• "Piter" - fragment siódmy

    – Iwan, to ty, czy jak?
    Iwan chciał głośno zakląć, ale zabrakło mu sił, zresztą złości też.
    Odpowiedział po prostu:
    – To ja.

  • "Piter" - fragment szósty

    Opuścił głowę. Urwana macka wciąż wiła się u jego nóg. Tfu, żywotna zaraza!
    Ściągnął z twarzy maskę przeciwgazową, konwulsyjnie wciągnął powietrze. Woń Primorskiej uderzyła go w nos z taką siłą, jakby ktoś wciskał mu ją pięścią. Czuł posmak spalonej gumy na języku. Skrzywił się, splunął. Obmacał się. Ręce i nogi całe, reszta też… hmm, na miejscu. Miał rozpaloną twarz i głucho huczało mu w skroniach.
    Obejrzał się za siebie.

  • Bar dla potępionych, Rodział II

    Zegarek mozolnie przeciąga mijające sekundy. Krążąca powoli wąska i czarna wskazówka minutowa bezskutecznie próbuje zmieść z tarczy zbierający się od dekady kurz. Gdy wreszcie muska jedenastkę, a po nas – klientach – wciąż nie widać najmniejszej reakcji na upływ czasu, rozlega się grzechot deptanego podeszwami żwiru.
    Wszyscy usiłują nie spoglądać na drzwi, ale atmosfera natychmiast gęstnieje tak, że pewnie dałoby się zawiesić w powietrzu siekierę.

  • Bar dla potępionych, Rodział I

    Odwiedzam tę knajpę, żeby przynajmniej spróbować zapomnieć o swym bólu. Można tu znaleźć tak wiele cudzego cierpienia, iż teoretycznie od razu powinienem poczuć się lepiej, lecz z jakiegoś powodu nic takiego się nie dzieje.
    A jednak przyjechałem. Ja, ten sam co zwykle. Sobotnia noc „U Eddiego”.
    Na zewnątrz nie ma neonu ani szyldu. Nie ma niczego, co reklamowałoby lokal jako bezpieczny azyl, w którym można utopić smutek w alkoholu. To w zasadzie sensowne, ponieważ smutki tutaj nie toną, nie idą na dno, lecz jedynie zanurzają się na chwilę pod powierzchnię.

  • Królewska krew. Wieża elfów - fragment I

    Rozdział 1
    Skradzione listy



    W ciemności Hadrian niewiele mógł dostrzec, ale słyszał trzask gałązek, chrzęst liści i szelest trawy. Zorientował się, że napastników jest kilku, więcej niż trzech, i że się zbliżają.
    – Niech żaden z was się nie rusza – rozkazał szorstki głos dobiegający z mroku. – Mierzymy do was z łuków i zabijemy was w siodłach, jeśli spróbujecie uciekać.
    Hadrian zauważył jedynie niewyraźny ruch wśród nagich gałęzi.

  • "Wśród ukrytych. Wśród oszustów" - fragment

    W połowie września życie Luke’a toczyło się już wedle codziennej rutyny. Wstawał o świcie tylko po to, żeby mieć okazję posiedzieć na schodach i popatrzeć, jak reszta jego rodziny je śniadanie. Wszyscy się teraz spieszyli – matka musiała być w fabryce na siódmą, tata próbował doprowadzić wszystkie maszyny do porządku przed jesiennymi pracami polowymi, a Matthew i Mark musieli iść do szkoły. Tylko Luke miał czas, żeby ociągać się z jedzeniem niedosmażonego boczku i wyschniętego chleba. Nie próbował nawet prosić o masło, ponieważ to znaczyło, że któreś z pozostałych musiałoby wstać i przynieść je do niego, udając przy tym, że chce otworzyć okno albo po prostu przynieść z góry jakąś zapomnianą rzecz.

  • Diabłu ogarek - fragment I

    Rozdział I. W obronie sąsiada

    (...)
    Najpierw zażył antidotum, żeby następnego dnia nie mieć kłopotów z sikaniem. Węgiel z kości, kreda i kamień winny, grubo zawinięte w liście szczawiu smakowały ohydnie, kwaśno i mdło zarazem, aż język stawał kołkiem, na dodatek zgrzytały w zębach jak piasek, ale przez rozum zjadł, ile trzeba. Potem roztarł w dłoni owoc bielunia, po omacku odliczył półtora tuzina nasion, rozgryzł je starannie, nie bacząc na przenikliwą gorycz, połknął i aż się wzdrygnął. Czy prędzej zapił to wszystko odrobią gorzałki i odetchnął z ulgą.

  • Wichry archipelagu - rozdział II

    Splunął, by oczyścić usta z resztek niestrawionej larwy.
    Naprawdę jest aż tak zdesperowany? Aż tak ślepy?
    Potrzeba uratowania siebie i Wiktanii stawała się coraz silniejsza, w miarę jak zawodziły kolejne lekarstwa. Pokładał nadzieję w coraz dziwniejszych kuracjach, aż w końcu uwierzył, że robak przywieziony z pustyń na południe od Wielkiego Imperium powstrzyma wyniszczenie.

  • "Zakazana księga" - fragment

    DOPIERO ZA OSTATNIM ZAKRĘTEM DROGI na horyzoncie ukazała się zagroda i – jak zawsze w takiej sytuacji – serce Amosa zabiło szybciej na widok tej pełnej zakamarków drewnianej chatki, do której po lewej stronie przylegała waląca się obora, a po prawej – okolony chwiejącym się płotem ogród. Cała ta skromna posiadłość była położona w dolinie, otoczonej przez tworzący literę „u” potok Gründleinsbach, wzdłuż którego ciągnęły się z kolei sitowie i pastwiska. Swego czasu strumień napędzał istniejące tu niegdyś koło młyńskie, jednak młyn nie był używany już od trzydziestu lat, od czasu gdy Valentin Kronus wydzierżawiał ten folwark od pana von Hohenstein. Od tamtej pory uczony pustelnik zapełniał izby książkami i zwojami pism, zamieniając dawny młyn w bibliotekę.

  • Ziemia, powietrze, ogień i... budyń - fragment

    Rozdział 1




    Łagodny, rozmyty blask jutrzenki. Mała, samotna wyspa u wylotu stromego fiordu. Błysk przecina otulającą wszystko mgłę znad morza; głuchy brzęk stali o stal mąci złowieszczą ciszę.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 25 lip 2017, 13:45 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka