W hołdzie królowi horroru - Recenzja książki "Pokłosie"

Kacper Kotulak, Paulina J. Król, Jarosław Turowski, Juliusz Wojciechowicz, Marek Zychla
„Pokłosie”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Według wielu wielbicieli horroru król tego gatunku literackiego może być tylko jeden. I choć Stephen King pokazał się również jako świetny pisarz kryminałów („Pan Mercedes”) czy fantastyki (cykl „Mroczna Wieża”), to jednak najbardziej kojarzony jest z grozą.

„Pokłosie” (wydane przez Wydawnictwo Gmork) jest niczym innym, jak hołdem złożonym przez pięcioro młodych pisarzy jego twórczości. Zadanie bardzo ambitne i niełatwe, bo proza Kinga jest nad wyraz specyficzna i unikalna. W tego typu antologiach łatwo popaść w skrajności. Z jednej strony – naśladując styl mistrza do przesady i tym samym ocierając się o śmieszność oraz nieudolność, z drugiej zaś – luźne podejście do tematu i żonglowanie motywami znanymi z jego powieści może być przedstawione w sposób tak hermetyczny, że tylko zagorzali fani Kinga będą w stanie odnaleźć wszelkie nawiązania.

Na szczęście wszyscy twórcy „Pokłosia” obrali prostszą drogę, dzięki czemu nawet laik, znający prozę Kinga w wersji okrojonej i o wiele uboższej, czyli filmowej, będzie potrafił się w lekturze odnaleźć i przede wszystkim – dobrze bawić.

Zbiór otwiera opowiadanie Marka Zychli. W nieco chaotycznym, ale zaskakującym „Chyba” autor zastosował narrację pierwszoosobową. Bohaterką jest zakupoholiczka, która co sobotę wybiera się na rajd po butikach pewnego centrum handlowego. Jej rytuał zostaje zaburzony przez brutalne morderstwo, dokonane w jednym ze sklepów. Narracja często rwie się, a fragmenty przynoszą tylko strzępy informacji o bohaterach i wydarzeniach. Ten chaos fabularny jest tylko pozorny – finał opowiadania przynosi odpowiedzi na wszystkie pytania.

W „To nie TO!” Kacpra Kotulaka znajdują się nawiązania do jednego z chyba najbardziej rozpoznawalnych potworów Stephena Kinga – demonicznego klauna. Rintincurry z tego opowiadania różni się jednak znacząco od Pennywise’a. Jest związany z naszym podwórkiem – akcja toczy się w Polsce, a głównym bohaterem jest Adam, który jako dorosły musi zmierzyć się z dziecięcą traumą i śmiercią brata. Kotulak świetnie oddał klimat blokowisk oraz dziecięcą grozę, ale wprowadził także sporo czarnego humoru. Groteska i makabra doskonale się uzupełniają, a zaskakujący finał sprawia, że opowiadanie można zaliczyć do najlepszych w zbiorze.

Juliusz Wojciechowicz w świetnym „Świniaku” ważnym elementem uczynił… rower. Nie jest to jednak zwykła maszyna. Tytułowy Świniak ma magiczne właściwości, a jego działania jednoznacznie przypominają kingową „Christine”. Tekst nieco szalony, ale doskonale wpisujący się w twórczość mistrza z Bangor.

++



Opowiadanie Pauliny J. Król chyba najmniej pasuje do całości i tak naprawdę mogłoby się znaleźć również w każdej innej antologii. Nie oznacza to wcale, że jest złe. Fabuła „Status quo” toczy się w różnych miejscach, przerzucając bohaterów w alternatywne rzeczywistości i ciała nieznanych ludzi. Autorka pokazuje, jak proste – i pozornie nieważne – wybory determinują całe życie, które mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Całość napisana jest bogatym językiem (na uwagę zasługują różnorodne stylizacje językowe, dopasowane do opisywanych sytuacji), jednak samo zakończenie jest zbyt melodramatyczne.

Lektura „Cierniowego Dworu” nieodmiennie kojarzy się z cyklem „Mroczna Wieża”. Nie zdradzając szczegółów – czytelnik znajdzie tam pewien bardzo ważny motyw, znany z opowieści o Rolandzie z Gilead. Jarosław Turowski odmalowuje sytuację głównej bohaterki, Tracey, w najczarniejszych barwach, celowo używając brutalnego języka. Dzięki temu motywy działania dziewczynki mają dobrze opisany aspekt psychologiczny. Akcja, rozgrywająca się w tytułowym dworze, wydaje się nie pasować do całości (psychologizacja postaci ustępuje miejsca makabrze), jednak wpisuje się w inspirację Kingiem.

„Death Metal” to ponowne spotkanie z prozą Kacpra Kotulaka. Tym razem autor uczynił bohaterem opowiadania młodego muzyka i przeklętą… gitarę. Stylistycznie tekst bardzo przypomina twórczość Stephena Kinga, a sam motyw nawiedzonego przedmiotu to ponowne nawiązanie do „Christine”.

Antologię zamyka „Fhabhatanna” Marka Zychli – ukłon nie tylko w stronę mistrza grozy, ale również mitów celtyckich i piękna Irlandii. Pomysłowa i niebanalna fabuła gwarantuje przyjemną, choć miejscami niełatwą lekturę.
Wszystkie antologie, w których zamieszczone są teksty różnych twórców, mają to do siebie, że bardzo trudno zachować w nich równy poziom. O dziwo, w „Pokłosiu” udało się to idealnie. Być może ma na to wpływ niewielka ilość tekstów (raptem siedem), zróżnicowanych tematycznie i stylistycznie, ale za to umiejętnie dobranych. Są tu historie bardzo dobre i dobre, ale nie ma opowiadań słabych i nijakich. Dzięki temu zbiór można polecić nie tylko wielbicielom twórczości słynnego Amerykanina, ale także fanom grozy w różnych postaciach.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 paź 2017, 16:06 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka