Śmierć bohatera – recenzja mangi „Kuroshitsuji” #26

Yana Toboso
„Kuroshitsuji #26”
Ocena recenzenta
3.5/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Ostatnio coś wiele historii domyka pewne etapy i zaczyna w praktyce testować zasadę „coś się kończy, coś się zaczyna”, czego w mangowym światku bodaj najlepszym przykładem jest dwudziesty szósty tom „Kuroshitsuji”. Serii-tasiemca, którego czytanie sprawia czystą przyjemność, a czasem niezobowiązująca fabuła nie stoi na przeszkodzie temu, żeby po prostu dobrze się bawić i od czasu do czasu zaśmiać.

W najnowszym tomie czeka na nas kilka niespodzianek i to nie takich w rodzaju wymarzonego prezentu pod choinką, tylko smoka wawelskiego na krakowskim przedmieściu albo otwarcia dla zwiedzających strefy 51. Część opatrzona dwudziestym szóstym numerem zapewni nam, czytelnikom: a) frustrację protagonisty (dość ciężką), b) nową niespodziewaną postać, c) dla równowagi śmierć innej, d) zmienienie kontekstu wszelakich, dotychczasowych wydarzeń i informacji o rodzinie Ciela i jej historii. Jakby tego było mało, wpadnie też parę niezbyt miłych dla ulubieńców fanów serii akcentów.

W posiadłości pozornie bezpiecznej rozbrzmiewa dźwięk wystrzału. Ginie postać uważana za prawie niezniszczalną. A Ciel i Kamerdyner zostają skonfrontowani z faktami sprzed lat, które wymuszą odsłonięcie skrywanych tajemnic– i to takich, których nikt nie mógł się nawet spodziewać, bowiem w ani jednym momencie nie dostał jakichkolwiek przesłanek.

Z perspektywy autora takie zagranie mogło być bardzo niebezpieczne i ryzyko zrażenia do serii fanów było naprawdę wysokie, z drugiej strony – z punktu widzenia czytelników (zachwyconych tym) – taki zabieg mógł wnieść wiele dobrego do serii, a powiew świeżości szczerze powiedziawszy w mangach tego typu jest na wagę złota. No i w tomie dwudziestym szóstym fanom z pewnością tego złota nie zabraknie, lecz to takie szczęście w nieszczęściu i kto wie, czy nie przeciwwaga dla dość dotkliwego, śmiertelnego ciosu dla jednego z ciekawiej zarysowanych bohaterów. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo jego miejsce zajmuje równie intrygująca postać, która to stoi za „rozwaleniem” dotychczasowego stanu rzeczy i zmienia nieco bieg wydarzeń (zapewne cel serii również).

I nie, nie jest to znowu wprowadzenie szwarccharakteru, którego złapaniem będą zajmować się Ciel i Kamerdyner, czy też nękającego ich przez najbliższe tomy, żeby wreszcie doszło do jednej bądź dwóch konfrontacji, ale to sylwetka rzucająca nowe światło nie tylko na wiele z wcześniejszych wydarzeń i historię Ciela, lecz także na wiarygodność tego, co dostają czytelnicy narracyjnie. Co ciekawe, pierwszym elementem autora jest szok, starcie faktów obecnych z tym, co do tej pory za nie uchodziło – przyprawiający czytelnika o mętlik w głowie, a potem mieszane uczucia, aż wreszcie uderza w niego ciekawość, jak rozwinie się dalej ta opowieść. I tu pojawia się największe wyzwanie wobec twórcy – na które chwilę polskim odbiorcom przyjdzie jeszcze poczekać – mianowicie, czy uda się wszelkie wątki powiązać tak, aby były na tyle wiarygodne i sensowne, żeby czytelnik nie rzucił tomikiem w chole… wę.

Czyli w dwudziestym szóstym tomie serii o Mrocznym Kamerdynerze czeka na czytelnika krew, szok, śmierć, tajemnica i zwrot fabuły o sto osiemdziesiąt stopni, czyli warto czytać, jeżeli jeszcze ktoś nie miał okazji. Szczególnie, że wśród serii-tasiemców, ta nawet pomimo pewnych niezobowiązujących aspektów lektury, daje tyle przyjemności, że nie sposób się od niej oderwać.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 paź 2018, 17:40 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka