Krzyk w kosmosie - recenzja „Chóru zapomnianych głosów”

Remigiusz Mróz
„Chór zapomnianych głosów”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Lot okrętu kolonizacyjnego „Accipiter” zaplanowany był na sto lat. Jego załoga, pogrążona w hibernacji, miała obudzić się u celu podróży, a następnie zbadać i zasiedlić planetę, która wedle wszelkich przewidywań powinna posiadać warunki idealne dla ludzkiego osadnictwa. Przeznaczeniem ogromnej jednostki był cały wiek ciszy i spokoju w rytmie miarowo pracujących silników. Coś jednak poszło nie tak i sygnał alarmowy budzący Håkona Limdberga okazał się zapowiedzią tragedii, jaka miała mieć miejsce na pokładzie odosobnionego pojazdu. Trudno opisać zdziwienie astrochemika, kiedy pierwszym, co zobaczył, było zakrwawione ciało osuwające się po osłonie jego komory kriogenicznej. Okazało się, że cały okręt pełen był ludzkich szczątków, a prócz Skandynawa przeżył tylko nawigator arabskiego pochodzenia – Dija Udin Alhassan.

We dwóch będą musieli sprostać grozie sytuacji i stawić czoła nieznanemu zagrożeniu, bo przecież członkowie załogi nie rozerwali się na strzępy zupełnym przypadkiem. Czy na statku wybuchł bunt? A może ludzkość po raz pierwszy w historii zetknęła się z obcym, a w dodatku wyjątkowo wrogo nastawionym gatunkiem? Bohaterowie będą mieli wiele czasu na zbadanie sprawy, mimo że po nadaniu sygnału SOS w ich stronę z misją ratunkową ruszył najbliższy okręt wojenny. Jednak ogromna odległość sprawi, że przybędzie on dopiero za pięćdziesiąt lat. Czy zagubiona w kosmosie para będzie miała tyle odwagi, by ponownie ułożyć się do sztucznego snu?

Remigiusz Mróz, autor do tej pory znany raczej z kryminałów, stworzył mroczny thriller science fiction, który rozmachem nie ustępuje największym dziełom gatunku. Intrygująca tajemnica, atmosfera osaczenia i stałego zagrożenia przywodzą na myśl takie filmy jak choćby „Obcy: Ósmy pasażer Nostromo”. Autor konsekwentnie prowadzi bohaterów przez kolejne zdarzenia, coraz bardziej potęgując napięcie i po trochu uchylając rąbka zagadki. Jest to niewątpliwa zaleta powieści, gdyż dzięki niej pochłania się ją z zaciekawieniem aż do samego końca.

++



Niestety książka nie jest pozbawiona drobnych błędów stylistycznych w postaci powtórzeń oraz dość taniego zabiegu pozwalającego zapoznać z podstawami astronomii i fizyki mniej doświadczonego w tych kwestiach czytelnika. Jeden z głównych bohaterów okazuje się bowiem nieukiem, który nie posiada elementarnej wiedzy w tym zakresie, dzięki czemu bardziej wyedukowany towarzysz może jemu (a przy okazji odbiorcy) wyjaśnić meandry działania wszechświata. Dialogi nie brzmią przez to zbyt wiarygodnie, ponieważ trudno uwierzyć, że do roli nawigatora jednej z najważniejszych misji w dziejach ludzkości wybrano człowieka, który nie wie nic o kosmosie. Konieczność wytłumaczenia części zjawisk przydaje się osobom, które dopiero zaczynają przygodę z fantastyką naukową, jednak istnieją inne, mniej burzące spójność fabularną, sposoby rozwiązania tej kwestii.

Można się też zastanowić, jak prawdopodobne jest to, że każda planeta, na której powstało w kosmosie życie, okazuje się odpowiednim miejscem dla wszystkich innych, obcych gatunków. Było to zjawisko dość popularne w klasycznych powieściach fantastycznych sprzed kilkudziesięciu lat, jednak obecnie dość rzadko spotyka się tego typu rozwiązania. Ocenienie, czy stanowią one wadę należy do czytelnika i jego gustu, choć w przypadku utworu Remigiusza Mroza, można stwierdzić, że ciekawa intryga, wymagająca tego typu rozwiązań, może wynagrodzić pewne nielogiczności kreacji świata.

W kwestii upodobań pozostaje również jakość samego zakończenia, które w pewien sposób może stanowić cierń w stopie i trochę zepsuć odbiór całości. Nie jest ono co prawda źle skomponowane, jednak trochę nie zgadza się z charakterem i klimatem reszty opowieści. Spora doza metafizyki i tematyki nawiązującej do teologii - choć charakterystyczne dla tego autora - stanowi konkretne zamknięcie fabuły, jednak odbiega od charakteru całej reszty i może nie przypaść do gustu fanom klasycznego hard SF.

Łatwo też zauważyć, że książka przechodziła dość szybką redakcję, gdyż do pewnego momentu trudno wypatrzeć jakieś błędy czy literówki, jednak pod koniec tekstu pojawia się ich coraz więcej, co sugeruje, że ostatni etap prac nad tekstem przebiegał w dużym pośpiechu. Mimo prostej, jednak zachęcającej okładki, jakość wydania jest przeciętna. Cienki papier i łatwo rozwarstwiająca się okładka nie sprawiają dobrego wrażenia. Można to jednak zrzucić na karb polskiego rynku, na którym młode, małe wydawnictwa, żeby znaleźć swoje miejsce, muszą ciąć koszty.

Mimo tych niedociągnięć „Chór zapomnianych głosów” jest pozycją ciekawą i intrygującą, która powinna zaspokoić wymagania wielu fanów kosmicznych opowieści grozy. Jej zaletami są tajemniczy klimat oraz oryginalne rozwiązania fabularne. Z tego też powodu jest godna polecenia wszystkim fanom gatunku – mimo drobnych błędów warto jej dać szansę i dowiedzieć się, co czeka na nas w przytłaczającej pustce kosmosu.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 lis 2017, 03:21 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka