"Piter" - fragment ósmy

Szymun Wroczek
„Piter”
Ocena użytkowników
brak (0 głosów)
Projekt Dmitrija Głuchowskiego „UNIWERSUM METRO 2033”.
Powieść Szymuna Wroczka „Piter”
z rosyjskiego przełożył: Paweł Podmiotko.
Czyta: Krzysztof Gosztyła


fragment ósmy

Iwan skończył z „alladynem”, wrzucił go do metalowego pojemnika do dezynfekcji. Zdjął ubłocone gumowe buciory i odłożył w to samo miejsce. Teraz onuce. Odwinął je i odsunął twarz. Ten odór. Odparzone stopy pięknie parowały na wolnym powietrzu, jakby nie mogły się nacieszyć. Wrzucił onuce do pojemnika i pospiesznie położył na nim pokrywę. Koniec.
– To gdzie cię nosiło? – zapytała Katia puszczając go przodem. Niewyspana i rozdrażniona była jeszcze piękniejsza. Ściślej, stawała się piękna zawsze wtedy, kiedy się złościła.
– A jak myślisz?
Teraz trzeba zdać sprzęt według spisu. Część rzeczy to jego własność, reszta należała do wspólnoty. Zaczął ściągać przez głowę cienki golf, jęknął, złapał się za prawy bok. Co za kaszana! Skrzywił się, znieruchomiał z bólu. Chyba jednak żebra. Katia natychmiast rzuciła się mu na pomoc, pomogła zdjąć bluzę.
„Kobiety – pomyślał Iwan. – Jesteście takie przewidywalne…
Tylko byście kocięta ratowały. Albo tygrysy.”
– Z kim się biłeś? – spytała Katia i bezceremonialnie dźgnęła go palcem w pierś, prosto w krwiak. Kurna. Iwan jęknął przez zęby.
– Co, boli? – spytała Katia ze słabo skrywanym sadyzmem w głosie.
– Nie.
– A teraz?
Od kolejnego pchnięcia Iwan zgiął się wpół, powietrze uwięzło mu gdzieś między łopatkami. Zawył cicho, pokręcił głową.
– Aha – stwierdziła Katia. – Dobrze. Będziemy leczyć…
Po chwili wróciła z miseczką i gazą.
Iwan wyprostował się, otworzył usta. Katia wzięła się pod boki, odrzuciła głowę:
– Jeśli powiesz teraz to swoje idiotyczne „batooonik”, to strzelę cię przez łeb… o, tą miską, rozumiesz?!
Kiedy rany i zadrapania były już opatrzone, Katia poszła opróżnić miednicę. Potem przyniosła Iwanowi wodę do picia. Osuszył duszkiem szklankę z grubego szkła, zaraz jeszcze jedną – poczuł się lepiej. Katia nie wyglądała już na tak rozzłoszczoną. Kiedy się mył, wyjęła z torby czyste ubranie na zmianę. Położyła je na łóżku, obok Iwana, wyprostowała się, zapytała niedbale, jakby mimochodem:
– Więc to jutro?
– Jesteś piękna – powiedział Iwan. Katia spojrzała na niego. – I bardzo mądra. I rzeczywiście mogło coś z tego wyjść.
– Ale nie wyszło – Katia cicho wypuściła powietrze. – Obejmij mnie na koniec, Odyseuszu.
Iwan pokręcił głową.
– Nie mogę. Wybacz.
– Dlaczego?
Dotknął jej włosów, odgarnął ciemny kosmyk z twarzy. Uśmiechnął się samymi oczami.
– Jestem prawie żonaty. To chyba głupota, jak myślisz? – Ująwszy pod brodę podniósł jej głowę. Spojrzał w oczy. – Głupota?
– Nie – powiedziała Katia. – Sukinsyn z ciebie. Szczęściarz. Powinieneś się tarzać u jej stóp i dziękować za nią Bogu, ty cholerny głupcze! Rozumiesz?!
– Tak.
W ciemności za ścianą słyszeli chrapanie. Lampki nad wejściem przełączyły się na inny kolor – to zadziałał timer. Teraz namiot zalało czerwone światło – jakby był pełen krwi.
– Ty moja Królowo Saby. Moja Judyto.
– Lizus – powiedziała Katia. – Widzę, że dobrze znasz Biblię. – Katia odwróciła się, zaczęła przeglądać przybory. Wzięła elastyczny bandaż. – Podnieś rękę.
– Łatwo zapamiętuję historie o kobietach.
Katia uśmiechnęła się mimo woli. Skończyła przewiązywać mu żebra, zacisnęła supeł. Znów zabrzęczała pojemnikiem z instrumentami. W namiocie zapanowała dziwna, pełna napięcia cisza.
– A ona? – spytała w końcu Katia.
– Co z nią?
Katia stanęła i popatrzyła na niego:
– Kim ona dla ciebie jest? Według Biblii.
– Moją przyszłą żoną – odpowiedział z prostotą.
Katia czy to zapłakała, czy to się zakrztusiła – Iwan dokładnie nie wiedział. Odeszła na moment i wróciła ze słoiczkiem. Żółta, zastygła maść.
– Udało ci się, głuptasie. No, wyżej!
Podniósł głowę. W źrenicach Katii ujrzał białą sylwetkę wbiegającego w tunel tygrysa… Mrugnął. Wydawało mu się. Katia schyliła się i zaczęła mu smarować czoło zimną, cuchnącą maścią. Od jej oddechu czuł łaskotki i chciało mu się śmiać.
W następnym momencie usta Katii znalazły się tuż obok jego.
– Iwan, patrz, co dostałem!
Paszka wpadł do namiotu. Zamarł. Iwan i Katia odskoczyli od siebie. Paszka przeszedł między nimi, z łoskotem postawił na stole beczułkę, cofnął się. Niezręczna pauza. Paszka przyjrzał się obojgu i powiedział:
– Co ci się stało w gębę?
– Tak w ogóle to należy pukać! Pawle, kurna, Aleksandrowiczu – powiedziała Katia z gniewem.
Paszka tylko machnął ręką.
Iwan podniósł rękę i dotknął czoła. Boli. Dziwne, niby było schowane pod maską przeciwgazową. Ale numer.
– Poparzyłem się.
– A poważnie? – Paszka patrzył na niego z jakimś dziwnym wyrazem twarzy. Iwan nijak nie mógł się zorientować z jakim. – I jak to się stało?
Długo by opowiadać.
– No… tak jakoś. Karbidówka wybuchła – Iwan powiedział szczerą prawdę – to się poparzyłem.
– Taak?! – Paszka teatralnie klasnął w dłonie. – Ja cię kręcę! A ty co, całowałeś się z nią, czy jak? Z tą karbidówką?
– Paszka! – syknęła Katia.
– Co Paszka? – ten udał zdumienie. Iwan dawno zauważył, że ci dwoje nie mogą się znieść – jeszcze od czasu, kiedy miał z Katią romans. Ciekawe, że kiedy poznał Tanię, Paszka jakoś się uspokoił… Prawdę mówiąc, Iwan znał ją od dawna, ale wcześniej jakoś nie zwracał na nią uwagi. Idiota. A wtedy, po bezsensownej śmierci Koślawego…
Cholera.
Iwan wstał, pomacał bandaż opasujący mu żebra. Opaska była żółta, stara, prana nie raz. Pieprzona cywilizacja wielorazowego użytku! Czy tak to nazwał profesor Wodianik? Opowiadał jeszcze, że niegdyś, w średniowieczu, w klasztornych szpitalach przechowywano bandaże ze śladami starej krwi i ropy, poprzecierane prawie na wylot. Mówili, że jeszcze święty Tomasz, czy ktoś taki, przy ich pomocy leczył rannych. Przykładał do wrzodów. Taaa… A wyrzucić nie było wolno, bo ręce świętego dotknęły, więc bandaże teraz lepiej uzdrawiają…
Wodianik mówił, że świętością jednak trudniej się zarazić, niż mikrobami.
Bo inaczej wszyscy już byśmy chodzili po metrze z aureolami.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 19 cze 2019, 15:49 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka