Gdzie wiedźma mówi dobranoc – recenzja książki „Hex”

Thomas Olde-Heuvelt
„Hex”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
5 (1 głos)
Witajcie w Black Spring, małym, uroczym miasteczku w dolinie rzeki Hudson. Co Was tu sprowadza? Może ściągnęła Was tu halloweenowa tradycja palenia kukły wiedźmy, która wedle legendy nawiedza to miejsce? Popatrzcie na to widowisko, pośmiejcie się, ulegnijcie klimatowi Święta Duchów, nawet zabobonnie dorzućcie wiedźmie jakieś dary. Ale przenigdy nie osiedlajcie się tu na stałe. Bo wiedźma nie jest legendą. I nigdy nie pozwoli wam odejść.

„To jest totalnie, błyskotliwie oryginalna książka”, mówi o niej mistrz gatunku, Stephen King. „HEX przyprawia o gęsią skórkę, wciąga od pierwszych stron i jest niezwykle oryginalny. To jeden z najlepszych horrorów 2016 roku” – to opinia Georga R. R. Martina. „HEX jest reminiscencją najlepszych powieści Stephena Kinga; nie potrafię sformułować większej pochwały. To książka mrożąca krew w żyłach, poruszająca i… głęboka”, twierdzi John Connolly. Pozytywne opinie można by mnożyć. I okazuje się, że nie bez powodu.

Katherine van Wyler, nazywana też czarownicą lub wiedźmą z Black Rock spędza mieszkańcom Black Spring sen z powiek. Żyjąca od siedemnastego wieku kobieta krąży po miasteczku sobie tylko znanymi ścieżkami, potrafi pojawić się w każdym domu czy stać godzinami nocą przy dziecięcym łóżeczku, jest nieproszonym, niewyganialnym gościem. Jej milcząca obecność napełnia uzasadnionym lękiem – ma zaszyte oczy, ale wie, gdzie iść, ma zaszyte usta, choć zdarza się, że ludzie słyszą jej szept i doświadczają jego przerażających konsekwencji. Wszyscy wiedzą, że nie wolno rozciąć nici – poświadczone dowodami zbiorowe samobójstwa czy epidemie chorób mogłyby zniszczyć całe Black Spring. Usłyszenie choć szeptu wiedźmy działa jak depresja, człowiek pogrąża się w tak wielkim smutku, że jedyne wyjście znajduje w samobójstwie, do którego zostaje zmuszony przez nadludzką siłę. Choć wcale tego nie chce. Aby uniknąć zagłady dorośli obywatele Black Spring dobrowolnie nałożyli na siebie kwarantannę, używają najnowocześniejszych technik, żeby nie dopuścić do ujawnienia klątwy, ciążącej nad miastem. Tytułowe HEX okazuje się być systemem monitorowania i ostrzegania – póki wiedźma pozostaje tajemnicą miasteczka, nic nikomu nie grozi. Gdy zainteresuje się ktoś z zewnątrz, z pewnością uzna, że otwarcie oczu wiedźmie rozwiąże tajemnice, a konsekwencje mogą być straszliwe. Jak to wygląda w praktyce? Nie można z Black Spring wyjechać na dłużej niż kilka godzin lub dni, także przyjezdni niezbyt dobrze się tu czują. Absolutny zakaz mówienia o wiedźmie wiąże usta i wiąże mieszkańców z tym miejscem. Nieposłuszeństwo karane jest iście średniowiecznymi praktykami, wszystko w trosce o to, by miasteczko mogło funkcjonować dalej, i nikomu krzywda się nie działa. Można się przyzwyczaić – do wiecznego udawania, do braku wolnego , do niemożności wyjechania z miasteczka, jednak wieczne życie w więzieniu, które zabija nawet międzymiasteczkową miłość może frustrować. I tu pojawia się pierwsza rysa na perfekcyjnym planie burmistrza i rady miasta. Prawdziwy koszmar zaczyna się, gdy sfrustrowani taką sytuacją nastoletni chłopcy postanawiają złamać rygorystyczne zasady życia w Black Spring i sprzeciwić się bezustannej udręce. Wkrótce niewinne żarciki pod adresem wiedźmy wyzwolą w nich najniższe instynkty, a całe miasto pogrąży się w spirali średniowiecznych praktyk z zamierzchłej przeszłości.

Ponad czterysta stron wspaniale napisanej prozy pokazuje panoramę różnych sylwetek i osobowości. Niektóre budzą sympatie, niektóre to przykład typowego małomiasteczkowego prymitywizmu i zwyczajnej, ludzkiej podłości. Jedynym minusem, który się z tym wiąże jest fakt, że podczas czytania początkowych stron, bohaterów pojawia się tak wielu, że trudno połapać się, kto jest kim, jednak im dalej, tym sytuacja staje się klarowniejsza (można uznać, że to celowy zabieg autora, któremu nie zależało na tym, by wprowadzić czytelnika w świat Black Spring spokojnie i przedstawić mu wszystkich dokładnie na początku; czytelnik zostaje wrzucony w nieznany sobie świat nawiedzonego miasteczka tak, jakby był przejezdnym turystą – od jego percepcji zależy, czy wyjdzie z tego miejsca z życiem). Mimo przekroju przez różne typy bohaterów, od żądnego władzy burmistrza po sprzedawczynię podrobów, na pierwszy plan wybija się rodzina Steve’a Granta, jego żona i dwóch synów. To oni postawieni zostają w centrum jako rodzina pokazująca skutki takiego zniewolenia, do nich jest w stanie czytelnik się przywiązać – i trzymać za nich kciuki.

Choć porównuje się często „HEX” do utworów S. Kinga, gdzie elementy nadprzyrodzone potrafią namieszać w życiu „normalnych” mieszkańców, tym, co odróżnia dzieło Heuvelta od grozy Kinga jest fakt, który czyni książkę jeszcze bardziej intrygującą – w tym miasteczku nadprzyrodzoność mieszka. Nie jest wymysłem, legendą, nie jest odczuwalna przez wybranych – zdawać by się mogło, że wiedźma jest mieszkańcem zameldowanym (i to od wieków). Nie ma więc tu miejsca na zdziwienie zjawiskami paranormalnymi, dla Black Spring stały się one czymś normalnym, codziennym, i choć czasem pojawia się żal, dlaczego akurat tu, dlaczego teraz, dlaczego zdecydowano się zamieszkać w tym miejscu – to szybko mija, bo żyć trzeba. A zachowanie zdrowego rozsądku to jedyne, co może wszystkich uratować. To ciekawa perspektywa pokazująca przymus życia w miejscu, w którym to, co nadprzyrodzone, splata się nierozerwalnie ze zwykłą codziennością. A same elementy nadprzyrodzone opisane są bardzo umiejętnie i sprawiają wrażenie doskonale czytelnikowi znanych, bo wyciągniętych gdzieś z ludowych mitologii. Są więc krwawiące strumienie, kręgi trujących muchomorów, składanie ofiar, ale i są publiczne chłosty i ceremonia palenia kukły wiedźmy na stosie. To wszystko może doprowadzić do jednego wniosku – gdyby coś takiego przytrafiło się innemu miejscu, taka mogłaby być reakcja mieszkańców – najpierw wykorzystanie technologii, by się ochronić, potem – ludowe oswajanie tego, co budzi grozę. Okazuje się jednak, co może przerażać jeszcze bardziej niż obecność wiedźmy jest konkluzja, że zło kryje się także (a może przede wszystkim) w człowieku – i bardzo cienka jest granica między tym, co niedopuszczalne, a co jest się w stanie zrobić z miłości.

Podsumowując, książka absolutnie zasłużyła na pochwały. Pierwsza część, „Codzienne dziwactwa” wprowadza w tak dziwny świat, mieszający w sobie średniowiecze z współczesnością, druga – „Śmierć” – to jazda na rollercosterze. Emocje, jakie wywołują sploty niesprzyjających okoliczności można porównać z wizytą w Domu Strachów, gdzie niby się wie, że wszystko jest udawane, ale okazuje się, że to nie jest scenografia, a prawdziwy horror, niekończący się po wyjściu z lunaparku, horror, którego zakończeniem jest tylko śmierć. Nie można od niej uciec. Jest się uwięzionym w Black Spring jeszcze długo po odłożeniu książki, uspokojeniu walącego serca i drżących dłoni. A nocą pozostawia się włączone światło przed snem i zaciska mocno powieki, modląc się o to, by po ich otwarciu nie zobaczyć kobiety w łachmanach ze związanymi łańcuchem dłońmi i zaszytymi ustami i oczami stojącej przed łóżkiem i nie usłyszeć jej zabójczego szeptu.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 26 maja 2018, 07:01 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka