Akcja powieści dzieje się w XVII wieku, w czasach, gdy Rzeczpospolita i Litwa były ze sobą ściśle połączone więzami politycznymi i społecznymi. Każdy, kto choć trochę interesuje się historią, bez trudu dojdzie do konkretnych dat, miejsc i realnych postaci; autor daje ku temu wiele przesłanek. Załączona mapa Masovii, sygnowana jest datą 1665 Roku Pańskiego i na tych terenach właśnie dzieje się przygoda, przygoda przez duże, czarne P!
Pufcio jest potworem, a dokładniej rzecz ujmując, jeśli zawierzy się ilustracjom Jarosława Musiała, jest małym smokiem. Niezwykle ciekawym świata, dość nieposłusznym i wiecznie głodnym, dodajmy. Zamieszkuje Krainę Potworów, nie budzi tam jednak niczyjego strachu. Wyrusza więc na wyprawę do sąsiedniej krainy, gdzie jeżdżą samochody, protestują ekolodzy i gdzie można spotkać nowych przyjaciół, takich jak Dziewczynka, Kiziak Miziak i hauhauy. Oraz dać się porwać przygodzie!
Andrzejowi Tuchorskiemu, laureatowi konkursu organizowanego przez portal fantastyka.pl, szybko udało się napisać kolejny tom opowiadań. Tak jak poprzednio, czytelnik dostaje do swych rąk pięć historii, z magiem Klavresem w roli głównej, jednak tym razem zaszły duże zmiany. Autor rozwija swoje pomysły, dodaje nowe smaczki, a jednocześnie stara się poprawić błędy popełnione w debiutanckiej książce. Z ulgą można stwierdzić, że wyszło mu to przyzwoicie.
Od czasu do czasu Polskiej fantastyce przydałoby się trochę „świeżej krwi”. Mimo iż można wyliczyć sporo bardzo dobrych dzieł rodzimych autorów, to jednak najpopularniejsi pisarze mają tendencję do szybkiego wypalania się. Takim powiewem świeżości miało być dzieło Andrzeja Tuchorskiego, laureata konkursu na powieści zorganizowanego przez portal magazynu "Nowa Fantastyka". „Rezydent wieży”, według zapowiedzi, miał być książką pełną szalonych przygód z potężnym magiem w roli głównej. Jednak czy którakolwiek z obietnic została spełniona?
Powieść grozy nie jest w żadnym razie gatunkiem nowym, jej korzenie sięgają XVIII wieku i nurtu zwanego gotycyzmem. Także w XIX wieku miała się dobrze, na dowód czego można wymienić nazwiska takich twórców, jak Howarda Phillipsa Lovecrafta, Brama Stokera czy Mary Shelley. Współcześnie jednak rzadko uważa się horrory za typ utworów, które przodowałyby literacko – zwykle balansują na granicy kiczu lub dobrego smaku. Nie oznacza to, że warto się do nich zrażać, zdarzają się bowiem książki, które nie obrażają inteligencji czytelnika i można się przy nich świetnie bawić. Jak przy „Barze dla potępionych” Kealana Patricka Burke’a.
Nazwisko Stefana Grabińskiego, dziś nieco zapomniane, znane jest zapewne starszym miłośnikom powieści grozy. Autor ten, tworzący w okresie dwudziestolecia międzywojennego, uważany jest za prekursora rodzimej fantastyki. Choć w dzisiejszych czasach nieco archaiczny i dla niektórych niezrozumiały – Grabiński zdecydowanie zasłużył na wznowienia swoich książek. Cieszy więc fakt ponownego wydania „Demona ruchu i innych opowiadań”.
Raz na jakiś czas, na polskim rynku wydawniczym pojawia się książka, z której opisu – niekoniecznie podkoloryzowanego przez marketingowców – jasno wynika, że jest niezwykła i oryginalna. Idealnym przykładem takiej sytuacji jest „Opus. Zakazana księga”, Andreasa Goesslinga. Wszak młodzieżowa powieść przygodowa, której akcja doprawiona szczyptą fantastyki, przenosi czytelnika do schyłku średniowiecza, musi z miejsca porwać czytelnika. Czy jednak na pewno?
Niedawno nakładem wydawnictwa ZYSK i S-ka ukazały się „Anagramy z Warszawy. Opowieść kabalistyczna” Richarda Zimlera. Jest to powieść kryminalna, osadzona w realiach II Wojny Światowej. Akcja rozgrywa się w znacznej mierze w żydowskim getcie, choć wraz z rozwojem wypadków przekracza jego mury. Wszak zło nie zna pojęcia granic i żadna brama nie powstrzyma jego rozwoju.
Koncepcja rogatego diabła, znanego z polskiego folkloru, dawno się zdezaktualizowała. Sama jednak kreacja istoty, będącej personifikacja zła, nie przestaje oddziaływać na wyobraźnię. Coraz częściej wraca się do etymologii słowa i identyfikuje diabła z oszczercą. Wszak kłamstwo wpisane jest w historię rodzaju ludzkiego od zarania dziejów. Teorii diabła może być jednak o wiele więcej. Janusz Cyran w zbiorze swoich opowiadań prezentuje tylko niektóre z nich, dając czytelnikowi do zrozumienia, że człowiek nigdzie i nigdy nie będzie bezpieczny.
„Stop. Nie śpiesz się.
Pierwsza zasada: w metrze nie ma nic stałego. Wszystko może się zmienić w okamgnieniu.
Druga zasada: każda zmiana jest niebezpieczna(...)”
„Piter”
Bestiariusza przegląda 7 użytkowników: 1 zalogowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zalogowani: Google [Bot]
Copyright © 2001-2010 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.
Teraz jest 22 maja 2012, 13:44 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowania • Polityka prywatności • Usuń ciasteczka