Gwałt na polszczyźnie - recenzja "Orły i wrony"

J.M.R Michalski
„Orły i Wrony”
Ocena recenzenta
1.5/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Sięgając po debiutancką powieść J.M.R. Michalskiego, należy przygotować się na sporą dawkę złości i frustracji. Niech was nie zwiedzie intrygujący tytuł, ładna okładka, czy ciekawie zapowiadające się streszczenie fabuły widniejące na jej odwrocie. "Orły i Wrony" to powieść skrajnie niedopracowana, banalna, a w dodatku pozbawiona jakiejkolwiek redakcji i korekty.

Jak wynika z tytułu, osią fabuły "Orłów i wron" jest rywalizacja pomiędzy Rzeczpospolitą, a jej zachodnim sąsiadem. Pomiędzy tymi państwami, dotychczas żyjącymi we względnej zgodzie, niespodziewanie wybucha wielka wojna. Wróg błyskawicznie zdobywa kolejne wsie i miasta, wyrzynając w pień całą ich ludność i nie szczędząc przy tym kobiet i dzieci. Choć skarbiec Polski świeci pustkami, król zwołuje naradę wojenną i zamierza stawić opór okrutnemu najeźdźcy. Sytuacja staje się tragiczna, gdy na północy kraju pojawiają się pałający żądzą mordu i rozboju Wikingowie.

W pierwszej chwili można by pomyśleć, że "Orły i wrony" to powieść historyczna. Otóż, nic bardziej mylnego. W powieści pojawiają się wprawdzie ludy i państwa, które rzeczywiście figurowały niegdyś na mapach Europy, próżno jednak szukać wśród głównych bohaterów postaci znanych z podręczników do historii. Herosi grający w "Orłach i wronach" pierwsze skrzypce, są w każdym przypadku wytworem wyobraźni autora, choć kilkoro z nich wydaje się być inspirowanych prawdziwymi historycznymi postaciami. Znalezienie w poczcie królów Polski takiego władcy jak Henryk III Baszowiecki byłoby karkołomnym zadaniem, karty historii Niemiec nie znają zaś żadnego Wilhelma Rucksenberga.

Niestety, czytając "Orły i wrony" nie dowiadujemy się dokładnie, w jakich latach, według autora, toczy się akcja powieści. Wnioskując jednak, że główna siedziba polskiego króla mieści się nie na krakowskim Wawelu, lecz w Warszawie (notabene, będącej taką metropolią, iż przemierzenie jej zajmuje królewskiemu orszakowi całe popołudnie!) – nie może to być przed siedemnastym stuleciem. Należałoby więc zapytać, co w takim razie robią na łamach książki Wikingowie, przypływający w dodatku na swoich słynnych Drakkarach, skoro ich epoka skończyła kilka wieków wcześniej? Osoba choćby przeciętnie obeznana z historią odnajdzie w "Orłach i wronach" więcej tego typu nieporozumień. Rzecz jasna, można zrzucić je na karb inwencji autora i przyjąć, że jego zamiarem było stworzenie historycznego miszmaszu, swoistej fantasy skomponowanej z rozmaitych, niekoniecznie pasujących do siebie elementów - wydaje się to jednak mało przekonujące.

Bolączką powieści jest również nagromadzenie niczemu nie służących wątków. Aby przekonać czytelnika o tym, jak wielkim okrutnikiem jest niemiecki cesarz, autor serwuje kilkunastostronicowy opis mąk, na jakie skazuje on Bogu ducha winne kobiety, oskarżywszy je wcześniej o czary. Mamy i tortury, i proces, wreszcie - egzekucję. Można by pomyśleć, że sprawa ta w jakiś sposób będzie się za cesarzem ciągnęła, ale nie. Umiera wraz z nieszczęsnymi wiedźmami. Podobnie rzecz ma się w przypadku jednego z licznych, opisywanych przez autora niemieckich najazdów na polskie wioski. Michalski prowadzi narrację z perspektywy obrońców wioski, skupiając się na jednym z nich, przedstawiając czytelnikowi jego wygląd, pewne nawyki czy nawet fakty z przeszłości, a wszystko to tylko po to, by za chwilę bohater ów, wraz z resztą defensorów, poniósł okrutną śmierć z rąk germańskich oprawców.

