Takiej magii jeszcze nie było – recenzja "Prawdodziejki"

Susan Dennard
„Prawodziejka”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
4 (1 głos)
Zachwycająca, magiczna, wielowymiarowa, porywająca – przymiotniki na opisanie „Prawdodziejki” można by mnożyć. Mająca premierę 12 października kolejna książka Susan Dennard od razu zaskarbiła sobie przychylność czytelników – i ich stałe, wierne grono. I trudno się nie dziwić.

Safiya i Iseult, młode czarodziejki, znów wpadły w tarapaty. Muszą uciekać. Natychmiast. Safi jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną zdemaskować każde kłamstwo. Swój dar trzyma w sekrecie, inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. A przecież kończy się Wielki Rozejm i atmosfera robi się coraz bardziej gorąca… Moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, by tak zostało. Safi i Iseult pragną jedynie wolności. Niebezpieczeństwo czai się jednak tuż za rogiem – zbliżają się niespokojne czasy i nawet sojusznicy nie grają fair. Przyjaciółki będą zmuszone walczyć z władcami i ich najemnikami, bo stawka jest bardzo wysoka, a zło nie śpi.

Wydawać by się mogło, że o magii, czarodziejach, książkach fantasy i nowych światach zostało już powiedziane wszystko. Że są czarodzieje dobry, źli, piękne uniwersa, bohaterowie-rozbójnicy, skorzy do wpadania w tarapaty, magia, która trudno okiełznać - to wszystko gdzieś już było – i można przejść obok „Prawdodziejki” obojętnie. I byłby to spory błąd. „Czaroziemie” to nowy cykl, który, jak promuje pierwszą część Sarah J. Maas, wejdzie do kanonu.

Prawda, krew, wiatr… – i inne „dziejstwa”

W świecie stworzonym przez Dennard magia jest, żyje i ma się dobrze. To nieodłączny element nie tylko świata przedstawionego, ale i ludzkiej codzienności. Co więcej, czarodziej nie jest postacią w długiej powłóczystej szacie rodem ze świata Tolkiena lub mogącym uczynić za pomocą zaklęć wszystko – w przeciwieństwie do pozbawionych różdżek mugoli. Świat czarodziejów u Dennard jest pełen klasyfikacji i podziałów. Są uzdrowiciele różnych kategorii, są czarodzieje przeznaczeni do jednej konkretnej dziedziny – czy to do kontrolowania żywiołów, czy do sprawowania władzy nad materią (ożywioną i nieożywioną), czy też w końcu jak w przypadku głównej bohaterki do rozpoznawania prawdy i kłamstwa. Świat przedstawiony również tętni niejednorodną magią – wachlarz bóstw, magicznych artefaktów czy niezwykłych miejsc stworzony został z wielką precyzją, misternością i bogactwem. Momentami tylko czytelnik może odnieść wrażenie, iż nie wszystko rozumie i nie wszystko zostało wystarczająco zdefiniowane – nie jest to jednak na tyle utrudniające czytanie, by książkę odłożyć na półkę. Trzeba pamiętać, że to początek cyklu i kolejna część (zapowiadany „Wiatrodziej”) rozjaśni kolejną kartę historii Czaroziemia.

W tak popularnych ostatnio książkach typy young adoult istnieje ryzyko, że bohaterami będą rozwydrzeni nastolatkowie, brawurowo bez żadnych przeszkód i problemów ratujący świat, zachowujący się nieracjonalnie i irytująco. W „Prawdodziejce”, choć główne bohaterki to faktycznie nastoletnie czarodziejki, ich pobudki, pragnienia, psychika zgłębione zostały bardzo dokładnie i dziewczyny są wiarygodne. Choć zupełnie różne, kochają się jak siostry, chociaż związane ze sobą czymś więcej, za sobą bez mrugnięcia okiem skoczyłyby w ogień. Stworzone z krwi i kości, nie wahają się walczyć (mieczem i ciętym językiem) albo magią. Bohaterowie drugo i trzecioplanowi również nie są papierowi, a czytelnik ma szansę kochać ich i nienawidzić, bo być obojętnym wobec tak ostrych rysów charakterologicznych jest trudno. Pojawia się wątek romansowy, ale, co jest ogromnym plusem powieści, nie dominuje on i nie jest zbyt nachalny, co nie znaczy jednak, że brak mu żaru i namiętności.

Warstwa językowa zachwyca. Książka utrzymana jest w klimacie typowego dla fantasy quasi-średniowiecza i autorka poradziła sobie z tym znakomicie – nie ma zgrzytów stylistycznych czy zbędnych archaizacji, są za to pięknie skrojone, poetyckie momentami zdania. W chwilach, gdy akcja przyspiesza narracja przyspiesza również – zdania stają się krótsze i czyta się jednym tchem.

Pierwsza część cyklu o Czaroziemiach to kawał fantastyki na naprawdę wysokim poziomie. Wykreowane uniwersum sprawia wrażenie autonomicznego świata, w który czytelnik zostaje wrzucony bez znaków ostrzegawczych czy informacyjnych – od pierwszych stron staje się uczestnikiem i świadkiem opisywanych wydarzeń i przez kolejne rozdziały coraz dogłębniej poznaje ten świat, by uznać, że mimo wielkiej bazy książek fantastycznych czegoś takiego jeszcze nie było. Susan Dennard nie odkryła jeszcze wszystkich swoich kart. I bardzo dobrze. Znane fanom gatunku tematy i toposy zostały umiejętnie przerobione, a fantastyka zyskała coś nowego. Dzięki temu pozycja spodoba się i młodym czytelnikom, i starym wyjadaczom fantastycznego chleba. Oby zapowiadany „Wiatrodziej” sprostał tak wysoko postawioną przez „Prawdodziejkę” poprzeczce.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 lis 2017, 03:15 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka