Mój mąż i ja umieściliśmy głowę z ciała, które znaleźliśmy, na wysokiej skale, gdzie zawsze będzie na nią padało światło słońca i księżyca. Za życia nosił mundur ludzi króla, lecz wśród przodków miał demona i splamił ziemię w miejscu, gdzie umarł. Mój mąż i ja modliliśmy się nad tą głową do bogini Erin i unosiliśmy oczy ku niebu, ku niej. Pościliśmy i pościliśmy, cały dzień. Piliśmy jedynie wodę, gdy księżyc wyłonił się zza chmur. Modliliśmy się i modliliśmy. W półmroku poranka Erin zesłała mi wizję. Zawyłam z bólu. Gdzie jest moje ciało?!! – wrzasnęła czaszka. Gdzie jest Rachel?!
Iwan skończył z „alladynem”, wrzucił go do metalowego pojemnika do dezynfekcji. Zdjął ubłocone gumowe buciory i odłożył w to samo miejsce. Teraz onuce. Odwinął je i odsunął twarz. Ten odór. Odparzone stopy pięknie parowały na wolnym powietrzu, jakby nie mogły się nacieszyć. Wrzucił onuce do pojemnika i pospiesznie położył na nim pokrywę. Koniec.
Zbierało się na burzę. Caliph czekał na poddaszu biblioteki, śledząc przez wielkie owalne okno, co dzieje się w kampusie. Chmary liści podrywały się z drzew, ciągnąc ku zachodowi, gdzie Naobi mżył oleistym światłem na bzy falujące nad jeziorem.
Caliph Howl szedł na przełaj przez dobrze utrzymane trawniki wyższej szkoły. Pod pachą niósł cienki pakunek zawinięty w papier. Dziś był jego dzień pomsty.
Ażurowe cienie tańczyły pod sklepieniem gęstych koron drzew. Wiekowe kamienne budowle Desdae wygrzewały się w słońcu jak jakieś mityczne stwory – zresztą pełno było na nich fantastycznych gargulców wychylających się spomiędzy połaci dachów krytych łupkiem niby łuską.
– Iwan, to ty, czy jak?
Iwan chciał głośno zakląć, ale zabrakło mu sił, zresztą złości też.
Odpowiedział po prostu:
– To ja.
Opuścił głowę. Urwana macka wciąż wiła się u jego nóg. Tfu, żywotna zaraza!
Ściągnął z twarzy maskę przeciwgazową, konwulsyjnie wciągnął powietrze. Woń Primorskiej uderzyła go w nos z taką siłą, jakby ktoś wciskał mu ją pięścią. Czuł posmak spalonej gumy na języku. Skrzywił się, splunął. Obmacał się. Ręce i nogi całe, reszta też… hmm, na miejscu. Miał rozpaloną twarz i głucho huczało mu w skroniach.
Obejrzał się za siebie.
Zegarek mozolnie przeciąga mijające sekundy. Krążąca powoli wąska i czarna wskazówka minutowa bezskutecznie próbuje zmieść z tarczy zbierający się od dekady kurz. Gdy wreszcie muska jedenastkę, a po nas – klientach – wciąż nie widać najmniejszej reakcji na upływ czasu, rozlega się grzechot deptanego podeszwami żwiru.
Wszyscy usiłują nie spoglądać na drzwi, ale atmosfera natychmiast gęstnieje tak, że pewnie dałoby się zawiesić w powietrzu siekierę.
Odwiedzam tę knajpę, żeby przynajmniej spróbować zapomnieć o swym bólu. Można tu znaleźć tak wiele cudzego cierpienia, iż teoretycznie od razu powinienem poczuć się lepiej, lecz z jakiegoś powodu nic takiego się nie dzieje.
A jednak przyjechałem. Ja, ten sam co zwykle. Sobotnia noc „U Eddiego”.
Na zewnątrz nie ma neonu ani szyldu. Nie ma niczego, co reklamowałoby lokal jako bezpieczny azyl, w którym można utopić smutek w alkoholu. To w zasadzie sensowne, ponieważ smutki tutaj nie toną, nie idą na dno, lecz jedynie zanurzają się na chwilę pod powierzchnię.
Rozdział 1
Skradzione listy
W połowie września życie Luke’a toczyło się już wedle codziennej rutyny. Wstawał o świcie tylko po to, żeby mieć okazję posiedzieć na schodach i popatrzeć, jak reszta jego rodziny je śniadanie. Wszyscy się teraz spieszyli – matka musiała być w fabryce na siódmą, tata próbował doprowadzić wszystkie maszyny do porządku przed jesiennymi pracami polowymi, a Matthew i Mark musieli iść do szkoły. Tylko Luke miał czas, żeby ociągać się z jedzeniem niedosmażonego boczku i wyschniętego chleba. Nie próbował nawet prosić o masło, ponieważ to znaczyło, że któreś z pozostałych musiałoby wstać i przynieść je do niego, udając przy tym, że chce otworzyć okno albo po prostu przynieść z góry jakąś zapomnianą rzecz.
Bestiariusza przegląda 7 użytkowników: 1 zalogowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zalogowani: Google [Bot]
Copyright © 2001-2010 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.
Teraz jest 4 lut 2012, 16:43 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowania • Polityka prywatności • Usuń ciasteczka