Wśród licznych wad powieści znajdują się także fatalnie brzmiące, infantylne dialogi. O ile z opisami Michalski radzi sobie całkiem dobrze, to rozmowy pomiędzy bohaterami są skrajnie nienaturalne, niekiedy przeładowane patosem, innym razem zawierają nieudolnie użyte wulgaryzmy i obelgi, a w jeszcze innych przypadkach bohaterowie w rozmowach między sobą wykazują się sztuczną i zupełnie nieuzasadnioną kurtuazją. Gwóźdź do trumny stanowi zaś nieumiejętne operowanie archaizmami, nie pozostające bez wpływu na toporność rzeczonych dialogów.

Tym jednak, co sprawia, że lektura "Orłów i wron" od pewnego momentu staje się istną mordęgą, jest nie styl autora, ale niechlujstwo redakcji i korekty. Po fakcie, że w stopce nie wymieniono z nazwiska odpowiedzialnej za nie osoby, wnioskować można, że albo nie zostały one przeprowadzone, albo sam wydawca wolał oszczędzić takim korektorom kompromitacji. Błędy, na jakie można natknąć się podczas czytania, wołają o pomstę do nieba. To bezceremonialny, brutalny gwałt na polszczyźnie. Licznie występujące literówki po pewnym czasie w ogóle przestają robić wrażenie. Jednak nie stosowanie się do elementarnych zasad interpunkcji, na czele z brakiem przecinków w dialogach, po zwracaniu się do adresata, to już poważne niedopatrzenie ("Hetmanie przedstaw dalszą część (...)"; "Nie panie"; "Bądź spokojny przyjacielu"). Nie brakuje usterek stylistycznych ("spalił tą nieszczęsną Ukrainę"), nieprawidłowych odmian ("nie podzielał optymizmu swoich towarzyszów broni"). Licznie występują błędy związane z rozdzielnym i nierozdzielnym pisaniem pewnych wyrazów ("niczego nie świadom"; "nie jeden z nich"), jak również z pisaniem wielką literą przymiotników pochodzących od nazw narodowości ("Polski, Niemiecki"), czy nawet ortografią ("ujrzał może ludzkich głów"). Nie minę się z prawdą, stwierdzając, iż uważny i wyczulony na podobne potknięcia czytelnik odnajdzie ich w "Orłach i wronach" więcej niż setkę.

Czy zatem jest w "Orłach i wronach" coś, co w najmniejszym choćby stopniu ratowałoby tę książkę? Gdyby na siłę szukać mocniejszych stron powieści, można byłoby wskazać kreacje kilkorga bohaterów. Bądź co bądź, autor dał życie dość barwnym personom, choć w wielu przypadkach ich cechy bazują na archetypach. Francuski królewicz to narcyz, ale zarazem doskonały szermierz. Pan Błędowski to okrutnik, zadający gwałt za gwałt, dysponujący oddziałem bezgranicznie wiernych mu żołnierzy, niewątpliwie inspirowanych słynnymi polskimi Lisowczykami. Ciekawy był też pomysł dotyczący faktycznej tożsamości infamisa Wolińskiego. Pojawiło się też kilka scen - takich jak atak Wikingów na wieś, czy proces i torturowanie czarownic - zdolnych faktycznie zainteresować odbiorcę. Na tym jednak plusy się kończą.

++


"Orły i wrony" to powieść niedopracowana, która wymagałaby gruntownej przebudowy, zweryfikowania przynajmniej części nietrafionych pomysłów, a przede wszystkim solidnej redakcji i korekty. Opowiedziana w niej historia jest infantylna i przewidywalna, choć akurat to może wynikać z niewielkiego doświadczenia autora, który - miejmy nadzieje - w miarę kolejnych publikacji będzie szlifował swój warsztat. Niemniej, kaleczenie polszczyzny, zwłaszcza na taką skalę i na tak licznych płaszczyznach, to grzech, którego się nie wybacza. Ktokolwiek pozwolił, by podobne błędy ukazały się w drukowanej, oznaczonej numerem ISBN książce, powinien czym prędzej zmienić profesję.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 24 mar 2019, 06:35 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka