Pierwszy róg - fragment

Richard Schwartz
„Pierwszy róg”
Ocena recenzenta
5.0/5
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Rozdział 1

W zajeździe Pod Głowomłotem gościłem już wiele
razy, toteż do moich przywilejów należało posiadanie
osobnego stołu nieopodal szynkwasu. Miałem stamtąd
dobry widok na drzwi, czysty zbieg okoliczności jednak
zrządził, że podniosłem wzrok akurat w chwili, gdy
wkroczyła do izby.
Kobieta wiedziała, jak zrobić dobre wejście: najpierw
błyskawica rozświetliła przez szpary w okiennicach wnętrze
karczmy, potem ziemię wprawił w wibracje grzmot.
Z pewnością tylko przypadek sprawił, że dokładnie
w tym momencie pchnęła drzwi izby i zimny powiew
zgasił połowę dymiących świeczek łojowych.
Wiatr zimnymi palcami pochwycił skrzydło drzwi
i zatrzasnął je za nią z taką siłą, że obawiałem się, iż
zerwie się skórzany rzemień służący za zawiasy. Jaskrawa,
oślepiająca jasność ponownie wlała się przez każdą
szczelinę w ciężkich okiennicach; gospodą wstrząsnął
nowy grzmot.
Do wtóru świszczącego wiatru niemo taksowaliśmy
ciemną postać. Ten i ów przeżegnał się znakiem Trój

6 Richard Schwartz

cy, ktoś ucałował idole, któryś z żołnierzy zawołał imię
boga, o którym chyba nikt wcześniej tu nie słyszał.
Przez chwilę stała tak w ciszy, pozwalając, byśmy
mierzyli ją spojrzeniem. Płaszcz o barwie nieba o północy,
ciężki i mokry od jazdy konno w jednej z najgorszych
śnieżnych burz dekady, nie ukrywał jej kobiecości,
mokra tkanina wręcz podkreślała jej kształty. Kaptur był
zsunięty głęboko na twarz i w niepewnym świetle pozostałych
świec ukazywał zaokrąglony, zdecydowany podbródek
oraz pełne usta, zaciśnięte teraz w wąską kreskę.
Po jeździe w takiej zamieci też nie byłbym w najlepszym
humorze.
Jej cera była jasna, biała jak śnieg, który właśnie
groził zasypaniem tej gospody na odludziu. Długa peleryna
zakrywała resztę jej osoby – z wyjątkiem czubków
kolczych butów, a choć na suknie osiadło mnóstwo maleńkich
płatków, dało się zauważyć granatową poświatę
typową dla mithrilu.
Nad jej lewym ramieniem wznosiła się rękojeść miecza
bękarciego, dla każdego doskonale widoczna przez
pęknięcie w pelerynie. Srebrny smoczy łeb znajdował się
wyżej niż jej głowa, a oplot rękojeści z ciemnej skóry prowadził
do jelca w kształcie dwóch łap – srebrne pazury
w migotliwym półcieniu wyglądały niemal jak żywe, zaś
ślepia smoka były groźbą z ciemnego rubinu. Po rękojeści,
po całej jej postaci przebiegł błędny ognik i unurzał
ją w słabym błękitnym blasku, gdy uniosła rękę, żeby
zsunąć kaptur i rozpiąć płaszcz.

PIERWSZY RÓG 7

Blada twarz robiła nie mniejsze wrażenie niż wejście
kobiety. Była klasyczną pięknością, choć jej oczy żarzyły
się lekko czerwienią. Włosy, które odsłoniła, splecione
były w długi, płowy warkocz, biały niemalże, i w świetle
błędnego ognika zdający się jarzyć wewnętrznym blaskiem.
Albinoska – lub jedna z legendarnych elfek.
Pancerz, który ukazał się pod rozpiętym płaszczem,
zaliczał się do tych skarbów, o jakie waśniły się królestwa:
kolczuga z mithrilu, delikatna i miękka jak jedwab
oraz niewiele cięższa od skóry; opływała jej kształty niczym
granatowa rzeka i otulała ją poświatą. W splotach
kolczugi na jej piersi zamajaczył gryf, rozżarzył się, przygasł
i pojawił ponownie w rytmie jej oddechu. Biodra
nieznajomej opinał szeroki pas mieczowy – podkreślał
jej wąską talię i podtrzymywał kolejny miecz: długi, o nie
mniej wyborowym wykonaniu.
Rękawiczki, które teraz zdjęła, były z granatowej
skóry, miękkie i gładkie, połyskliwe, z widocznymi drobnymi
łuskami. Pokręciłem powoli głową, nie dowierzając
własnym oczom. Umiałem rozpoznać smoczą skórę,
ale ta nie tylko pochodziła od smoka, lecz została zdjęta
z pewnej bardzo szczególnej części jego ciała. Nie wiem,
jakie bydlę poświęciło skórę na te rękawiczki, ale na pewno
nie miało już pożytku ze swych jąder.
W karczemnej izbie było może z czterdzieści osób,
a każda z nich była zahipnotyzowana jak królik pod wzrokiem
węża. Tak działał wyraz malujący się na jej twarzy
i spojrzenie czerwonych oczu, którym nas omiotła.

8 Richard Schwartz

– Jestem sera maestra de Girancourt. Noszę Kamienne
Serce, Ostrze Sprawiedliwości.
Więc w dodatku jest związana z mieczem. Trudno
było się spodziewać czegoś innego, sądząc po rękojeści
nad jej ramieniem. Smoczy łeb zdawał się lustrować izbę
wzrokiem tak samo jak ona.
Dostojny gość, jak na tę nędzną chałupę, w rzeczy
samej. To wyjaśniało również, dlaczego dotarła tu żywa.
Taka zbroja może i chroniła, jednakowoż warta była
majątek. Zastanawiałem się, ilu zbójów i wyjętych spod
prawa skusiło się i poczuło Kamienne Serce na własnej
skórze.
Jej głos był jak ona sama: klarowny i emanujący zimowym
chłodem. Docierał do każdego ucha w tym pomieszczeniu,
pozostawiając wrażenie lodowatego piękna
i jeszcze bardziej lodowatej woli.
Karczmarz – nieduży, przysadzisty mężczyzna
z rzednącymi włosami – pierwszy otrząsnął się z przestrachu.
Dojrzał jej wyczekiwanie, nakazujące mu podejść,
i z głębokim pokłonem spełnił niemy rozkaz.
– Witamy Pod Głowomłotem, w najlepszym zajeździe
między Lassahndaarem a Coldenstattem. – Słuszna
uwaga, przyjacielu. Zwłaszcza że było to też jedyne
schronienie, jeśli nie chciało się nocować w starej warowni
na przełęczy. A tego nikt nie chciał. Za dużo duchów. –
Jestem Eberhard, karczmarz. Niech mój skromny dom
będzie i waszym, pani. Dam wam najlepszy pokój, tylko
muszę go zwolnić.

PIERWSZY RÓG 9

– Na razie byłabym wdzięczna za dobrą pieczeń
i zacne wino – odparła sera.
– Oczywiście, oczywiście… – Gnąc się w uniżonych
pokłonach, zaprowadził damę do stołu obok mojego
i zapewnił, że zostanie natychmiast obsłużona. Kobieta
płynnym ruchem odpięła pochwę z Kamiennym Sercem
i postawiła na czubku obok stołu, gdzie utrzymała się
w pionie bez żadnego oparcia – prosta oznaka, a jednak
sprawiająca wrażenie, że to jeden z mieczy związanych
z tym, kto go nosi.
Dziewka służebna nadbiegła i postawiła na stole
przed serą podgrzany cynowy kubek z czerwonym winem
i drogocennymi goździkami. Potem dygnęła z szacunkiem,
by natychmiast czmychnąć z powrotem do
kuchni. Karczmarz tymczasem odwrócił się do mnie;
domyślałem się, czego chce.
– Ser! Musicie zrozumieć, panie… – zaczął. Czekałem.
– Sera potrzebuje pokoju. Z pewnością nie będziecie
mieli nic przeciwko temu, by odstąpić takiej damie
wasz. To najlepszy pokój, jak wiecie…
– Nie – odparłem kategorycznie. – To mój pokój.
Płacę królewską monetą, i to za pełne trzy tygodnie. Nie
zwolnię go.
– Ale nie możecie przecież… – Gestykulował żywo,
w jego oczach malowała się desperacja.
– Dajcie jej inną izbę, tylko odrobinę gorszą od mojej.
Powędrował wzrokiem do dowódcy żołnierzy, który
siedział z piątką swoich ludzi przy innym stole i grał

10 Richard Schwartz

w kości, zanim sera ożywiła wieczór swym przybyciem.
Mężczyzna uśmiechnął się jadowicie, pokazując żółte jak
u drapieżnika zęby. Tylko spróbuj, człowieczku – zdawał
się mówić tym uśmiechem.
Gospodarz odwrócił się z powrotem w moją stronę,
szukając pomocy.
– Ależ panie, widzicie przecież, że żołnierze nie
ustąpią. Błagam!
Zdawałem sobie sprawę, że sera śledzi naszą rozmowę.
Zajęła najlepszą z możliwych pozycję, podobnie jak
ja uznając, że korzystnie będzie mieć za plecami szynkwas.
Śledziła wzrokiem izbę, a raz po raz również mnie.
Nawet drgnieniem nie dawała poznać, że jest zainteresowana
moją rozmową z karczmarzem, wiedziałem jednak,
że słucha. Nie omieszkała również zlustrować żołnierzy,
u których pod mgiełką upojenia wyraźnie dało się
rozpoznać pożądliwość.
– Dajcie jej pierwszy z brzegu wolny pokój – oznajmiłem.
– Weźmie go i będzie wam przychylna, że zaoferowaliście
jej najlepsze pomieszczenie, pomimo iż było
już wynajęte. Gdybyście jej tego nie obiecywali, nie bylibyście
teraz w opresji.
– Ale…
– Zróbcie to. – Nie podniosłem tonu w znaczący sposób,
ale pochwyciłem wzrokiem jego spojrzenie. Oczy
karczmarza rozwarły się szeroko. Pokiwał żarliwie głową.
Drżącym głosem wyjaśniał teraz serze, że może jej zaoferować
tylko skromny nocleg, że nie chce jej obrażać, ale…

PIERWSZY RÓG 11

Uniosła szczupłą rękę.
– W porządku, dobry człowieku. Zadbaj o ty, by
pchły nie dokazywały za bardzo, to mi wystarczy.
Karczmarz pokiwał ochoczo głową, nie mogąc
uwierzyć, że tak łatwo mu wybaczono, a potem dał dyla
do kuchni, gdzie chciał ze szczególną starannością przygotować
pieczeń.
Ona zaś skorzystała z okazji, by obejrzeć sobie każdego
w izbie i zorientować się w sytuacji. Jej spojrzenie
w końcu spoczęło na mnie. Odwzajemniłem je bez
drgnienia powieki.
Wiedziałem, co widzi. Ciemną opończę z grubego
lnianego sukna i skóry, głęboko opuszczony na twarz
kaptur i podłużną skórzaną sakwę, opartą o ścianę za
mną. Dłonie miałem schowane w rękawach, przed sobą
kubek z ledwie tkniętym winem. Pod opończą szerokie
barki. Kiedy powędrowała wzrokiem ku mym stopom,
rozpoznała buty kolcze, niewiele różniące się od jej
własnych, lecz znacznie mniej kosztowne i wykonane
z mniejszym kunsztem. Nie chciałem, by było widać więcej.
Poza tym w izbie było chłodno, a ja od jakiegoś czasu
marzłem łatwiej niż niegdyś. Dość powodów, by otulić
się peleryną.
– Szukam Roderica von Thurgau – podjęła chłodnym
głosem. – W Lassahndaarze powiedziano mi, że
zamierzał poszukać kwatery na zimę w tej opuszczonej
przez bogów okolicy. Jego opis pasuje do was. Czy to wy
jesteście tym, kogo szukam?

12 Richard Schwartz

Westchnąłem w duchu. Zapewne musiałem nim być,
wszak nie byłem podobny do nikogo innego w tej izbie.
– Thurgau nie żyje. Od niemal trzydziestu lat. Poległ
w bitwie pod Avincorem.
– Tak mówią. – Wstała z miejsca, bez zastanowienia
zabierając do mego stołu Kamienne Serce. Postawiła
miecz obok siebie.
– Pozwolicie? – zapytała po fakcie, siedziała już bowiem.
Nie poruszyłem się.
– Nie.
Uniosła brew.
– Nie życzycie sobie, bym zajęła miejsce przy waszym
stole?
– Dobrze to ujęłyście, sera. Szukam tu spokoju po
trudach podróży, nie mam nastroju na babskie gadanie.
Zamrugała raz, drugi.
– Jesteście opryskliwi.
– Tak, a wy nadal tu siedzicie. Wasze wino czeka na
tamtym stole.
Skinęła głową.
– Karczmarz zaraz mi je przyniesie.
Eberhard usłyszał jej słowa i pośpieszył, by podać jej
pucharek z ciemnej cyny.
W podzięce obdarzyła go uśmiechem. Przez moment
myślałem, że karczmarz na miejscu padnie z zachwytu, ale
zaraz wziął się w garść i pomknął na zaplecze.
– Możecie się przesiąść, jeśli chcecie – zasugerowała
z uśmiechem. – Lecz wówczas będę musiała się ruszyć

PIERWSZY RÓG 13

ponownie, chciałabym bowiem zaproponować wam interes.
– Nie jestem zainteresowany. – W rzeczy samej zebrałem
się do odejścia, lecz ona sięgnęła ku szyi i wysupłała
mały woreczek. Opróżniła jego zawartość na dłoń
i upuściła na stół.
Był to ciężki sygnet, pierścień przeznaczony dla
mężczyzny, choć rozmiarem za mały na męski palec.
Ktoś wyraźnie kazał go zwęzić. Na rubinowym tle widniał
relief z kości słoniowej. Jednorożec i róża. Herb rodu
von Thurgau.
Przyjrzałem mu się.
– Piękna rzecz – oznajmiłem, siląc się na obojętny ton.
– Niegdyś był to zastaw waszego honoru.
– Honor łatwo dziś się przecenia. Przynosi śmierć
i niewiele szczęścia – odpowiedziałem jej. Wysunąłem
z opończy rękę, bez schowanego w niej sztyletu, i przytrzymałem
w górze. Wciąż była szeroka i silna, ale pergamin
mej skóry zdobiły ciemne starcze plamy. – Kiedy ser
Roderic dał jej ten pierścień, miała zaledwie dziesięć lat.
To było więcej niż trzydzieści lat temu, nie ujrzała go nigdy
więcej. Zginął bowiem, jak każdy wie, na przełęczy
Avincor. Wraz z rycerzami Związku. Żaden nie przeżył,
ale przełęcz utrzymali.
– Pamiętacie, jak wyglądała? – zapytała.
Wzruszyłem ramionami.
– Macie na myśli księżniczkę? Nie obracam się w tak
szacownych kręgach. Słyszałem jednak, że była drobna,

14 Richard Schwartz

jasnowłosa i chorowita. Ser Roderic zapewne również
widział niewiele więcej niż szczupłą rękę, która przyjęła
od niego pierścień. Tak głosi ballada. Wszyscy znają tę
historię.
– On i czterdziestu wiernych mu towarzyszy. Każdy
przysięgał jej, że odda życie, by obronić jej kraj przed barbarzyńcami.
Utrzymali przełęcz. Przez dwanaście dni. – Jej
głos zniżył się do szeptu, mówiła cicho, niemal nabożnie. –
Wystarczająco długo, by armia hrabiego Filgana przygotowała
się na przyjęcie barbarzyńców, gdy tylko przejdą przez
przełęcz. Tylko że oni nigdy nie nadeszli.
– Gdyby hrabia wysłał zwiadowców, zdałby sobie
sprawę, że mógłby uratować co najmniej połowę wiernych
kamratów. Lecz on tylko siedział na tyłku w swym
haftowanym perłami namiocie i czekał, co się stanie. –
W moim głosie zabrzmiała gorycz. Ale uraza była zaledwie
echem, cieniem minionych dni. Słabym jak ja. – Jestem
stary. To mnie łączy z ser Roderikiem. Miałby teraz
sześćdziesiąt lat, może więcej. Nawet gdybym nim był, do
czegóż przydałby się taki starzec serze maestrze? Nosicie
Kamienne Serce, ale macie również szkolenie w obejściu
z magią. Cóż takiego mógłby zrobić dla was ser Roderic,
czego nie potrafiłybyście same?
Obróciłem dłoń przed jej oczami.
– Ser Roderic jest znacznie starszy od was. A to, czego
od niego chcę, to porada.
– Ja mogę dać wam radę, byście zapomniały o nim.
Ser Roderic zmarł na tamtej przełęczy.

PIERWSZY RÓG 15

– Nie chcecie wiedzieć, dlaczego potrzebuję jego
rady?
Wzruszyłem ramionami i pociągnąłem łyk ze swego
pucharu. W końcu zapłaciłem za to wino. Zaskoczyło
mnie na korzyść. Nawet dało się je pić.
– Nieszczególnie. Za kilka lat nic już nie będzie
mnie interesowało. Może nawet za kilka miesięcy. Pewnie
już niedługo pozostanę na tym świecie.
– Miasto Kelar miesiąc temu zostało wzięte przez
Imperium Thalak.
Kelar. Pamiętałem wysokie mury, składy i spichlerze.
Zaskoczyły mnie jej słowa. Dwieście dziewięćdziesiąt
lat temu Kelar był oblegany przez prawie dwadzieścia lat,
ale się nie poddał. Niegdyś zainteresowałoby mnie to, lecz
dziś… – Oblężenie trwało od ośmiu lat. Można się było tego
spodziewać.
Podniosła wzrok.
– Nie macie w sobie współczucia?
– Współczucia? Wojna to wojna. – Zaletą wieku było
to, że można było wypowiadać takie słowa, nie czując się
przy tym idiotą.
– Imperator kazał zniszczyć miasto. Stracono każde
dziecko, każdą kobietę i każdego mężczyznę. A Melbaas,
Angil i Jatzka poddały się, nie chcąc dzielić tego losu.
– Melbaas się poddało? – To akurat była niespodzianka.
Nieprzyjemna niespodzianka. Miasto to uchodziło
za twierdzę nie do zdobycia. Z portem, jako zapleczem,
mogło stawiać opór w nieskończoność.

16 Richard Schwartz

– Thalak wykorzystał czarną magię do zdobycia
miasta. Wieść głosi, że kazał za dnia przerzucać katapultą
przez mury własnych martwych żołnierzy, by nocą
wskrzeszać ich do życia.
– Imponujące. I kreatywne.
Posłała mi miażdżące spojrzenie.
– Po upadku Kelaru królestwo Jasfaru ogłosiło całkowitą
kapitulację i jako rękojmię wysłało do księcia
Thalaku.
Westchnąłem. Wiedziałem już, dokąd to prowadzi.
Powoli pokiwałem głową.
– W ten sposób niemal nic już nie stoi między naszym
a jego królestwem. Nasza piękna księżniczka będzie
musiała pochylić swą płowowłosą głowę przed imperatorem.
Taki los koronowanych głów. Raz się klęka
przed nimi, raz oni klękają przed nami.
Uderzyła w stół zaciśniętą pięścią. Ledwie zdołałem
uchronić swój puchar przed przewróceniem się. Był jeszcze
prawie pełen, a mnie zaczęło suszyć od mówienia.
Wypiłem łyk, zanim dobre wino skończy bezsensownie
rozlane na stole.
– Ser, jak możecie mówić coś takiego! To nasza królowa!
Uniosłem ostrzegawczo palec.
– Nie mój kraj, nie moja królowa. Pochodzę z Letasanu.
– Ser Roderic…
– Nie jestem ser Roderikiem – przerwałem jej ponownie.
Złe maniery – kolejny przywilej wieku. Poza tym nie

PIERWSZY RÓG 17

miałem nic do stracenia, nawet gdyby miała przemienić
mnie w jeża. Kogo to obchodziło? Przypatrywałem się
własnej dłoni, która umoczyła palec w czerwonym winie
i nakreśliła na stole trójkąt. Z fascynacją przypatrywałem
się, jak wykonuje niewielki gest, sprawiający, że trójkąt
się rozżarza. W powietrze uniósł się zapach płonącego
drewna. – Na Trójcę, nie jestem ser Roderikiem. – Kolejny
drobny gest i poblask zgasł, pozostawiając jedynie
idealny trójkąt wypalony w drewnie. Zdumiewające, jakie
rzeczy człowiek przypomina sobie w chwili nieuwagi.
Kiedy znów podniosłem wzrok, zobaczyłem w jej oczach
zrozumienie i porażkę. O ser Roderiku wiadomo było, że
za pomocą magii nie potrafił nawet zapalić świecy. Był
wojownikiem, słynnym wojownikiem, lecz bez magicznego
talentu. Gdy ponownie się odezwałem, mój głos był
cichszy, bardziej przyjazny: – Czego właściwie od niego
chcecie, sera maestra?
– Potrzebuję eskorty przez Gromogóry, step, potem
królestwo Xian aż do Askiru.
– Askiru? To on w ogóle istnieje? Myślałem, że to
tylko legenda. A taka podróż musiałaby potrwać wiele
miesięcy. Jeśli wszystko poszłoby gładko. – Zapatrzyłem
się w puchar. Zdaje się, że wypiłem jednak więcej, niż
sądziłem, bo był niemal pusty. – Bezcelowa podróż, której
nie powinno się narzucać staremu człowiekowi. Nie
mówiąc o tym, że aby dotrzeć do Gromogór, trzeba pokonać
przełęcz. – Potrząsnąłem głową. – Daremne przedsięwzięcie,
nawet przy waszych magicznych mocach.
18 Richard Schwartz
Milczeliśmy przez chwilę. W tle słyszałem szmer
rozmów innych gości, cichszych teraz. Raz po raz rzucali
spojrzenia w naszą stronę. Nie podobało mi się to. Zapamiętają
serę, nie sposób było ją zapomnieć. I zapamiętają
starca, którego towarzystwa szukała tak jawnie.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 18 lip 2018, 06:01 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka