Epików kres - recenzja książki "Calamity"

Brandon Sanderson
„Calamity”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
4 (1 głos)
Jak na zwieńczenie cyklu, „Calamity” jest powieścią zwartą i przynoszącą oczekiwany przytup, a przed nim parę mocnych petard. Czego innego jednak można oczekiwać od Brandona Sandersona, twórcy szeregu unikatowych światów przedstawionych i barwnych systemów magicznych?

Gdy na niebie zabłysła Calamity, w sercach ludzi zaczęły pączkować magiczne umiejętności, a kiedy rozkwitły wydobyła się ich potęga, lecz nie przerodziła nikogo w superbohatera – nadprzyrodzona możność zmieniła procent ziemskiej populacji w ciemiężycieli, łaknących władzy. Po prostu Epików. Szybko przejęli rządy i podzielili strefy wpływów, budując sobie wewnętrzne struktury, obsadzając na niższych stanowiskach coraz to słabszych w mocy zwierzchników. Niemniej, tyrania ma przeciwników, do których dołączył David, a teraz musi zmierzyć się z przyjacielem, okiełznanym przez tajemnicze siły.

Po tragicznych wydarzeniach z Babilaru (daw. Nowego Jorku), gdzie David pokonał Regalię, władczynię miasta, ale stracił przyjaciela i dowódcę, co osładza mu jedynie fakt, że w jego sercu znów zagościła Pożar; Mściciele są w kropce, bowiem ich przywódca przeszedł na drugą stronę. Skuteczność i siła rażenia diametralnie spadła, dlatego decydują się na ryzykowną akcję, która może przywrócić im równowagę, a przynajmniej dać szansę na kontynuowanie walk. Jednak nie wszystko wychodzi po ich myśli.


Struktura fabularna typowa dla twórczości Sandersona i w „Calamity” została zachowana. Ciekawe, sensacyjne otwarcie, po nim wprowadzenie czytelnika w lekki stupor, po czym następuje wypełnienie, gdzie bohaterowie wykonują zadania i rozmowy (tymczasem rozwija się wiedza o świecie przedstawionym, ścierają się pomysły), pomiędzy nie autor wtyka zwroty akcji i nieprzewidziane niespodzianki, potem podczas paru większych czynności dochodzi do nieoczekiwanych rozwinięć, po których następuje moment kulminacyjny, w którym zaplanowany przez bohaterów przebieg nie ziszcza się lub cel zostaje osiągnięty, acz straty są drastyczne. Na koniec jest finał – z kolejnym, ale i definitywnym boom! Nie inaczej jest w przypadku tego tomu, czasem tylko pewne sekwencje się nieznacznie przemieszczają. Widać więc dwie rzeczy: fabularnie, choć czytając powyższe może się wydawać bardzo skomplikowane, tak naprawdę jest proste i lekko złożone; druga sprawa, Sanderson robi to świadomie (jak choćby Fleming), ponieważ jest to sprawdzona metoda, zapewniająca czytelnikowi oczekiwanej rozrywki.

Przyjemność płynąca z lektury jest zatem niemała, a jej jakość całkiem przyzwoita – dlatego swoisty schematyzm Sandersonowski zostaje w pełni usprawiedliwiony. Odrobinę inaczej ma się rzecz z ekspozycją, która również ma zachwycać i można powiedzieć, że i tu widać szablon – malowniczy świat wymaga logicznego uzasadnienia, sztafaż musi się trochę różnić od poprzednio zaprezentowanego, aby rozbić monotonię pejzażu, zachowania indywidualne i społeczne muszą być odmienne. Wszystko dostarczone. Co nie zmienia tego, że atrakcyjność utworu wzrasta.

Z bohaterami sprawa ma się odmiennie, bowiem kreowani są z dokładnością, ale w wypadku „Calamity” nie wszystkich dostatecznie się pogłębia, tylko nadaje im się parę cech, by się wyróżniali. W zależności od rangi i zajmowanego miejsca w powieści otrzymują coraz więcej wymiarów – David to najbardziej rozbudowana postać, lecz i Pożar, która ma magnetyzować tajemniczością swej mocy, nie aż tak bardzo od niego odbiega. Istotne jest jednak to, że wiele bohaterów przedstawionych zostało jako złych, ale nie z własnego wyboru (Epicy), dobrych (unikatowych), lecz najmniej jest w utworze sylwetek niejednoznacznych, jak główny bohater właśnie. Nie wpływa to znacząco na odbiór powieści, uzasadnienie postawy Epików jest zaś na tyle mocne, a fabuła porywająca, że można przymknąć oko – na niemały podział świata na czarny i biały.

Język powieści nie należy do trudnych. Jest przejrzysty i klarowny. Sanderson nie bawi się w „Calamity” w lingwistyczne udziwnienia i wariacje, gry słowne występują sporadycznie, a metafor zbyt wiele się w tekście nie uświadczy, sporadycznie pojawiają się porównania. Prostota warstwy językowej sprawia, że utwór czyta się szybko, choć czasem można się w nim natknąć na dłużyzny.

Sanderson serwuje w „Calamity” toposy i popkulturowe klisze, ale robi to z taką gracją oraz smakiem, że trudno się odeń oderwać. Nie pomaga także fakt, iż powieść jest mniej zagadkowa niż obie poprzednie, bowiem to ona przynosi wiele wyczekiwanych odpowiedzi, do tego suspens i dowcip hipnotyzują tak mocno, że dopiero przy ostatnich stronach czytelnik odzyskuje kontakt z rzeczywistością. Wady natomiast zostają skutecznie przyćmione przez plusy – z czystym sercem polecam.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 lip 2017, 21:35 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka