Zombie i koleiny na drogach – recenzja książki „Zombie.pl 2”

Łukasz Radecki, Robert Cichowlas
„Zombie.pl 2”
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Robert Cichowlas i Łukasz Radecki dwa lata temu udowodnili, że Polska zasługuje na swoich szwendaczy. Przygody Karola Szymkowiaka w „Zombie.pl” stanęły w takim momencie, że wywołały zainteresowanie, tak jak hałas u zombie. Tak długie oczekiwanie na kolejną część powinno być określone mianem znęcania się nad czytelnikiem, ale w ten sposób autorzy zahartowali fanów apokalipsy, którzy teraz będą gotowi na wydarzenia odbywające się w drodze do Poznania.

Pierwsza część zakończyła się tak, że nie sposób nie sięgnąć po drugi tom. Zdecydowanie wzbudzono ciekawość tworząc sporo pytań i zagadek. Drugi tom rozpoczyna się od przebudzenia Karola i wyjaśnienia co takiego działo się pod Malborkiem, o czym opowiada Krzysztof Reichert – wybawca protagonisty. Cel pozostał ten sam: udać się do stolicy wielkopolski i wyjaśnić przyczynę powstania ludzi ze zmarłych.

Opowieść Krzyśka jest kilkustronicowym monologiem o jego przemyśleniach, faktach sprzed ataku żywych trupów, jak i wysadzeniach doprowadzających do uratowania Karola. Następnie zdrowie restauratora się polepsza i czas ruszyć ku miastu, co jest związane z licznymi niebezpieczeństwami. Tak też wygląda całe dzieło: znalezienie pozornie bezpiecznego miejsca, zwolnienie akcji, opowieści bohaterów i ich refleksje, wyjście na drogę, przyspieszenie tempa, chwile pełne strachu i emocji. Taki schemat jest wałkowany w kółko. O ile walka lub ucieczka przed zombie bardzo wciąga i czyta się to szybko, o tyle kwestie natury filozoficznej zbyt mocno spowalniają fabułę. Trzeba przyznać, że są ciekawe, bo dotykają takich spraw jak rodzina, człowieczeństwo, przyjaźń czy chęć przetrwania, jednak dla niektórych te fragmenty mogą być przydługie. Pisarze częściej przekazują rozważania za pomocą monologów, aniżeli rozmów, co tym bardziej może zanudzić tych czytelników łaknących potyczek z umarlakami.

Co do zombie, to Robert Cichowlas i Łukasz Radecki z pewnością odrobili lekcje, gdyż ich dzieło bardzo wpisuje się w klimat żywych trupów. Stworzono różne rodzaje potworów, a behemot z pierwszego tomu nie da spać spokojnie, o czym świadczy już okładka pozycji. Będąc przy oprawie graficznej, warto wspomnieć, że ilustrator, Jędrzej Chełmiński, dobrze odwzorował jeżobus, jak i wielkiego stwora, ale okładka poprzedniej części bardziej przykuwała uwagę za sprawą sylwetek wygłodniałych postaci. Samą ilustracją świadczyła o czym jest powieść, ale grafika na froncie drugiego tomu raczej nie pozostawia złudzeń, iż dzieło jest o króliczkach i kucykach, bo ewidentnie jest utrzymana w mrocznym i złowrogim tonie.

Osoba odpowiedzialna za korektę zasługuje na burę, ponieważ podczas czytania mogą wystąpić zgrzyty po trafieniu na literówki. Nie są one liczne, jak człapacze w dużych miastach, jednak mogą wadzić i psuć odbiór wszystkim purystom.

Pierwsza odsłona niosła pewne kontrowersje związane z osadą Słowian w Malborku. Czytelnicy często zastanawiali się jak możliwe jest tak szybkie zebranie się społeczności i stworzenie czegoś na wzór sekty. “Zombie.pl 2” kilkakrotnie nawiązuje do tego aspektu, próbując to wyjaśnić. Bardzo cieszy odzew autorów w tej sprawie, bo udowodnili, że nie są głusi na opinie innych i chętnie wyjaśnią wszelkie wątpliwości. Niestety i tym razem nie ustrzegli się błędów. Pisarze wspominają w swym dziele, że światło latarki zwraca uwagę zombie i je przywołuje, jednak bohaterowie świecą na nie, kryjąc się w budynku, co nie wywołuje żadnych efektów. Z kolei zaledwie dwa tygodnie po apokalipsie, podczas sprawdzania towaru w markecie, jedna z postaci znalazła sporo kartoników z przeterminowanym sokiem jabłkowym. Albo zaopatrzenie w tym miejscu była na fatalnym poziomie, albo ktoś nie zweryfikował jak długą datę ważności może mieć sok jabłkowy. Oczywiście mogło się tak trafić, jednak bardziej wiarygodnym przykładem były warzywa lub towar z lodówek.

Twórcy całymi garściami czerpią z innych dzieł o zombie, a swoją wiedzę i znajomość innych pozycji udowadniają za sprawą dwóch bohaterów, którzy w małym palcu mają „Dying Light”, „Świt żywych trupów” czy „The Walking Dead”. Bezustannie wymieniają wszelkie tytuły i omawiają ukazane w nich aspekty, weryfikując z polską apokalipsą, co początkowo cieszy, później zaczyna już nudzić, jednak w dobrym momencie nastąpiła zmiana, przez co czytelnik nie zrazi się do tych postaci. Książka charakteryzuje się nie tylko nawiązaniami do popkultury, ale także groteską i poczuciem humoru. Niektóre sceny mogą wywołać wręcz chęć krzyknięcia nad papierem: „Co?!”, a potem wywołują uśmiech.

Robert Cichowlas wraz z Łukaszem Radeckim postanowili pokazać jak może wyglądać plaga zombie w kraju, w którym nie ma takiego dostępu do broni jak USA. „Zombie2.pl” jest powieścią drogi, a jaki jest stan szos w kraju nad Wisłą, każdy chyba wie, co oznacza, że łatwo nie będzie. Psiarze podjęli próbę przedstawienia ludzkich zachowań, jednocześnie nie korzystając ze stereotypowych bohaterów typu „Rambo”, lecz pokazując, iż zwykły przedsiębiorca także ma szanse na uratowanie się. Dzieło będzie idealne dla fanów standardowego ukazywania żywych trupów, a także przeplatania wartkiej akcji rozważaniami postaci. Zakończenie ewidentnie wskazuje na konieczność ukazania się trzeciego tomu, zatem należy uzbroić się w cierpliwość i w międzyczasie zbierać konserwy oraz broń białą.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 wrz 2018, 05:53 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka