Bezpiecznie, poprawnie, nudno - recenzja książki „Królowie Dary”

Ken Liu
„Królowie Dary”
Ocena recenzenta
3.5/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
„Laureat Hugo, Nebula i World Fantasy Awards” takimi przymiotami określono Kena Liu na okładce „Królów Dary”, książki spod jego pióra. Zabieg marketingowy okazał się bardzo skuteczny, wiedząc, że nazwisko pisarza dumnie figuruje obok takich osobowości jak Frank Herbert, Philip K. Dick czy Ursula K. Le Guin (również zdobywców wymienionych nagród). Ochoczo przystąpiłem do lektury opasłego tomiszcza. Warto nadmienić, że Liu swoje dotychczasowe osiągnięcia branżowe zawdzięcza krótkim formom literackim, a wspomniany powyżej tytuł stanowi jego debiut powieściowy i otwiera cykl „Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu”, osadzony w autorskim uniwersum Dary.

Dara to świat fantasy złożony z pięciu wyspiarskich krain, przesyconych kulturą dalekiego wschodu. Przez lata państwa koegzystowały obok siebie ciesząc się autonomią i niezależnością, jednakże porządek rzeczy został zakłócony przez króla Réona, władcę pogardzanej Xany. Jego sterowce, napędzane nieznaną dotychczas technologią, zaatakowały ziemie sąsiadów, błyskawicznie przejmując nad nimi kontrolę oraz wprowadzając rządy silnej ręki. Idąc za ciosem, watażka obwołał się cesarzem i przyjął miano Mapidere. Objąwszy we władanie wszystkie wyspy postanowił narzucić Darze wizję ujednoliconego etnicznie i kulturowo cesarstwa, a wszelkie przejawy sprzeciwu wobec swojej idei tłumić siłą.

Akcję utworu przedstawiono na przestrzeni wielu lat, począwszy od rozwoju młodego cesarstwa Xany, jego schyłek (poprzedzony wybuchem szeroko zakrojonej rebelii) aż po okres brutalnych walk o hegemonię w Darze, który nastąpił potem. W ekspozycji poznajemy głównych protagonistów powieści, Kuniego Garu oraz Matę Zyndu. Pierwszy z nich jest biednym hulaką i zawadiaką, który od dziecka obracał się wokół szemranego towarzystwa, nie zatracając przy tym wrodzonej dobroci serca. Garu jawi się jako poczciwy awanturnik ale skrycie pragnie od życia więcej niż może dostać. Drugi mężczyzna to młody wojownik o aparycji półboga, będący spadkobiercą arystokratycznego rodu, doprowadzonego do ruiny przez cesarstwo. Celem pałającego rządzą zemsty bohatera jest skrócenie cesarza Mapiderego o głowę oraz wyzwolenie spod jego wpływów, rodzinne państwo Cocru. Wokół działań dwójki postaci zbudowano oś fabularną powieści. Pochodzący z różnych krain i środowisk bohaterowie na skutek igraszek losu, z biegiem czasu stają się głównymi rozdającymi w grze o przyszłość Dary oraz przechodzą znaczną ewolucję. Pisarz prowadzi historię każdego z bohaterów osobno, by w ważnych punktach fabularnych przeciąć ich drogi. Złączeni nienawiścią do cesarstwa mężczyźni będą dla siebie braćmi w wspólnej walce przeciwko ciemiężcy, jednakże okres pokoju i odmienne spojrzenie na sprawy społeczne wystawi ich przyjaźń na próbę oraz stanie się zalążkiem waśni.

Ken Liu zastosował wielowątkową narrację, która przyprawiłaby o rumieńce samego Georga R.R Martina. Życie w Pięciu Krainach obserwujemy z perspektyw wielu drugoplanowych postaci, zarówno przedstawicieli cesarstwa jak i osób dotkniętych przez nie ubóstwem i tragedią. Także echa przygód Garu i Zyndu (którzy wraz z rozwojem akcji, stają się twarzami rebelii przeciwko Xanie) znajdują swoje odbicie w rozdziałach opowiadanych z punktu widzenia bliskich im osób. Liu snuje wielowarstwową epopeję, chcąc oddać złożone struktury rzeczywistości Dary oraz wewnętrzne paradoksy targające sercami jego mieszkańców. W nawarstwieniu pobocznych historii i niuansach politycznych wyspiarskich państw można się pogubić. Autor chciał stworzyć na kartach powieści obraz zwartego uniwersum, ale mówiąc kolokwialnie – przedobrzył. Wiele z fragmentów lektury, poświęconych opisowi świata przedstawionego przypomina bardziej leksykon, kompendium fikcyjnej wiedzy niźli pomaga czytelnikowi poczuć mistyczny klimat, jakim ma opływać Dara.

Podobnie rzecz ma się z bohaterami. Poza dwójką głównych protagonistów, większość z osób występujących w „Królach...” nie wzbudza w odbiorcy większej sympatii i zainteresowania. Co prawda autora należy pochwalić za kreowanie różnorodnych postaci o niejednoznacznych życiorysach i motywacjach, oraz odejście w sposobie ich portretowania od tradycyjnego podziału na dobro/zło. Nie zmienia to faktu, że trudno nam uwierzyć w bolączki dręczące mieszkańców Pięciu Krain. Mimo posiadania skomplikowanych charakterów, postaci z którymi obcujemy wydają się sztuczne. Porównałbym je do tworów scenarzystów, popularnych obecnie seriali, którzy chcąc zaskakiwać widza na każdym kroku, kreują coraz bardziej pokręcone osobowości swoich bohaterów, ostatecznie osiągając karykaturalny efekt. Dodatkowo Liu mechanicznie uśmierca zastępy postaci, których opisaniu poświęcił wcześniej obszerne ustępy swojej książki. O ile u Georga R.R Martina zabieg ten miał wywołać szok i zapoznać odbiorcę z brutalnymi realiami jego uniwersum, to u młodszego kolegi po fachu wydaje się on wymuszony i wykorzystywany od niechcenia, jakby autor nie miał pomysłu na zawiązanie poszczególnych wątków.

Irytują także pomniejsze rzeczy. Od początku do końca lektury, Pięć Krain toczy wojna. Autor rysuje przed nami obrazy monumentalnych starć, zarówno wojsk lądowych jak i powietrznych tylko po to by przerywać je w kumulacyjnym momencie i przeskoczyć do bardziej przyziemnych rozdziałów (np. poświęconych relacji Kuniego Garu z żoną oraz ich próbach stworzenia „wolnego związku”). Zdradza to zamysł autora, celowo marginalizującego efektowne ustępy, chcącego pokazać ogromną skalę, wielorakich wydarzeń tego typu w jego uniwersum. Najbrutalniejsza batalia jest tylko pyłkiem dmuchawca na wietrze, nic nieznaczącym na tle boskiego planu (luźna parafraza z książki). Jedni odbiorcy będę takim zabiegiem narracyjnym zaciekawieni, zdając sobie sprawę, że oto obcują z fragmentem większej całości do której klucz znajduje się na przyszłych stronach, natomiast czytelnicy, których wrażliwość rozmija się z Liu, wydadzą z siebie pełne znużenia ziewnięcie.

Pisarz więcej miejsca poświęca wkładaniu w usta swoich bohaterów światopoglądowych elaboratów, niźli nadaniu fikcyjnemu uniwersum autentyczności i charakteru. Zadziwiające są groteskowe wydarzenia utkane w powieść, np. podczas krwawego oblężenia, niepokorny Kuni Garu przystaje na murach aby wygłosić manifest o ważnej roli kobiet w społeczeństwie a atakująca armia zaprzestaje natarcia, chcąc wysłuchać go z uwagą. W dobie obecnych czasów równouprawnienie jest faktem i rzeczą konieczna dla funkcjonowania cywilizowanych narodów, a próby ograniczenia roli kobiet społeczeństwie powinno traktować się negatywnie. Jednakże takie wymuszone i abstrakcyjne odbicie tematu w powieści budzi we mnie ambiwalentne odczucia. Chcąc zwrócić uwagę na aktualne problemy społeczne Liu popada w tani dramatyzm, a realizm psychologiczny i czynnik ludzki gdzieś ulatują.

Co natomiast wyróżnia się w „Królach Dary” na plus, to wątek fantastyczny. W powieści nie uświadczymy typowej magii, autor określił stylistykę swego uniwersum mianem „silkpunku” (pochodna steampunku). W takim świecie dużą rolę odgrywa technologia inspirowana dokonaniami ludzi z Dalekiego Wschodu. Nie zabraknie tutaj walk powietrznych na ogromnych latawcach, sterowców skonstruowanych z jedwabiu oraz zasilanych parą, finezyjnych łodzi podwodnych. Niewątpliwie, ciekawym wątkiem dodającym powieści indywidualnego kolorytu, jest także historia poświęcona panteonowi bóstw Pięciu Krain. Bogowie objawiający się pod postacią sił natury, przed laty złożyli przyrzeczenie iż nie będą angażować się bezpośrednio w sprawy śmiertelników. Jednakże, boskie istoty wykreowane przez pisarza o azjatyckich korzeniach, są bardzo podobne do mieszkańców Olimpu i nijak zamierzają trzymać się postanowień paktu. To potężne, magiczne byty spragnione atencji i pełne typowo ludzkich namiętności, które uwielbiają w tajemnicy ingerować w życie śmiertelników i kierować ich na wybrane przez siebie ścieżki. Czytelnik obserwuje zakulisową rywalizację Wyższych Istot, które poprzez wspieranie swoich ludzkich czempionów takich jak Garu czy Zyndu, kształtują podług własnego mniemania obraz Pięciu Krain.

Reasumując, „Królowie Dary” to niejednoznaczna, wielowątkowa epopeja oferująca odmienne podejście do tematyki fantasy, która może oczarować wielu odbiorców. Nie uświadczymy tutaj linearnej fabuły. Książka stanowi bardziej kompendium historyczne, poświęcone burzliwemu okresowi fikcyjnego uniwersum. Niestety przy drobiazgowej wizji kreowania swojego świata, debiutujący powieściopisarz zapomniał o tym co najważniejsze, czyli o tchnięciu w niego ducha i swoistego pazura. Wszyscy czytelnicy znudzeni konwencjonalną fantastyką i spragnieni czegoś innego, powinni sięgnąć po pozycję Liu. Jednakże osoby liczące na zwartą i pełną emocji podróż, dzięki której zanurzą się w obcą rzeczywistość, powinni poszukać innej lektury, gdyż obszerny tom może okazać się zbyt hermetyczny i nudny (a nawet jawić się jako wydmuszka).
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 lis 2017, 22:32 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka