Do broni! - recenzja książki "Star Wars. Więzy krwi"

Claudia Gray
„Star Wars. Więzy krwi”
Ocena recenzenta
4.5/5
Ocena użytkowników
4 (1 głos)
Ostatnia strona, wieńczące zdanie, słowa najwyższej wagi - "do broni!". Książka ląduje na półce, a w głowie eksploduje torpeda protonowej konsternacji. Serce nerda pozostaje nieco rozdarte, odrobinkę udręczone innością formy przekazu oraz minimalnie niedopieszczone lekkością finału. Serdecznie zapraszamy na minirecenzję (w omaście felietonu) drugiej powieści z nowego kanonu pióra Claudii Gray - Więzy krwi.

Gwoli fanowskiej przyzwoitości - spór dotyczący miana najlepszej książki nowego kanonu niniejszym wystrzeliwuję w próżnię. Kategoryzacja beletrystyki wydanej natenczas w Polsce pod flagą Disneya w oparciu o znikomą jeszcze ilość pozostaje według mnie bezcelowa. Zaważywszy dodatkowo na różnorodność subgatunków oraz rozstrzał pośród autorów. Aczkolwiek Claudia Gray popełniwszy uprzednio "Utracone Gwizdany" zdobyła świeżym wolumenem zainteresowanie orędownika i miłośnika starego kanonu (Legend). Powieścią nad wyraz dosadnie odstającą od wszystkiego, co dotychczas w papierowym świecie Gwiezdnych Wojen przeczytałem. I zdecydowanie polecam, pomimo kilku drobnych niuansów.

Pochwyciwszy "Więzy" byłem przepełniony obawami o utrzymanie poziomu "Utraconych gwiazd". Kiełkowały pytania jak osnowa miłosna wypadnie w zestawieniu z polityką? Czy będzie więcej dojrzałego uczucia księżniczki i szmuglera, ile będzie smaczków, nawiązań do Epizodu VII oraz Gwiezdnych Wojen w Gwiezdnych Wojnach? Szumnie zapowiadane nawiązania do "House of Cards" blakły w miarę postępu rozdziałów. Rzekome utrzymanie narracji w tonie political (oraz science) fiction utonęły w zapętleniu wywnętrzeń Lei Organy Solo. I ma to sens jedynie, gdy spojrzymy na książkę oczyma protagonistki, ot kolejnej szalonej przygody. Powiedzmy sobie bez koloryzowania - "Więzy krwi" stanowią pseudoautobiografię dorosłego życia księżniczki Lei w latach pozornego pokoju. Otoczkę upolitycznienia tłamsi siła charakteru Lei.

Powieść stanowi ukłon w stronę miłośników Starej Trylogii, orbitując wokół persony Alderaańskiej księżniczki, składając zasłużony hołd. Ubiera legendę w bardziej majestatyczne, należne Jej Wysokości pozłacane szaty. Karykaturalnie niejako aspiruje do miana nienapisanej po galaktycznemu biografii księżniczki, opowiadającej historię dziecięcych lat na dworze króla Organy, po pierwsze szlify w senacie do momentu zniszczenia Gwiazdy Śmierci. Choć obstawiam, iż nowy kanon zapcha w miarę upływu lat i tę fabularną otchłań.

Polityczne przepychanki obrazują namiastkę Amerykańskiego kongresu, w którym dwa wiodące fronty stanowią republikanie i demokraci (tu luźno centryści i populiści). Każdy walczy o swoje, jednakże pośród w miarę zgrabnego zobrazowania lawirowania pośród intryg, nie zabrakło rdzennej akcji rodem z "Nowej Nadziei".

Akcję powieści otwiera ceremonia odsłonięcia pomnika senatora-króla Baila Organy. Wiwaty i oklaski, niekończąco nudne przemowy. Aż cisną się na usta słowa Padme Amidali: "Zatem tak ginie wolność. W burzy oklasków". Pośród gabinetów i kuluarów zaczynają wybijać się młode wilczki galaktycznego senatu. Pokolenie wyrosłe w latach pokoju, wszak od obalenia Imperatora upłynęły dwie dekady (dla porządku - ok. dziesięć lat do wydarzeń "Przebudzenia Mocy"). Han Solo prowadzi firmę transportową. Luke i Ben (wobec, którego ukułem pewną smaczną teorię) poszukują mistycznej wiedzy o dawnych rycerzach Jedi, podróżując pod Galaktyce, harmonia i cisza przed burzą, a księżniczka? Księżniczka Leia zmartwiona o przyszłość Nowej Republiki, permanentnie i skrupulatnie uprawia polityczne poletko na bardzo wysokim szczeblu.

Nadrzędny (początkowo) antagonista księżniczki, młody senator Ransolm Casterfo raczej irytuje i zniechęca podejściem. Antypatia nie niknie wraz z upływem akcji, mimo sinusoidalnej przemiany senatora - od zacietrzewionego proimperialnego centrystę, po przyjaciela księżniczki, aż do zdrajcy (akurat tutaj karma wróciła). Mimo, iż sam jestem zwolennikiem Imperium (nie, nieudolnych rządów Palpatine'a) oraz nieodrodnym Sithem liczyłem, iż senatora Ransolma spotka zapowiedziany pomiędzy wierszami koniec, jednakże odkrycie finału z szacunku pozostawię Czytelnikowi.

Autorka starała się zbudować wokół księżniczki różnorodne postaci drugoplanowe, mamy zatem naiwnego pilota myśliwców, młodą stażystkę, przezroczystego osobowościowo senatora z opozycyjnego obozu. Niekłamany natomiast zachwyt wzbudziło utkanie we "Więzach" paru podobnych figur odnoszących do bohaterów z pierwszej książki Autorki. Odnotujemy również kilku pomniejszych poczerniałych spiskowców oraz licznych polityków, których spotkał dość nieoczekiwany epilog. Powieść bezwzględnie krąży wokół senator Organy, usiłuje wyłuskać brakujące ogniwo przygód księżniczki, czerpiąc ze starego kanonu. Ku pobudzeniu wyobraźni przywołam wymowną scenę powołania nowego przymierza przeciwko czającej się pośród gwiazd tyranii, żywcem wyjętą z "Mocy wyzwolonej" i pamiętnej chwili powołania do życia sojuszu ku odrodzeniu Republiki. Zgrabny smaczek dla starszej szkoły fanów.

Jednocześnie najżywsza prócz ambitnych planów Lei (uratować Galaktykę!) pozostaje nieustająca pamięć Alderaana oraz dość nachalne przypominanie samej księżniczki o zamierzchłych czasach. Poczytuję za niedopatrzenie Autorki, przypominanie ustami i myślami księżniczki (średnio co kilka rozdziałów) o niemożliwości ciągłego oglądania się za siebie oraz przynależności do innej ery, aby po kilka wersów dojrzeć kluczowy argument Lei w dyskusji o jej poświęceniu od nastoletnich lat. Abstrahując od wypominania wieku, bohaterka wciąż dzielnie chwyta za blaster, skacze i umyka z zasadzek jakby znów na złamanie karku wskakiwała w zsyp na śmieci Gwiazdy Śmierci. Jądro Gwiezdnych Wojen, acz stojące w opozycji do dostojeństwa piastowanego urzędu. Księżniczka zawsze pozostanie zawadiacką rebeliantką, łaknąca wojaży i zamieszania. Kupuję to, gdyż za to właśnie kochamy księżniczkę!

Historia bez kozery zatoczyła koło, zaciskając małą pętelkę na szyi starzejących acz wciąż pełnych werwy i umykających z opresji herosów. Księżniczkę rozdziera wewnętrzny konflikt pragnień. Po ponad trzydziestu latach służby ludowi i obu Republikom roztacza ona wizję włóczęgi pośród szlaków hiperprzestrzennych u boku największego i ukochanego łajdaka. Lecz głos rozsądku wynosi na piedestał "poświęcenie obowiązkom". I ponownie przypnę Autorce łatkę niekonsekwencji, gdyż Leia pragnąc porzucić uciążliwe życie senatora (zasadniczo nie znając innego) podkreśla: "Nie ma ludzi niezastąpionych”. Doskonale jednak wiemy, iż nikt inny nie jest w stanie uratować Galaktyki. I tutaj również posypuję głowę popiłem.

Claudia Gray sporo miejsca poświęca opisom ubrań postaci, prowadzenie pióra zdaje się zaś skutecznie ignorować nastroje, specyfikacje techniczną oraz warunki otoczenia. Przyznam, iż stanowi to pewien smaczek literacki sam w sobie, stanowiąc również o odmienności w podejściu do pisarstwa. Pamiętam jak wiele książek starego kanonu było przeładowanych nazwami własnymi, modelami sprzętu, typowo branżową nomenklaturą.

Reasumując "Więzy krwi" zręcznie ukrywają znaczeniowość tytułu. Kluczowe momenty związane z fizycznymi ranami sensu stricte oraz drugi kulminacyjny moment - emocjonalny, rodzinny, dogłębnie osobisty, sprzedaje Czytelnikowi bolesny cios elektropałką w odsłoniętą twarz. Powieść bezapelacyjnie warta polecenia. Pamiętać należy, iż elementy rozgrywek politycznych (sugestywnie spłyconych), nie zapowiadają wielkich bitew, strzelania błyskawicami Mocy czy buczenia mieczy świetlnych. Rdzenna akcja jest połowiczna, a narracja prowadzona wręcz melodyjnie, tonowo w takt pobudzania narastającej ciekawości. Największa hekatomba eksploduje po 3/4 objętości, finał zaś zostawia spory niedosyt. Z nadzieją na prezentacje wydarzeń dziurawej dekady do "Przebudzenia Mocy".

Ostatecznie bez cyferek w ocenie, bez peanów czy ślepej krytyki. Książkę polecam gorąco, nawet jeśli jesteście wyłącznie sympatykami postaci księżniczki Lei, a niekoniecznie ortodoksyjnymi miłośnikami sagi George’a Lucasa.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 sie 2017, 12:20 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka