O umieraniu słów kilka

Łukasz Śmigiel
„Decathexis”
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Przed lekturą „Decathexis” miałem obawy. Powiem szczerze, że bałem się młodego wieku autora, że jest on „niedoświadczony”, że będzie po prostu nudny, ot kolejny, banalny fantasta. Po przeczytaniu pierwszych stu stron, stwierdziłem, że warto przedłużyć mu kredyt zaufania, przynajmniej na te kolejne kilkadziesiąt kartek. Jak się szybko okazało, moje sceptyczne podejście było całkowicie nieuzasadnione, bo najnowsze dzieło Łukasza Śmigla (ur. 1982) to żywa fantastyka najwyższej próby.

Trup – Nazwa ciała ludzkiego po śmierci. Jest to określenie wskazujące, że martwe ciało nie jest już „kimś”, a czymś. Trup to przedmiot (…). Etymologicznie słowo trup to „kłoda”, „tułów” i „kruchość” (…). Trzeba zaznaczyć, że nie było w historii takiej kultury, która nie zauważyłaby istnienia trupa.

M. Wańczkowski, M. Lenart, „Księga żałoby i śmierci”

Fabuła w telegraficznym skrócie przedstawia się następująco: w różnych zakątkach królestwa Kirkegaardu zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Z grobów znikają zwłoki, a grabarze opowiadają niestworzone historie, jakoby umarli przychodzili z powrotem na świat, głodni zemsty i ludzkiego mięsa. Zaobserwowano snujące się po nekropoliach ghule, z oczami koloru miodu, które atakowały i pożerały przechodzących ludzi. Do zbadania tej sprawy królowa Geneview wyasygnowała nowomianowanego szefa Inspektoratu do spraw Umarłych – Jona Mathiasa Pendergasta.

Opisane wydarzenia stanowią oś całej powieści. Obserwujemy stopniowy rozwój wypadków, które nieuchronnie zmierzają do wielkiego finale – jak w rasowym kryminale Agaty Christie. Jednak tym, co odróżnia „Decathexis” od sztampowej opowiastki o policjantach i złodziejach, jest niezwykła, „śmiertelna” otoczka, która niczym mgła, oplata świat stworzony przez autora. W naszej kulturze czcimy życie – Baranek Boży, jajko, kiełkujące ziarno, rodzina jako najświętsza instytucja, której celem jest poczęcie nowego człowieka. W Kierkegaardzie (nazwa mocno kojarzy się z Nilfgaardem z powieści Sapkowskiego, prawdopodobnie to tylko zbieg okoliczności) ludzie wierzą w śmierć, we wszechmocną Matkę Morię, a jej Kościół to największa i w zasadzie jedyna religia w kraju. Karą za herezję jest zamęczenie w kilkudniowych, publicznych torturach. Wszystkie święta związane są w jakimś stopniu z umieraniem, podobnie jak nazwy miast czy krain geograficznych. Dla przykładu: stolicą państwa jest Kirkut, płynie w nim rzeka Tantal, a doroczną i tęsknie wyczekiwaną uroczystością są obchody Dies Irae. W każdym punkcie mamy oczywiste nawiązanie lub przynajmniej skojarzenie ze śmiercią, a tak jest w każdym aspekcie książki i to jest właśnie ta nowość, ta inność, dzięki której powieść Śmigla jest naprawdę ciekawa i tchnie, paradoksalnie, świeżością. Brakuje mi tu rozległego naświetlenia bohaterów. Niestety książka ma tylko trochę ponad 250 stron, co jak na obecne standardy nie jest wielkością powalającą. To w zasadzie jest największy minus tego dzieła.

Można odczuć ogrom pracy, jaki autor włożył w stworzenie takiego obrazu. Myślę, że były to dziesiątki, jeśli nie setki godzin spędzonych w bibliotekach, mozolne przeszukiwanie sieci, poznawanie kultów różnych cywilizacji i wizyty w nekropoliach. Widać to po niezwykle barwnych, naturalistycznych wręcz opisach procesu umierania, czy też dzieł architektury sakralnej. Co jakiś czas dowiadujemy się o nietypowych torturach i metodach zabijania, a mam wrażenie, że wszystkie, nawet te najbardziej wymyślne i okrutne, pochodzą z historii i były stosowane w różnych okresach i kulturach. Ciężko stwierdzić, które są fikcją, ale myślę, że to dobre pytanie do samego pisarza. Z całą pewnością temat opisany jest dokładnie i za to należą się solidne brawa.

„Decathexis” absolutnie nie jest dziełem niedojrzałym, a takie właśnie miałem obawy na początku. Jest to powieść, która na wielu poziomach potrafi zainteresować czytelnika. Oprócz trochę zbyt oczywistego wątku sensacyjnego, ja najwięcej zabawy miałem z etymologią. Odkrywanie i poznawanie na nowo znaczenia używanych słów, czasami bardzo pospolitych, czasami wyszukanych, sprawiło mi autentyczną przyjemność. Można powiedzieć, że po tej lekturze, nie będą Wam obce arkana tanatologii i tanatopraksji, a śmierć nie będzie już tylko ponurą i odległą wizją. Będzie znacznie bliższa.

Widać olbrzymi potencjał Łukasza na przyszłość, już teraz jest redaktorem naczelnym magazynu grozy „Lśnienie”, doktorantem na Uniwersytecie Wrocławskim, ma doświadczenia jako dziennikarz, radiowiec, napisał książkę obyczajową i zbiór opowiadań, a w tym momencie tworzy kolejny tom opowieści o Jonie Pendergaście. Z pewnością jest jednym z lepiej zapowiadających się polskich pisarzy młodego pokolenia. Bierze co najlepsze z prozy Piekary, Pilipiuka, Artura C. Doyle’a, a nawet z Jana Andrzeja Morsztyna, wszak to on rozpoczął nurt turpistyczny odą „Do trupa” w XVII. wieku. Naprawdę chciałbym dolać łyżkę dziegciu do tej beczki miodu, ale ciężko jest się do czegoś przyczepić. Nie jest to może poziom Feliksa Kresa, ale na to jest jeszcze czas. Zobaczymy jak będzie wyglądać część druga, póki co jestem pełen optymizmu i czekam na dalsze postępy.

Ocena: 8/10

Tytuł: "Decathexis"
Autor: Łukasz Śmigiel
Wydawnictwo: Grasshopper
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 255
ISBN: 978-83-61725-14-5
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 125 x 195 mm
Cena: 29,00 zł

Dziękujemy wydawnictwu Grasshopper za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 21 maja 2019, 10:30 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka