Wampirza Missisipi

George R. R. Martin
„Ostatni rejs "Fevre Dream"”
Ocena recenzenta
4.0/5
Ocena użytkowników
4.5 (2 głosy)
Widząc nową okładkę „Ostatniego rejsu Fevre Dream” George'a R.R. Martina, pierwsze skojarzenie niezorientowanego czytelnika może brzmieć: kolejna książka o wampirach, wydana na fali popularności tego tematu. Jest to ocena o tyle krzywdząca, że powieść autora „Pieśni Lodu i Ognia” powstała dużo wcześniej niż obecna moda na wampiryzm. Sposób prowadzenia narracji i opisu bohaterów też jest zresztą niewspółczesny.

Martin bardzo szybko wprowadza na literacką scenę wszystkich swoich bohaterów. Właściwie od pierwszych stron wiadomo, kto tu jest człowiekiem, a kto nieumarłym. Na pierwszy rzut oka, w kreacji wampirów autor jest do bólu klasyczny. Na szczęście – Martin przełamuje kilka schematów, wprowadzając do powieści pewne urozmaicenia.

Joshua York, ekscentryczny i szalenie bogaty mężczyzna postanawia zlecić szpetnemu, ale doświadczonemu kaptanowi stworzenie najpiękniejszego statku, jaki kiedykolwiek pływał po Missisipi. Zastrzega przy tym, że wchodząc do spółki, stary Abner Marsh nie powinien zadawać żadnych pytań. Pomimo pewnych wątpliwości, kapitan przystaje na żądania cudzoziemca, dostrzegając w nim wspólną pasję i szacunek dla parostatków.

Cechą charakterystyczną dla tej powieści jest wolny sposób narracji. Tu nic nie rozgrywa się natychmiast. Bohaterowie wprowadzani są na scenę kolejno, aby czytelnik miał czas dogłębnie ich poznać, zanim jeszcze dojdzie do konfrontacji z innymi postaciami. Akcja toczy się jak turbiny parostatku na rzece – konsekwentnie stawiając czoła przeszkodom, ale w sposób całkowicie kontrolowany. Sprzyja to budowaniu nastroju swoistej melancholii, tak pasującej do opisywanego tła powieści.

Martin porusza kilka istotnych kwestii, takich jak lojalność, honor i przyjaźń. Ukazuje, jak człowiek z zasadami niekiedy musi podejmować trudne wybory w taki sposób, aby nie zaprzeć się przy tym samego siebie. Autor nie podpowiada bohaterom, co zrobić, aby wyjść z opresji bez szwanku. W powieści, jak w życiu – aby coś zyskać, trzeba coś stracić.

Także fani wampirów nie powinni czuć się zawiedzeni. Z jednej strony widzimy tu ukłon w stronę Brama Stokera i wizerunku wąpierza jako hrabiego, arystokraty. Martin przełamuje jednak tę wizję, pokazując dzieciństwo Joshu'y Yorka, jego dalsze losy oraz pochylając się nad samą budową i genetyką nieumarłych. W wizji Martina wampirem nie można się stać – nim trzeba się urodzić.

Jeśli więc ktoś spodziewa się po „Ostatnim rejsie Fevre Dream” trzymającego w napięciu horroru – trochę się zawiedzie. Autor powieści nie straszy, bardziej poucza i wskazuje na to, czym jest ludzka natura. Powieść Martina jest nieco sentymentalna, choć wciągająca – jak rzeka, z którą topielec nie ma już siły walczyć. Powieść i tak zwycięża i, pomimo znacznej rozbieżności z aktualnymi trendami, - broni się sama.


Dziękujemy wyd. ZYSK i S-ka za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.
KOMENTARZE (2) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Wiedźma 14 lis 2010, 12:37
Wadik - akcja tej powieści rozgrywa się w drugiej połowie XIX wieku ;). Więc generalnie jest sporo realiów związanych z żeglugą po rzecze, ale stricte steampunku tam raczej nie ma. Choć klimat a la Mark Twain jak najbardziej ;).
wadik 13 lis 2010, 17:18
No, no, no. Powieść z wampirami i najpiękniejszym parostatkiem na Missisipi zapowiada się interesująco. Ten parostatek brzmi bardzo steampunkowo, jest w książce może więcej podobnych elementów? :D
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 maja 2019, 19:36 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka