Zimniak na zimno

Zimniak Andrzej
„Śmierć ma zapach szkarłatu”
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
"Zemsta najlepiej smakuje na zimno" - powiadają niektórzy. Być może jest w tym trochę prawdy. Starannie przemyślana, opracowana w najdrobniejszych szczegółach- idealna do delektowania się, jeżeli tylko ktoś jest uodporniony na wrzody i długotrwały stres. Chciałabym powiedzieć, że Zimniakiem, a raczej jego opowiadaniami, też należy delektować się w ten sposób. Niestety, byłoby to wierutne kłamstwo.

Opowiadania ze zbioru, zatytułowanego tak, jak jego pierwszy tekst, czyli "Śmierć ma zapach szkarłatu" są przeciętne i nierzadko przewidywalne. Autor bardzo zgrabnie rozpoczyna kolejne teksty, jednak wykończenie pozostawia wiele do życzenia. A jak powiedział pewien polski polityk: "prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy". Jakkolwiek zdanie wyrwane z kontekstu, doskonale pasuje do zrecenzowania tego tomu, wydanego przez Fabrykę Słów.

Tytułowe opowiadanie ukazuje losy terrorysty i szpiega, którego skazano na karę śmierci. Jednak tuż przed wykonaniem wyroku dostaje on propozycję z serii tych, których się nie odrzuca. W zamian za możliwe zminimalizowanie bólu, mężczyzna zgadza się na poddanie eksperymentom naukowym. Zmierzają one do stworzenia żołnierza nowego typu, mającego wykonywać zadania specjalne... Tekst, jakkolwiek obiecująco się zaczyna, z czasem mocno traci na wyrazie.

"Rozpakuj ten świat, Evitt" to opowiadanie krótkie, ale na swój sposób urocze. Jest to dość interesująca reinterpretacja bardzo popularnego, biblijnego wątku. Czytelnik poznaje tu stare małżeństwo - prawdopodobnie ostatnich ludzi na ziemi. Żyją oni w całkowicie skomputeryzowanym świecie. Tekst momentami jest nawet przewrotny. No i ma bodaj najlepsze zakończenie spośród opowiadań, zawartych w zbiorku.

"Klatka pełna aniołów" wskazuje na portret silnego, pewnego siebie mężczyzny, który już na początku szuka guza - przynajmniej pozornie. Okazuje się jednak, że tak naprawdę szuka "zgredów" - ludzi, których dusze mógłby sobie podporządkować i przejąć ich siłę czy zdolności. Niestety, zakończenie znowu mnie rozczarowało. Chociaż w tym przypadku byłabym skłonna przyznać, że dla pewnej specyficznej grupy odbiorców mogłoby być ono zadowalające.

"Miłosne dotknięcie nowego wieku" to eksploatacja powielanego setki razy wątku stacji na obcej planecie (w tym wypadku jest to Tytan) i zagrożenia ze strony obcych, groźnych przybyszów. Nic nadzwyczajnego ani oryginalnego tu nie znajduję.

"Czterdziestu małych kochanków" rozpoczyna się obiecująco: szaloną podróżą na daleką i niebezpieczną Północ. Oczywiście, przyczyną kłopotów jest kobieta, która wciąga w zabawę swojego kochanka sprzed lat (typowego pantoflarza), a także zapijaczonego męża (do którego niewiele już dociera). Tekst niezły, chociaż odrobinę za krótki. Gdyby go nieco poszerzyć i dopracować, to mógłby być interesujący. A tak, to tylko rozbudza apetyt jak przystawka, po której nie następuje już nic.

"Piknik w Krainie Oczekiwań" i "Trzydzieści przygód miłosnych pustelnika z Teresitas" to dwa opowiadania, będące ze sobą fabularnie związane. Spotykamy tu hrabiego, jego piękną córkę, jej wybawiciela z opresji, starego maga i wszystko inne, co tyle razy już widzieliśmy. Tylko smoka wawelskiego mi brakowało. Tekst z założenia humorystyczny, w efekcie odrobinę sztuczny i momentami nudny.

"Przygoda ostatniej blondynki" to kolejne opowiadanie, w którym wymieszane jest fantasy z s-f, a wszystko to (bo ciebie kocham...) tworzy tekst poprawny, ale mało wciągający. Chociaż tutaj pojawia się jeden z lepszych motywów, czyli lody z lalek. Szkoda, że chodziło w nim dokładnie o to, na co czytelnik wpada bez większego wysiłku intelektualnego.

"Wiano, kobiety i śmiech" porusza tematykę klonowania i tego, jak to wszystko będzie wyglądać. Niemniej, nie polubiłam zarysowanych tu bohaterów. Sprawiają wrażenie refleksyjnych tylko na pokaz. Chociaż czego wymagać od tak krótkiego tekstu...

"Przynieś mi serce Matki Teresy" opowiada historię pewnego nurka, podróżującego między światami. Rzecz jest o miłości. Znośne, chociaż chcąc poczytać coś ckliwego wolałabym wziąć się za sonety Petrarki.

"Egzorcysta" opowiada o przybyszach z innych światów i generalnie w ogóle mi się nie podobało, pomimo całej mojej sympatii do s-f.

"Na końcu będzie słowo" to ostatnie z opowiadań. Przybiera ono formę listów o różnej treści. Widzimy tu swoiste obrazy futurystycznej egzystencji, które są jednak zbyt mało wyraziste by oczarować wymagającego czytelnika.

Podsumowując, tym razem Andrzej Zimniak się nie popisał. Opowiadania w zbiorze "Śmierć ma zapach szkarłatu" są sztampowe, momentami pisane sztucznym językiem ("ruszaj więc za mną, nad podziw dzielny młodzieńcze" - kto tak, do cholery, mówi?!). Zabawa konwencją, którą autor urządza, od czasu do czasu zda się uroczą, ale na dłuższą metę męczy niemiłosiernie. No i ten powielający się schemat: mężczyzna - bohater, wraz z wianuszkiem pięknych kobiet... "Robię akurat tyle, na ile mnie stać" - mówi bohater "Egzorcysty". I niech to zdanie wystarczy za komentarz.



Beata `Wiedźma` Kukiełka

Tytuł: "Śmierć ma zapach szkarłatu"
Autor: Andrzej Zimniak
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 396
Cena: 26,99 zł
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 26 kwi 2019, 03:34 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka