• Saga - fragment

    Moje pierwsze wspomnienie jest bardzo wyraźne: człowiek w garniturze i starym płaszczu przeciwdeszczowym pochyla się nade mną, na surowym obliczu wyraz troski. Po niedawnym deszczu na kamiennym gzymsie, wysoko nad nami, zbierają się czarne krople wody. Puchną i niechętnie, jedna po drugiej, spadają na tle ciemnego nieba.
    „Nic ci nie jest, dziewczynko?”

  • Stan wstrzymania - fragment

    Priorytet ma, kurka, cztery. Może powinna być trójka, ale dyżurny dał jej kopa w dół; sprawa została wdzwoniona jako jedynka, ale obywatel, który dzwonił, wyglądał na naćpanego, nieprzytomnego, czy coś – w każdym razie bez stuprocentowego kontaktu z rzeczywistością. Dlatego spuścili ją z trójki („patrol pojawi się na miejscu najszybciej jak można”) na czwórkę („w jakieś cztery godziny ktoś wpadnie i zbierze zeznania, jak nie będziemy mieć nic lepszego do roboty”), z tajemniczym dopiskiem („Zgł. coś bredzi o orkach i smokach. Leków nie wziął? Ale Zgł. 2 też. Oba nie wzięli leków?”).

  • Nieśmiertelność zabije nas wszystkich - fr. II

    Godzinę temu przysłał mi to mój przyjaciel, Jeff:

    Nie wiem, czy oglądałeś ostatnio w telewizji Allana Atkinsa, ale jemu coraz bardziej odwala. Nie interesuję się polityką, nie popieram jednych ani drugich – choć wiele z tego, co ten facet mówi, brzmi rozsądnie – ale jego wczorajsza mowa była dość szalona. Oto jej zapis:

  • Nieśmiertelność zabije nas wszystkich - fr. I

    Do dziś nikomu nie wyjawiłem, że zdecydowałem się przyjąć lekarstwo. Nie powiedziałem ojcu, siostrze ani żadnemu koledze z pracy – nikogo też nie pytałem o radę. Nie wiedzą, że to zrobiłem, podobnie zresztą jak ja nie mam pojęcia, czy oni czasem również nie przeszli kuracji. Słowem nie wspomniałem o tym nawet znajomemu bankierowi, od którego dostałem adres lekarza. Po pierwsze, nie zakończyłem jeszcze procesu i czułbym się głupio, rozpowiadając, iż stanę się nieśmiertelny, gdy wciąż istnieje możliwość, że mój zacny doktor zostanie za tydzień nakryty i trafi za kratki.

  • Dzieci demonów - rozdział I

    Mój mąż i ja umieściliśmy głowę z ciała, które znaleźliśmy, na wysokiej skale, gdzie zawsze będzie na nią padało światło słońca i księżyca. Za życia nosił mundur ludzi króla, lecz wśród przodków miał demona i splamił ziemię w miejscu, gdzie umarł. Mój mąż i ja modliliśmy się nad tą głową do bogini Erin i unosiliśmy oczy ku niebu, ku niej. Pościliśmy i pościliśmy, cały dzień. Piliśmy jedynie wodę, gdy księżyc wyłonił się zza chmur. Modliliśmy się i modliliśmy. W półmroku poranka Erin zesłała mi wizję. Zawyłam z bólu. Gdzie jest moje ciało?!! – wrzasnęła czaszka. Gdzie jest Rachel?!

  • "Piter" - fragment ósmy

    Iwan skończył z „alladynem”, wrzucił go do metalowego pojemnika do dezynfekcji. Zdjął ubłocone gumowe buciory i odłożył w to samo miejsce. Teraz onuce. Odwinął je i odsunął twarz. Ten odór. Odparzone stopy pięknie parowały na wolnym powietrzu, jakby nie mogły się nacieszyć. Wrzucił onuce do pojemnika i pospiesznie położył na nim pokrywę. Koniec.

  • Magia krwi - rozdział 2

    Zbierało się na burzę. Caliph czekał na poddaszu biblioteki, śledząc przez wielkie owalne okno, co dzieje się w kampusie. Chmary liści podrywały się z drzew, ciągnąc ku zachodowi, gdzie Naobi mżył oleistym światłem na bzy falujące nad jeziorem.

  • Magia krwi - rozdział I

    Caliph Howl szedł na przełaj przez dobrze utrzymane trawniki wyższej szkoły. Pod pachą niósł cienki pakunek zawinięty w papier. Dziś był jego dzień pomsty.
    Ażurowe cienie tańczyły pod sklepieniem gęstych koron drzew. Wiekowe kamienne budowle Desdae wygrzewały się w słońcu jak jakieś mityczne stwory – zresztą pełno było na nich fantastycznych gargulców wychylających się spomiędzy połaci dachów krytych łupkiem niby łuską.

  • "Piter" - fragment siódmy

    – Iwan, to ty, czy jak?
    Iwan chciał głośno zakląć, ale zabrakło mu sił, zresztą złości też.
    Odpowiedział po prostu:
    – To ja.

  • "Piter" - fragment szósty

    Opuścił głowę. Urwana macka wciąż wiła się u jego nóg. Tfu, żywotna zaraza!
    Ściągnął z twarzy maskę przeciwgazową, konwulsyjnie wciągnął powietrze. Woń Primorskiej uderzyła go w nos z taką siłą, jakby ktoś wciskał mu ją pięścią. Czuł posmak spalonej gumy na języku. Skrzywił się, splunął. Obmacał się. Ręce i nogi całe, reszta też… hmm, na miejscu. Miał rozpaloną twarz i głucho huczało mu w skroniach.
    Obejrzał się za siebie.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 21 lut 2018, 23:52 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka