• Królewska krew. Wieża elfów - fragment I

    Rozdział 1
    Skradzione listy



    W ciemności Hadrian niewiele mógł dostrzec, ale słyszał trzask gałązek, chrzęst liści i szelest trawy. Zorientował się, że napastników jest kilku, więcej niż trzech, i że się zbliżają.
    – Niech żaden z was się nie rusza – rozkazał szorstki głos dobiegający z mroku. – Mierzymy do was z łuków i zabijemy was w siodłach, jeśli spróbujecie uciekać.
    Hadrian zauważył jedynie niewyraźny ruch wśród nagich gałęzi.

  • "Wśród ukrytych. Wśród oszustów" - fragment

    W połowie września życie Luke’a toczyło się już wedle codziennej rutyny. Wstawał o świcie tylko po to, żeby mieć okazję posiedzieć na schodach i popatrzeć, jak reszta jego rodziny je śniadanie. Wszyscy się teraz spieszyli – matka musiała być w fabryce na siódmą, tata próbował doprowadzić wszystkie maszyny do porządku przed jesiennymi pracami polowymi, a Matthew i Mark musieli iść do szkoły. Tylko Luke miał czas, żeby ociągać się z jedzeniem niedosmażonego boczku i wyschniętego chleba. Nie próbował nawet prosić o masło, ponieważ to znaczyło, że któreś z pozostałych musiałoby wstać i przynieść je do niego, udając przy tym, że chce otworzyć okno albo po prostu przynieść z góry jakąś zapomnianą rzecz.

  • Diabłu ogarek - fragment I

    Rozdział I. W obronie sąsiada

    (...)
    Najpierw zażył antidotum, żeby następnego dnia nie mieć kłopotów z sikaniem. Węgiel z kości, kreda i kamień winny, grubo zawinięte w liście szczawiu smakowały ohydnie, kwaśno i mdło zarazem, aż język stawał kołkiem, na dodatek zgrzytały w zębach jak piasek, ale przez rozum zjadł, ile trzeba. Potem roztarł w dłoni owoc bielunia, po omacku odliczył półtora tuzina nasion, rozgryzł je starannie, nie bacząc na przenikliwą gorycz, połknął i aż się wzdrygnął. Czy prędzej zapił to wszystko odrobią gorzałki i odetchnął z ulgą.

  • Wichry archipelagu - rozdział II

    Splunął, by oczyścić usta z resztek niestrawionej larwy.
    Naprawdę jest aż tak zdesperowany? Aż tak ślepy?
    Potrzeba uratowania siebie i Wiktanii stawała się coraz silniejsza, w miarę jak zawodziły kolejne lekarstwa. Pokładał nadzieję w coraz dziwniejszych kuracjach, aż w końcu uwierzył, że robak przywieziony z pustyń na południe od Wielkiego Imperium powstrzyma wyniszczenie.

  • "Zakazana księga" - fragment

    DOPIERO ZA OSTATNIM ZAKRĘTEM DROGI na horyzoncie ukazała się zagroda i – jak zawsze w takiej sytuacji – serce Amosa zabiło szybciej na widok tej pełnej zakamarków drewnianej chatki, do której po lewej stronie przylegała waląca się obora, a po prawej – okolony chwiejącym się płotem ogród. Cała ta skromna posiadłość była położona w dolinie, otoczonej przez tworzący literę „u” potok Gründleinsbach, wzdłuż którego ciągnęły się z kolei sitowie i pastwiska. Swego czasu strumień napędzał istniejące tu niegdyś koło młyńskie, jednak młyn nie był używany już od trzydziestu lat, od czasu gdy Valentin Kronus wydzierżawiał ten folwark od pana von Hohenstein. Od tamtej pory uczony pustelnik zapełniał izby książkami i zwojami pism, zamieniając dawny młyn w bibliotekę.

  • Ziemia, powietrze, ogień i... budyń - fragment

    Rozdział 1




    Łagodny, rozmyty blask jutrzenki. Mała, samotna wyspa u wylotu stromego fiordu. Błysk przecina otulającą wszystko mgłę znad morza; głuchy brzęk stali o stal mąci złowieszczą ciszę.

  • Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie - Fragment II

    Wezwanie od klienta. Na ekranie wyświetla się:

    SKYWALKER, L

    - i w pierwszej chwili myślę: „O kurde, nieźle”, ale kiedy już tam docieram, okazuje się, że to nie, wiecie kto, w nieodłącznej, nieco dziewczęcej bluzie, miękkich butach i z talentem do wymachiwania mieczem świetlnym. To jego syn. Linus.

  • Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie - Fragment I

    W środku jest wystarczająco dużo miejsca, żeby jedna osoba mogła tu żyć bez końca, przynajmniej tak mówi instrukcja. Odizolowany użytkownik może przetrwać wewnątrz rekreacyjnego urządzenia do podróży w czasie TM-31 nieokreślony czas.

  • Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje - fragment

    1895

    1


    Wielki Salon na pokładzie „Imperatorowej Marsa” oszałamiał wykwintną subtelnością.
    Przepastne kanapy, obite najbledszym japońskim jedwabiem, były przemyślnie ustawione pod wysokimi gotyckimi oknami widokowymi. Stoliki na wszelkie okazje z wyżłobionymi, wygiętymi nóżkami uginały się pod srebrnymi tacami pełnymi pasztecików, tartinek i egzotycznych owoców. Na ścianach okrytych przepięknymi tkaninami sir Williama Morrisa lśniły w świetle elektrycznych żyrandoli ozdobne kryształowe lustra. Pochodzące z Jowisza ośmiokątne dywany na klonowych posadzkach urzekały oryginalnością, a orchidee z wenusjańskich lasów, w wazach z francuskiej porcelany, roztaczały delikatną, egzotyczną woń.

  • "Ona płynie w moich żylach" - fragment

    W łóżku jest czarno i cicho. Na suficie rzadkie plamy samochodowych świateł suną tak, jakby nad ranem nawet ruch uliczny spał. Kołdra mnie parzy. Parzy mnie pusta druga połowa łóżka, miejsce Anety, jej równa poduszka, jej równa kołdra, pod którą nie ma żadnego ciała. Przesuwam dłonią pod martwym kocem: prześcieradło jest chłodne.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 lis 2017, 22:27 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka