Gawęda o parze i szarych chmurach - recenzja książki „Requiem Upadłych. Studnia Przepaści”

Jack Clemence
„Requiem Upadłych. Księga pierwsza: Studnia przepaści”
Ocena recenzenta
3.5/5
Ocena użytkowników
3 (1 głos)
Nie można zacząć powieści gorzej niż słowami definicji ściągniętej z Wikipedii. Zwłaszcza że nie chodzi tu o książkę naukową czy popularnonaukową, ale o zwykłą beletrystykę. Takim wstępem można zaprzepaścić ciężkie tygodnie przygotowań i pracy, zarwane noce… Można pomyśleć, że nikomu o jakichkolwiek wymaganiach czytelniczych nie przypadnie to do gustu, jednak – w ostateczności – da się to jakoś przełknąć. Niestety, później autor zamiast zabrać się za opowieść, raczy odbiorcę ponad dwudziestostronicowym wykładem na temat swojego świata. W ten sposób, dopiero znalazłszy się na trzydziestej dziewiątej stronie, zaczynamy śledzić właściwą akcję.

Jack Clemence napisał całkiem pokaźne tomiszcze, niestety nie zawsze potrafił zapanować nad jego spójnością. Fabuła pełna jest przeróżnych motywów pobocznych, które wprawdzie są interesujące dla czytelnika, lecz wielokrotnie odsuwają go od głównego wątku. Powieść jest wielowarstwowa, zazwyczaj nietuzinkowa, choć niektóre rozwiązania można było już spotkać w innych utworach. Wyraźne natomiast widać, że autor z całą pewnością rozmyślał nad konstrukcją linii fabularnej, niemal każde posunięcie jest starannie zaplanowane i łączy się z głównym wątkiem. Zdarza się jednak, że prowadzi w ślepy zaułek, z którego Clemence nie zawsze potrafi wyjść. Nie są to, co prawda, przeszkadzające błędy, ale potrafią nieznacznie zepsuć pewien etap czytania.

Będący nieodzowną częścią książki bohaterowie występują na łamach lektury niezwykle licznie, ale większość z nich wręcz zlewa się w jednolitą masę. Na szczęście można wytypować postacie odgrywające w powieści istotne role, jak Olivier czy Antoni. Często debiutanci nie radzą sobie z kreacją bohaterów w kwestii indywidualności oraz charakterystycznych cech, przez co zarówno trudno się z tymi postaciami zżyć, jak i na dłużej zachować je w pamięci. Owszem, Clemence’owi udało się stworzyć parę naprawdę intrygujących osobowości, ale zacierają się one nieco wśród tych niedopracowanych, sztampowych.

++

Świat przedstawiony stanowi najciekawszy element powieści i poniekąd to właśnie na nim bazuje główna linia fabularna. Jak w nieszczęsnym wstępie wspomniał autor, jest to świat steampunkowy, ale niekoniecznie taki sam jak inne. Na kontynentach Clemence’a epoka industrializacji, wynalazków oraz rozwoju sfer społeczno-technologicznych dopiero się rozpoczęła. Debiutant skupia główną uwagę na chmurach, nieprzestających nawiedzać Vitaco. Ludzie uważają, że zjawisko jest karą za ich występki i grzechy, w czym umacnia ich Kościół. Obawiają się również, że owe obłoki nie poprzestaną na zakrywaniu nieba w obszarze mieściny, boją się, że zaczną się rozprzestrzeniać na resztę kontynentu. Niemałą rolę w wizji autora zajmują religie, na tezach których opiera się w dużej mierze światopogląd wielu bohaterów. Odrębne, różnorodne wierzenia występują obficie, a sam świat bogaty jest w rozmaite kultury, odmienne społeczności, malownicze krainy i państwa, różniące się polityką. Wyraźnym konikiem Clemence’a w pisaniu jest tworzenie świata – tę pasję czuć, gdy czyta się plastyczne, atrakcyjne dla odbiorcy opisy.

Uważnie przyglądając się warsztatowi, można wymienić wiele z powyżej przedstawionych uwag. Debiutanckie teksty praktycznie nigdy nie są idealne. Jednak aby wyrobić sobie warsztat potrzeba doświadczenia, a najlepszym sposobem jest pisanie oraz metoda prób i błędów. Clemence popełnił niejeden błąd na ponad ośmiuset stronach, ale może również pochwalić się tym, że wpadł na wiele pomysłów, jakie nie przyszły dotychczas do głowy żadnemu innemu pisarzowi. Jednym z najciekawiej przedstawionych aspektów książki niewątpliwie jest mechanika magii – szczególnie wykorzystanie swoistych odmian soli w postaci wspomagaczy i paliwa danych czarów. Połowicznym minusem jest przesyt informacji – czasami są wciągające, ale gdy autor wykorzystuje je w nadmiarze, w pewnym momencie można mieć ich dość.

„Studnia Przepaści” to nie lekka powieść, z niezobowiązującą fabułą, na dwa wieczory. To opowieść monumentalna, skupiająca się na wielu elementach, przedstawiająca je w pełnym świetle i przede wszystkim, ciekawa. Nie pozbawiona jednak wad, jak chociażby wspomniane wcześniej kłopoty ze spójnością fabuły. Poza barwnym światem, oraz interesującym przedstawieniem działania magii, dodatkowym atutem utworu jest sympatyczny, gawędziarski styl autora, który ułatwia wgryzienie się i przebrnięcie przez całkiem sporą lekturę. Autor na koniec pyta, czy czytelnik da mu szansę. Ja daję. Jednak proszę, żeby na przyszłość korzystał z bardziej rzetelnych źródeł informacji – biblioteki często pękają w szwach od prac i opracowań naukowych, które są na wyciągnięcie ręki.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 16 gru 2017, 10:14 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka