Strachy na lachy - recenzja książki "Lore. Potworne istoty"

Aaron Mahnke
„Lore. Potworne istoty”
Ocena recenzenta
3.75/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Strach – każdy z nas choć raz w życiu czuł jego oddech na swoim karku. Bał się, był przerażony albo lekko podenerwowany, bo coś lub ktoś przyprawił go o szybsze bicie serca. Jednych niepokoi pająk idący po ścianie, innych małe, ciasne pomieszczenie bez okien, kolejnych klaunów. Powiadają, że strach ma wielkie oczy i rzeczywiście coś w tym jest. Najbardziej boimy się tego, czego nie widzimy – nic więc dziwnego, że to właśnie to niewidoczne najczęściej wykorzystują twórcy horrorów. Najlepiej pokazać jak najmniej, wtedy resztę dopowie ludzka wyobraźnia.

A ta naprawdę nie zna granic, o czym świadczą chociażby wszelkie legendy, podania czy stare opowieści. Jeśli w wiosce zaczęli nagle ginąć ludzie, to na pewno wampir za tym stoi. Jeśli krowa nie daje mleka, wszystkiemu winna czarownica. Jeśli boli ząb, na pewno rzucono urok. Wyjaśnień, nawet najbłahszych zdarzeń, pojawiało się bez liku, my, oświeceni ludzie doby mechanicznych wynalazków i Internetu wiemy, że każdą z tych rzeczy można bardzo szybko wytłumaczyć, nie odwołując się do interwencji sił nadprzyrodzonych.

Aaron Mahnke postanowił jednak powrócić do korzeni i zaznajomić nas z kilkunastoma historiami o tym, jak to wiara w cuda wpływała na ludzkie życia. Weźcie jedno pod uwagę, większość opowieści opisanych w książce „LORE. Potworne istoty” miała miejsce wiek czy dwa temu, jednak znajdą się i takie, które rozegrał się już za naszej bytności.

Nie taki diabeł straszny?

Zaczęło się całkiem niewinnie – oceniłam książkę po okładce. A ta rzeczywiście przykuwa uwagę, trudno jej nie zauważyć – czerwona z niepokojącą, mroczną grafiką. Twórca obwoluty zrobił swoje. Problem polega jednak na tym, że byłam przekonana, iż mam do czynienia z powieścią, ewentualnie jakimś zbiorem opowiadań. Jakie było moje zaskoczenie, choć przecież sama jestem sobie winna – oprawa tak mnie pochłonęła, że nie zwróciłam uwagi na nader istotny czynnik, czyli o czym jest ta pozycja, gdy okazało się, że mam do czynienia z książką przybliżającą… straszne potwory z ludowych (i nie tylko) wierzeń.

Rozczarowanie? Nic z tych rzeczy! „LORE” to pozycja, która pochwyciła mnie w swe szpony niczym wygłodniały wampir obłapia człowieka. Może nie wyssała ze mnie ani krwi, ani energii, ale na pewno ukradła czas, ten bowiem przy zaznajamianiu się z pozycją uciekał nieubłaganie…

O czym jest „LORE”? O strasznych potworach, co można wywnioskować z tytułu. Na kartach pozycji pojawiają się więc wampiry, duchy, gobliny… I kilka innych bestii rodem z największych koszmarów. Byle były straszne i budziły lęk.

Treść zawartą w książce podzielono zgrupowano w kilku rozdziałach. Mamy część poświęconą nieumartym – gdzie autor przybliża nam chociażby sylwetkę Włada III, różnego rodzaju legendy (chociażby o Mercy Brown), kilka faktów z życia i nieżycia wampirów czy zombie, a także jak to wyglądało z kwestią pochówków. Wiecie, dawniej zdarzało się, i to nader często, że zakopywano osobę żywą. Ta nagle budziła się i odkrywała, iż… Tak, została pochowana za życia. Nikomu nie polecam tak traumatycznego przeżycia. W końcu ktoś z głową na karku postanowił wymyślić sposób, by w razie takiego wypadku niesłusznie pochowany mógł dać znać, że ma się dobrze i należy go czym prędzej odkopać.

W kolejnym rozdziale mowa o małych storach, czyli goblinach, elfach i innych psotnikach, oraz o tricksterach. Każdy z bohaterów tej części lubił płatać ludziom figle – jedne niegroźne, inne doprowadzające do zgonu.

W „LORE” znajdziemy także fragment poświęcony wilkołakom, jak to wielkie bestie mogą czaić się w lesie czy nawet na drodze, morskim stworom, które spokojnie śpią sobie w niezbadanych głębiach oceanów, a gdy już się zbudzą, wyruszają na polowanie (czytajcie: szukają statków i łodzi do zatopienia oraz żeglarzy do zwiedzenia), wendigo, co z kolei zmusiło autora do poruszenia kwestii kanibalizmu. Osoby o słabych nerwach powinny ominąć tę część wypowiedzi.

Moim osobistym faworytem jest rozdział poświęcony… lalkom. Tak, dobrze czytacie – zabawkom, które jednak nie służą do umilania czasu. Zostają bowiem opętane przez złe duchy i wyrządzają sporo szkód osobom, w których posiadaniu się znajdują. I tutaj mała niespodzianka dla miłośników horroru „Annabelle”, Aaron Mahnke wspomina o tej lalce i przedstawia jej historię.

A skoro już jesteśmy przy opętaniach, znajdziemy także część, gdzie mówi się o tym, jak to duchy potrafią ciosać kołki na głowie i doprowadzić człowieka do załamania nerwowego.

„LORE. Potworne istoty” to dobra pozycja dla każdego zafascynowanego różnej maści bestiami i wierzeniami. Do tego Aaron Mahnke pisze w sposób lekki, humorystyczny, nie podaje tylko suchych faktów, ale niczym prawdziwy bajarz przedstawia wydarzenia minionych lat. Dzięki tej nutce swobody książka nie nuży, wręcz przeciwnie, okazuje się niezwykle ciekawa i zawiera interesujące historie.

I do tego te rysunki, które w niej znajdziemy. Wystarczy spojrzeć na okładkę (tak, znowu o niej wspominam), by wiedzieć, z czym się ma do czynienia. „LORE” to prawdziwy majstersztyk – wizualny i treściowy.

Czy polecam? Zdecydowanie. Sama nie mogę już się doczekać, kiedy ukażą się dwa kolejne tomy strrrrasznej serii. Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać na nie zbyt długo.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 lip 2018, 20:57 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka