Funky Koval i nie tylko

Różni autorzy
„Nowa fantastyka 10/2010”
Ocena użytkowników
4 (1 głos)
Nie byłem wielkim fanem przygód Funky`ego Kovala, kiedy w latach 80. zaczęły ukazywać się w odcinkach na łamach „Fantastyki”.
W przeciwieństwie do T. Kołodziejczaka, nie mogłem być. Uniemożliwiła mi to różnica pokoleniowa, choć na pierwsze komiksy Polcha trafiłem jeszcze zanim poszedłem do szkoły na początku lat 90.


Wśród nich była seria „Bogowie z kosmosu” czyli „Według Ericha von Dänikena” i, tu muszę podkreślić, strasznie mi się spodobała. Po Funky`ego sięgnąłem dużo później i nie wywarł na mnie większego wrażenia. Piszę o tym nie bez powodu – od dłuższego czasu zapowiadano w „Nowej Fantastyce” wielki comeback Funky`ego. Mimo wszystko, oczekiwałem tego z niecierpliwością i... rosnącą irytacją – grafika ze słowami „wróciłeś” widniała na okładce od miesięcy. Za każdym razem liczyłem na to, że to „już teraz”. Zamiast tego były kolejne artykuły o legendzie i zapowiedź, że będzie „już wkrótce”. Dziś mogę powiedzieć: wreszcie!

Cytowane na początku słowa pochodzą ze szkicu „Dawaj go tutaj, Brenda!” T. Kołodziejczaka, towarzyszącego komiksowi. Doskonale opisuje on także i moje odczucia względem Funky`ego. Ja jednak wciąż czekam na to, by zostać zauroczonym. Dla mnie nie jest to zderzenie z legendą, więc duetowi Polch/Parowski będzie łatwiej tego dokonać. W podobnej sytuacji jest pewnie wielu czytelników młodszego pokolenia. Co ciekawe, opis pierwszych komiksów u Kołodziejczaka, pokrywa się także z tym, co mamy na planszach zaprezentowanych w numerze – widać na nich „kapitalną robotę Bogusława Polcha”. Fabuła może okazać się nieco zbyt hermetyczna dla osób nie znających Kovala, ale następne odcinki zapowiadają się interesująco. Wrażenie szczególnie robi ostatnia, surrealistyczna strona, w której Dritt` Adr-Atta gra na fortepianie, a z oddali nadjeżdża lokomotywa.

Choć nowe przygody Funky`ego to najważniejszy, ale wszak nie jedyny element październikowego numeru magazynu. W części publicystycznej jest jeszcze zapowiedź „Drużyny”, niezależnego filmu realizowanego przez grupę pasjonatów, oraz tekst o komiksowych horrorach i... to tyle. Tylko tyle. Artykuły w „Nowej Fantastyce” były, obok felietonów i opowiadań, najbardziej wartościową częścią magazynu. Brak tego typu tekstów, przeznaczonych dla zafascynowanego nauką lub dla bardziej wyrobionego czytelnika (połowa tekstu Deptucha, to wstęp dla tych, którzy z komiksami dopiero zaczynają) jest sporym zawodem. Jeśli do tego dołożymy to, że od dłuższego czasu jedynym felietonistą (choć raczej recenzentem) „Nowej Fantastyki” jest Łukasz Orbitowski i porównamy obecny magazyn z tym sprzed kilku lat (gdzie byli chociażby Oramus, Dukaj, Jęczmyk, Grzędowicz), czy nawet z konkurencją, można odnieść wrażenie, że doszło do sporego regresu. Daleki jestem od twierdzenia, że mamy do czynienia ze „śmiercią publicystyki w magazynie”. Coś jednak jest na rzeczy i szkoda, że „Nowa Fantastyka” jest dziś pod tym względem cieniem samej siebie.

Przy omawianiu publicystyki, trzeba wspomnieć jeszcze o dwóch rzeczach. Po pierwsze, umieszczanie wśród „zwykłych” artykułów tak zwanych artykułów sponsorowanych i bardziej rozbudowanych tekstowo reklam, może być kłopotliwe. Zazwyczaj toleruję tę formę promocji i do tej pory nie widziałem powodu, by zwracać na nią uwagę, opisując czasopisma z fantastyką. Jak się jednak okazuje, nie każdy jest z nią zaznajomiony i stąd dwie reklamowe strony o dodatkach do gry Dragon Age, mogą zostać wzięte za teksty pisane przez redakcję. Druga kwestia dotyczy recenzji. Nie chodzi o ostatnie zmiany w tym dziale, a o tekst opisujący „Czaropis”. Zachęcił mnie on co prawda do sięgnięcia po tę książkę, czyli spełnił swoje zadanie, ale jednocześnie nie spełnił moich oczekiwań. Wolałbym przeczytać recenzję bardziej analityczną czy refleksyjną - eseistyczną, w mniejszym stopniu będącą „klasycznym” opisem tego, co znajdziemy w danej pozycji. Magia w „Czaropisie” byłaby świetnym pretekstem do tego typu rozważań. No i dobrze by było, gdyby „Czas fantastyki” nie był jedynym miejscem, w którym czytelnik może spotkać się z wnikliwą krytyką literacką. Tu jeszcze jedna uwaga: mam nadzieję, że pierwsza, a zarazem najbardziej obszerna, recenzja książkowa nie będzie co miesiąc opisywała kolejnych tytułów z serii rekomendowanej przez „Nową Fantastykę”. A jeśli nawet, to że oprócz niej pojawi się jeszcze jeden tekst podobnej jakości i długości. Nie chcę po prostu by sprowadzono tę pierwszą stronę działu recenzji do roli reklamy nowej serii wydawniczej.

„Nowej Fantastyki” nie kupuje się jednak ze względu na artykuły i recenzje. W magazynie literackim najważniejsze są przecież opowiadania. Trudno tu przebić „Fantasy & Science-Fiction”, ale teksty z październikowego numeru NF zostały dobrze dobrane i tu widać zróżnicowanie i zbalansowanie „oferty”. Szczególnie ucieszył mnie powrót do Wilżyńskiej Doliny. Anna Brzezińska pisze w piękny sposób, a jej pikareski mają w sobie tyle uroku, że nie potrafię się przy nich nudzić. Do tego charyzmatyczna Babunia Jagódka, chyba jedyna postać w polskiej fantastyce, którą można próbować porównywać z Babcią Weatherwax Pratchetta. W „Powrocie kmiecia” Brzezińska znakomicie buduje napięcie pomiędzy postaciami i sprytnie nim rozgrywa. Rozwiązanie konfliktu wydaje się jednak zbyt proste. Usprawiedliwia to konwencja, ale i tak zakończenie na zasadzie „by wilk był syty i owca cała”, może się wydać trochę rozczarowujące.

Podobne wrażenia wywołuje opowiadanie „Słaby” Paula L. Mathewsa. Nie brakuje w nim akcji, ani dramaturgii, a i zabawy z narracją mogą się podobać. Brak wyjaśnienia dla słabości Manfreda i sposób w jaki Mathews kończy tekst, zostawiają jednak czytelnika z uczuciem niedosytu. Ciekawy jest tekst Arkadego Saulskiego. Publikacja jego „Dzieci syberyjskich” to raczej ukłon w stronę debiutów i promocji młodych autorów, bo opowiadanie pomysłem nie zaskakuje i jest nieco naiwne (zakończenie z „jedynym sprawiedliwym”). Może jest to spowodowane tym, że autor nie miał pomysłu jak wątek dzieci dalej rozwinąć i uciął go w dogodnym momencie. Mimo to, Saulski umiejętnie buduje opowieść i sprawnie operuje słowem.

Czytelnikom, szukającym bardziej ambitnych opowieści, spodobają się teksty Janusza Cyrana i Kealana P. Burke`a. Ten pierwszy ze swoją „Fugą temporalną” w oryginalny sposób opisuje podróże w czasie. Nie wiem, jaka była pierwotna wersja opowiadania, o której pisze Maciej Parowski, nie wiem też jakie były do niej zastrzeżenia, ale opublikowany tekst intryguje i skłania do myślenia. Z kolei w „Pajęczej matni” Kealan P. Burke robi wrażenie świetnie zbudowanym nastrojem osamotnienia, tęsknoty. Opowiadanie jest klaustrofobiczne, czytelnik, towarzysząc głównemu bohaterowi, przekonuje się, jak strasznym więzieniem może być ludzki umysł. Czytając „Pajęczą matnię” można poczuć się jak w klatce. Ile w tym fantastyki? Cóż, jest tu odrobina niesamowitości, ale przede wszystkim to po prostu dobre opowiadanie.

Na koniec wypada wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, której znaczenie nie jest zbyt duże, ale jest ona wyraźnie widoczna. Na okładce październikowego numeru znajduje się ta sama grafika co na „Czaropisie”. Rozumiem taką praktykę (tym bardziej, że konkurencja ją stosuje) i na pewno pojawienie się serii wydawniczej polecanej przez redakcję magazynu jest ważnym wydarzeniem, ale podchodzę do tego sceptycznie. Cieszyłbym się, gdyby w następnych numerach na okładkach pojawiały się unikalne grafiki. Tak jak to było do tej pory.
KOMENTARZE (2) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
wadik 13 lis 2010, 16:54
Rzadko kiedy sięgam po NF, więc również zaskoczyła mnie tak duża zmiana w ilości publicystyki. Niestety, zmiana na gorsze. Główny powód, dlaczego sięgnąłem po ten numer, to opowiadanie Ani Brzezińskiej. Zachęcony "małym kawałeczkiem pysznego tortu", skusiłem się na całość, czyli niedawno wydany zbiór. Kawał dobrej lektury. ^^
Wiedźma 13 lis 2010, 15:24
Nadmierna ilość tekstów, sprawiających wrażenie sponsorowanych, była jednym z głównych powodów,dla których przestałam NF kupować. Brak publicystyki także smuci.

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 24 mar 2019, 06:31 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka