Bastarda nigdy dość - recenzja książki "Skrytobójca Błazna"

Robin Hobb
„Skrytobójca Błazna”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Światy fantasy mają to do siebie, że albo odrzucą czytelnika, albo pochłoną go bez reszty. Uniwersum Robin Hobb, Najstarszych, jest zarówno szablonowym przykładem fikcyjnej krainy w takiej konwencji, ale czasem rezygnuje z typowych dla wielu dzieł gatunku elementów – brak smoków (wyginęły), magia jest potępiana (ludzie żywią paniczny strach przed nią i gromią każde jej przejawy). W innych sferach natomiast książka zadowala fanów fantasy, szukających klasycznych historii z nurtu: wędrówka, dworskie intrygi, artefakty i bohaterowie walczący z potężnymi siłami – na to wszystko można się natknąć czytając „Skrytobójcę Błazna”, kolejną z opowieści Hobb z dobrze znanego jej wiernym czytelnikom świata „Bastarda i Błazna”.

Robin Hobb, właściwie Margaret Astrid Lindholm Ogden, urodziła się w Berkeley w 1952 roku, a jej debiutem było opowiadanie „Bones of Dulath”, zaś swą pierwszą powieść wydała 1982 i była to „Harpy's Flight”, lecz jej najbardziej cenioną z tamtych lat została „Wizard of the Pigeons”. Miała dłuższą serię w karierze pisarskiej, ale wreszcie powróciła na rynek pod pseudonimem Robin Hobb, wydając trylogię „Skrytobójca” i tak zaczęła się fala powieści z tego uniwersum, którego ostatnia seria o Bastardzie i Błaźnie ma swój początek właśnie w „Skrytobójcy Błazna”.

Tom Borsuczowłosy wiedzie spokojne życie z żoną Sikorką w Białym Gaju, urokliwym zakątku na peryferiach wielkiego świata. Gospodarstwo otrzymał w zamian za ogromne zasługi na rzecz korony Królestwa Sześciu Księstw. Jego szczęśliwe życie nie zawsze jednak wyglądało tak sielankowo. Zaczynając od małżeństwa, które ma burzliwą przeszłość, kończąc na poświęceniu i cierpieniu, jakie doznał Tom, będący w istocie Bastardem Rycerskim, oddanym rodowi, który odrzucił go ze względu na nieprawe urodzenie. Sam mężczyzna stara się zapomnieć o dawnych troskach, choć tęsknota za straconymi przyjaciółmi, nieżyjącego wilka i zaginionego Błazna. Przeszłość daje o sobie znać też podczas zimowego balu, na który przybywa posłaniec z wieścią dla Bastarda, a gdy znika w podejrzanych okolicznościach, Rycerski musi ponownie zająć się sprawami wielkiego świata.

Historia sama w sobie jest przejmująca i ciekawa, ale rozkręca się bardzo długo i mało w niej scen akcji. Na początku trudno się wgryźć w losy bohaterów – spokojnych, nierobiących w zasadzie niczego specjalnie intrygującego, ani wiekopomnego, czasem wspominane są dawne czasy. Gdyby nie znać poprzednich części, można by było się odrobinę pogubić w ogromie motywów, bo wiele rzeczy wynika z wcześniejszych zdarzeń, które nie są mocno przytaczane podczas lektury (na wstępie mogłaby znaleźć się poglądowa rozpiska najważniejszych scen z poprzednich tomów dla tych, którzy ich nie znają). Z biegiem akcji wszystko się jednak poprawia, opowieść angażuje nas i staje się bardziej dynamiczna, wciąga na całego i nie jest łaskawa dla sylwetek z kart powieści.

Co do tych można początkowo mieć pewne obawy. Zmagają się z wieloma problemami wynikającymi z innych, zajmują się sprawami, które można by rozpisać zwięźlej, co podniosło by tempo akcji. Doświadczona pisarka pokroju Hobb powinna zdawać sobie sprawę, że czytelnik także może sobie wiele dopowiedzieć, zwłaszcza wtedy, gdy problematyka nie zmusza go do poważnych interpretacji i zadawania sobie trudnych pytań. Z Bastardem łatwo się „zaprzyjaźnić” – jest postacią po trosze tragiczną, po trosze pechową, po trosze sprawiedliwą i każda jego wada i zaleta przybliżają go do zwykłych śmiertelników, chociaż wykonuje niezwykłe czyny. Poza tym logika niektórych bohaterów odrobinę szwankuje, być może ich działania wynikają z wzorców kulturowych, jednak brakuje tutaj pewnego pierwiastka, który sprawiłby, że powieść stałaby się bardziej nieliniowa.

Wydanie ma w sobie coś czego nie oferowały poprzednie tomy, choć stylistyka wciąż jest podobna. Wynika to ze zmiany ilustratorki na Dominika Brońka, odpowiadającego za wiele interesujących i klimatycznych obrazów znanych z okładek bądź wnętrza literatury fantastycznej („Z Mgły Zrodzony”). Język powieści natomiast – poprzez miejscową archaizację – pozwala wczuć się w atmosferę budowaną przez Hobb, a swoistym powiewem świeżości w serii na pewno jest wprowadzenie drugiego narratora.

Podsumowując, „Skrytobójca Błazna” rozkręca się powoli i czytelnik powoli traci cierpliwość, ale gdy już nadejdą trzymające w napięciu sceny, opowieść pochłania go bez reszty, do ostatniej strony. Cóż mu pozostaje potem? Czekać na kolejne tomy, które być może od początku będą tak dynamiczne, jak „Skrytobójca” od zwrotnego momentu. Szkoda by było zmarnować tak dobry początek do czegoś większego.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 25 lip 2017, 13:44 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka