najcięższe dla rodzica, opiekuna czy pedagoga, tylko dla dziecka bądź nastolatka, kogoś szukającego odpowiedzi i trzęsącego się na myśl, że nie znajdzie jej u najbliższych, a narobi sobie jedynie kłopotów.

Bielawski świadomie podchodzi do tematu, z którym stara się mierzyć (dojrzewanie, homoseksualizm, alienacja), wie, że to rzecz trudna i często nieuchwytna, dlatego też choć w powieści dominuje psychologiczne studium postaci, autor nie bawi się w krytyka społecznego, nie wartościuje i nie zagłębia w regiony, które ktoś mógłby uznać za nierzeczywiste (w sensie socjologicznym) – dzięki temu czytelnik otrzymuje dzieło skądinąd wielce wiarygodne, pełne opisów gęstych i sugestywnych, lecz tam, gdzie przyjmuje rolę wszechwiedzącego narratora pozostaje w ramionach chłodnego obiektywizmu. On po prostu bawi się w tendencyjnego kronikarza, fabulatora stroniącego od subiektywnego moralizowania. A mimo to czegoś uczy, chociaż lekcja ta powinna być w tym wypadku dla wszystkich indywidualna, bo wychodząca nie od autora (przepraszam, Jakubie, że uśmiercę Cię w tym miejscu jako autora na modłę Barthesa, ale…), lecz samego czytelnika – tu czytelnik sam musi dopełnić treść, ponieważ wyraźna, mocno zarysowana „Ćma” to niezwykły poligon myśli, refleksji i interpretacji, słowem dzieło otwarte jak się patrzy.

Jednak to horror, prawda? Gdzie tam miejsce na element nienaturalny, zaburzający porządek świata? Otóż nie jest to też opowieść grozy w do końca klasycznym ujęciu, ponieważ punktem wyjścia historii nie jest tu zaburzenie, swego rodzaju anomalia burząca pewien kosmos (choćby w minimalnym, początkowo niezauważalnym stopniu) - ten punkt ma tu miejsce, lecz pełni inną funkcję. Bielawski to nie Lovecraft, gdzie to ta groza stała się centrum story, tu horror krąży wokół bohaterów, ich więzi, dynamicznych przemian, czynów, emocji i myśli. Ale to nie dodatkowa literacka atrakcja, która mogłaby zostać wykastrowana, a powieść utraciłaby ledwie bonusową przyprawę. Autor celowo – przynajmniej odczytuję to za celowe – wykorzystał poszczególne motywy weird, aby nadać całości wieloznaczności, nowych wymiarów sensów, ściśle ze sobą korespondujących.

Z początku mierzwić może odrobinę warsztat autora, ale prędko okazuje się, że był on odpowiednią formułą do zrozumienia tego typu treści (rzecz jasna, niebanalnych) – taka forma pozwoliła czytelnikowi jeszcze mocniej wsiąknąć w świat przedstawiony, w młodzieżowe środowisko, w sposób i styl jakim się komunikują, a nawet w środki przekazu (GG, SMS - akcja przenosi nas na początek XXI wieku). Bielawski na tyle zręcznie i umiejętnie stosuje młodzieżowy język, że stara się nadto serwować błędy i skróty myślowe, jakie mogłyby rzeczywiście się pojawić. Właśnie dzięki temu, zostałem ostatecznie przekonany, ponieważ dostrzegłem, że twórca tak naprawdę wie do czego służy język - nie tylko ten literacki, ten w znaczeniu semiotycznym, ten, który kryje się praktycznie we wszystkim, no i tak świadome podejście sprawiło, że świat przedstawiony stał się niezwykle autentyczny i zupełnie niepretensjonalny. Ostrzec muszę, że nie jest to bynajmniej lektura do szybkiego przeczytania – dialogów w niej raczej jak na lekarstwo (a ich rodzajów imię legion) i przeważają opisy gęste i… hmm… bezpośrednie, często zaprezentowane za pomocą aparatu poznawczego konkretnych bohaterów (i tu też brawa, bo choć obiektywizm czasem przepada, realizm tylko na tym zyskuje).

Ostatecznie „Ćma” Jakuba Bielawskiego to dzieło dojrzałe i o dojrzewaniu, o problemach, z jakimi musi radzić sobie wciąż młodzież, gdy stoi o krok od dorosłości, na którą niemal nigdy nie jest przygotowana. Ale też to historia o tożsamości i orientacji seksualnej, czyli tematach mniej popularnych i nierzadko stanowiących tabu. No i jest to opowieść o nieznanym, potwornym zjawisku, które dopełnia wszystko i pozostawia czytelnika z głową pełną przemyśleń. Czego więcej chcieć od ambitnego, przemyślanego artystycznie horroru?
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 maja 2019, 19:44 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka