Młodzieżowe SF z petardą – recenzja książki „Zabójcze maszyny”

Philip Reeve
„Zabójcze maszyny”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Po „Zabójczych maszynach” Philipa Reeve’a nie spodziewałem się zbyt wiele – ot, kolejna młodzieżowa proza, która zostaje wydana/wznowiona z okazji ekranizacji i to głośnej, ponieważ za reżyserskimi sterami stanął Peter Jackson, twórca obrazu „Władcy Pierścieni”. Okazało się, że to jedna z ciekawszych książek SF dla młodszych, ale i starsi nie zawiodą się lekturą powieści.

To prawda, że wymaga zarzucenia niewiary – kilka absurdów i nieprawdopodobieństw się tam pojawia, których logika i fizyka nie chce zbytnio zaakceptować. Wiecie, miejscem akcji jest świat, w którym druzgocząca większość miast porusza się za pomocą ogromnych gąsienic i silników dieslowych, a prawo silniejszego (miasta) to najwyższe prawo w Krainie Łowów, czyli przestrzeni poza jakimkolwiek miastem. W obrębie miast panuje zwykle pewna harmonia i ludzie mają swoje zasady, struktury i cele. Wyjątek stanowi pewna kraina odgrodzona od reszty świata wielkim murem, ale jej rola w powieści jest mocno ograniczona.

W pierwszym polskim wydaniu książka nosiła tytuł „Żywe maszyny” i doczekała się tylko jednej z trzech kontynuacji (ona, „Złoto drapieżcy”, też ma mieć wznowienie przed premierą filmu i trzymajmy kciuki, aby udało się wreszcie wydać trzeci i czwarty tom, bo świat skrywa wiele tajemnic). Obecnie zmieniono tytuł, żeby jednoznacznie wskazać powiązanie z nadchodzącą superprodukcją – i tym razem nie będę bojkotować pomysłu czy sposobu wydawców na zarobienie, im więcej osób sięgnie po książkę, tym więcej zasmakuje dobrej lektury, a prawdopodobieństwo wydania całego cyklu mocno wzrośnie.

Historia jest tu bardzo prosta – chłopiec zanurzony w jedynej słusznej ideologii i pragnący wielkości swego domu, Londynu, zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, który obnaży przed nim wszystko kłamstwa, jakimi był karmiony od dziecka. Pewnego dnia jest świadkiem zamachu na swego bohatera i pragnie ująć zamachowca, ale doprowadza go to prawie do śmierci, zostaje wyrzucony z miasta. Aby przeżyć musi połączyć siły z dziewczyną, która chciała zabić jego idola i poznaje jej motywacje i powoli zupełnie zmienia zdanie.

W trakcie ich wędrówek nie zabraknie dla nich przygód. Tom i Hester przemierzają pofałdowane tereny, trafiają do podniebnego miasta, zostają porwani przez piratów, chronią się w mieście przy murze. A żeby umilić im czas autor zmotywował bohaterów do tego, aby jeszcze szybciej się poruszali poprzez wysłaniu za nimi pościgu. W międzyczasie wydarzenia w Londynie śledzi się za pomocą innej postaci, Valentine, która również poznaje sekrety miasta. Wiele rzeczy napędza tu fabułę, ale z biegiem czasu okazuje się, że niektóre wątki zostały do „Zabójczych maszyn” wciśnięte na siłę, lecz nie psują odbioru – bardziej w pewnym momencie adresat dochodzi do wniosku, że tu było trochę przegadania, tam odrobinę bez sensu zrobiono to i to, żeby uzyskać coś, co miało doprowadzić historię do z góry zamierzonego etapu. Zaplanowanie na plus, niektóre rozwiązania na minus. Ale są prawie niedostrzegalne, gdy ktoś skupia się na rozwijającej się przygodzie, a o to nietrudno.

„Zabójcze maszyny” Philipe’a Reeve’a to co prawda pierwszy tom cyklu, ale zamknięta, wyczerpująca historia, oferująca uniwersalne wartości, bardzo nietypowy i oryginalny świat, bohaterów, których mimo słabostek czytelnik szybko polubi, a historię czyta się na jednym tchu. Niby młodzieżowe SF, ale sprawdza się jako ciekawa lektura dla starszych. Polecam.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 wrz 2018, 05:53 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka