„Tylko głupiec rwie się do walki” – recenzja książki „Excalibur”

Bernard Cornwell
„Excalibur”
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Postać Artura Pendragona jest jedną z najczęściej wykorzystywanych w popkulturze. Choć pojawia się on w zapiskach historycznych, niewielka dawka informacji zawartych w tych przesłankach pozostawia ogromne pole do popisu twórcom, którzy w rozmaity sposób ukazują bohatera w literaturze i filmie. Temat ten był już wielokrotnie analizowany, skutkując niezliczoną ilością interpretacji życia tajemniczego króla. Zadania tego podjął się również Bernard Cornwell, tworząc niebanalną trylogię, stylizowaną na powieść historyczną. Trzecim tomem cyklu arturiańskiego jest „Excalibur”.

Historia zaczyna się krótko po wydarzeniach z poprzedniej części. Po rebelii Lancelota, którą udało się Arturowi stłumić i wygrać ciężką i mozolną walkę, tym samym ponosząc wiele strat, oraz dotkliwej zdradzie ze strony Ginewry, nieślubny syn Uthera zdaje się być cieniem człowieka. Choć marzenia wielkiego wojownika legły w gruzach, dalej stara się on utrzymać w ryzach ukochane królestwo. Niestety szczęście mu nie sprzyja, Artur musi stawiać czoła coraz to nowym przeciwnościom, które powoli wysysają z niego życie. A to nie koniec udręki, bowiem Pendragon będzie musiał znieść jeszcze więcej o wiele potężniejszych ciosów…

Książka nie zmienia się pod względem narracji – opowieść o losach Artura wciąż snuta jest przez jego najbliższego przyjaciela, który wspomina dzieje u boku swego pana, jednocześnie przeplatając je wydarzeniami ze swojego życia. Również językowo tytuł jawi się jako przystępny w odbiorze. Styl Cornwella pozbawiony jest archaizmów i zbędnych wtrąceń. Ponadto najważniejsze postaci i miejsca spisano na początku pozycji, co znacznie ułatwia odnalezienie się w fabule.

Tytuł wypełniony jest długimi opisami walk, zapierającymi dech w piersi i budzącymi wiele emocji. I chociaż większość z nich, poza niespodziewanymi zwrotami akcji, które prowadzą do zwycięstwa bądź klęski którejś ze stron, opisana jest zgoła tak samo, czytelnikowi raczej nie będzie to przeszkadzać i pochłonie te sceny w mgnieniu oka, a towarzyszyć będzie mu przyspieszone bicie serca.

W przeciwieństwie do poprzednich dwóch tomów, w „Excaliburze” głównym celem autora nie jest już odzieranie z mask bohaterów i stawianie czoła wyidealizowanym legendom. Cornwell jakby zakłada, iż zasłona perfekcji osnuwająca postaci została zerwana do końca, a więc teraz może skupić się na opisaniu ostatniej wędrówki Artura przez życie.

Praktycznie cała książka wypełniona jest toczonymi bojami, zdradami oraz politycznymi zagrywkami, z którymi musi się mierzyć syn Uthera. Ciężkie chwile zostały poprzeplatane opowieścią o miłości, wierności i poświęceniu. Niejednokrotnie tytuł ten chwyci odbiorcę za serce i sprawi, że łzy napłyną mu do oczu. Ponadto czytelnika często będzie wypełniać współczucie lub złość, bowiem „Excalibur” to pozycja budząca wiele silnych emocji.

I chociaż w tytule brakuje ukazania swego rodzaju procesów planowania taktyki, co stanowiło sporą część dwóch pierwszych tomów, adresat nie odczuje silnie tej zmiany, dzięki temu, iż w zwieńczeniu trylogii mroki i brutalność średniowiecza osiągają apogeum, a historia zdaje się być ogromną kulminacją wszystkich wad tamtych czasów. Odbiorca odniesie także wrażenie, że cały świat przeciwstawia się wojownikowi i rzuca mu kłody pod nogi.

Warte wspomnienia jest także zakończenie książki, które niektórym czytelnikom może przynieść zawód, jednak część z nich uzna je za finisz w znakomitym stylu. Z uwagi na charakterystyczną narrację, wydarzenia z życia Artura urywają się w momencie, gdy Derfla nie ma przy swoim panu. Również dalsze losy postaci chociażby Ginewry czy Gwydre’a pozostają tajemnicą. Satysfakcję natomiast przyniesie zamknięcie historii Cardana, który, mimo pozornej chęci ożywienia legendy Artura, stanowi tak naprawdę głównego bohatera pozycji i wysuwa się na pierwszy plan. To właśnie radość, ból i strata, której doświadczył Derfel jest czynnikiem przyciągającym czytelnika na dłużej, a miejscami adresat ma wręcz wrażenie, że Pendragon stanowi jedynie mały dodatek.

„Excalibur” to doskonałe zwieńczenie trylogii arturiańskiej. Mimo kilku ledwo zauważalnych mankamentów, książkę czyta się z zapartym tchem. Świadomość nieuchronnego zbliżania się do końca ciężkiej, życiowej wędrówki polubionych przez czytelnika postaci, z którymi nawiązał charakterystyczną więź, tym bardziej wpływa na emocjonalność odbiorcy. Tytuł może pozostawić w adresacie egzystencjalną pustkę, jednak autor na kartach powieści cały czas zaznacza, że wszystko przemija i tak właśnie, nieco melancholijnie i wzruszająco żegna się z czytelnikami.

Trylogia arturiańska Bernarda Cornwella jest pozycją, która zostanie w umysłach odbiorców na dłużej i której zwyczajnie nie da się zapomnieć, dlatego też stanowi obowiązkową lekturę dla wszystkich lubujących się w bitwach, średniowieczu i rycerzach, ale przede wszystkim dla fanów mitu o wielkim Królu Arturze.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 lip 2018, 21:09 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka