Artykuły

List do redakcji The Witcher School

Szanowna Redakcjo,

oskarżam cię o zniszczenie życia mojej młodszej siostrze.

Rok temu znalazła ogłoszenie na waszym portalu o czymś, co nazywa się larp. Osadzono
go w świecie znanym jej doskonale z sagi o Wiedźminie. Larp nazwany został The Witcher School i rozgrywać się miał w zamku Grodziec. Gdzie w ogóle jest ten Grodziec? Okazało się, że w innym województwie, ale to jej nie przeszkadzało. Nasz dom stanął na głowie. Siostra ubzdurała sobie, że na to pojedzie, nieważne jak, nieważne, skąd weźmie tyle forsy, nic nie było ważne – nic oprócz tego, że, jak to określiła, „wydarzy się coś magicznego”. Za osiem stów. I za paliwo taty. No spoko.

Jak już po wszystkim zobaczyłam zdjęcia przeraziłam się. Nie dałam się zwieść pięknym krajobrazom, starannie dobranym strojom czy rekwizytom, uśmiechom czy grymasom, które miały mówić „patrzcie, jaki jestem groźny, mam taki długi miecz”. Ja tam widziałam nieszczęśliwych ludzi. Nieszczęśliwych, dorosłych ludzi, którzy bawią się w przebieranki,
bo nie odpowiada im ich realne, rzeczywiste życie. Wstyd, moi drodzy. Żeby trzydziestoletni faceci udawali, że zabijają potwory…

Wracając do mojej siostry. Pojechała, obiecując, że będzie na siebie uważać. Przygotowała prowizoryczny strój – stare, plecione buty, koszulę nocną wygrzebaną z szafy babci i blada
ze strachu i podekscytowania pojechała. Rodzice zostawili ją w zamku, jeszcze wtedy normalnym, zwykłym zamku, nie magicznej twierdzy i odjechali.

Minął weekend. Nie odzywała się, nie pisała SMS-ów, nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Jednak gdy w niedzielę wieczorem dotarła do domu, prawie jej nie poznałam. Była odmieniona.
To nie była moja siostra. Nie zamykała jej się buzia, a ona nigdy nie mówiła dużo. Teraz nie szło jej przegadać. Oczy jej lśniły, gdy opowiadała, co tam się działo, ale miała w nich coś jeszcze. Te oczy dużo zobaczyły. Drżały jej ręce. Gdzieś na twarzy miała jakby cień czegoś złego, co jednak udało jej się oswoić (podejrzewałam, że to echo tych dramatycznych wydarzeń, których – w fabule całej opowieści – była świadkiem; ona jednak wciskała mi, że to coś więcej – że to ślad tej walki, którą musiała stoczyć z samą sobą, z własnym lękiem
i obawami, ze swoimi słabościami, a przecież, jak mówiła, te słabości i brak odwagi towarzyszyły jej każdego dnia, nie tylko podczas larpa. Nie uwierzyłam jej. Co to za pomysł, by jakaś gra terenowa „uzdrowiła” jej wnętrze? Samo pojęcie „larp” się co prawda tłumaczy na live acting role-playing i może on mieć działanie terapeutyczne, ale kto by wierzył wikipedii). Opowiadała i opowiadała, a mi to coraz bardziej się nie podobało. Co to za pomysł, by to dziecko (co z tego, że pełnoletnie!), łaziło w nocy po lesie? By miało tylko pochodnię, a nie porządną latarkę? Po co jej strzelanie z łuku, do czego chce strzelać,
do samochodów?! Przecież ta dziewczyna, którą się stała, to tylko część historii; czy tak trudno zrozumieć, że nasze życie to TU i TERAZ i bynajmniej nie jest bajką?

Potem zaczęły się sny. Opowiadała mi je, czego to w nich nie dokonała. Znów była w zamku, walczyła z kimś, byli jej starzy znajomi, byli wiedźmini, było magicznie, a ona stawała się kimś innym. Te rozmarzone oczy, gdy o tym mówiła sprawiły, że zaczęłam podejrzewać schizofrenię. Jej się to podobało. Podobało jej się, że przez trzy dni stała się zupełnie inną osobą, z innymi problemami i rozterkami. Opowiadała, że fabuła potoczyła się tak, że musiała podjąć bardzo ważną decyzję rzutującą na dalsze losy – czy podejmie się Próby Traw czy nie. Chodziło o jej życie. Mówiła, że leżała w nocy na pomoście pod szubienicą i zastanawiała się, czego chce od niej przeznaczenie. Mówiła też, że rozmawiała z innymi ludźmi, co tak naprawdę jest ważne – i że te rozmowy ma wciąż w pamięci, bo okazały się uniwersalne
i przydają się nawet po opuszczeniu świata Wiedźmina.

Co jakiś czas sny wracają, ale na nasze szczęście czas płynie dalej. Siostra wróciła na studia, ale ja głupia byłam sądząc, że ten cały cyrk się skończy. Zaczęła pisać o tym, co się wydarzyło, co czuła, odkryła, jak czują się bohaterowie tak chętnie przez nią pisanych opowiadań, gdy wrzuca ich w trudne sytuacje i mówi, że teraz pisze jej się lepiej. Że to nie tylko papierowi bohaterowie, tylko ludzie jak my, z krwi i kości. Liczę, że kiedyś słowa się wyczerpią i ta terapia pomoże jej się kiedyś z tego uwolnić.

Także powtórzę raz jeszcze – serdeczne dzięki za zrujnowanie mojej rodzinie spokoju na kilka dobrych miesięcy.

Życzliwa



PS Nie wiecie, czy Sparks zrobiłby swojego larpa? Byłabym zainteresowana. Mama szuka czegoś w stylu „Wichrowych wzgórz”, a tata „Czterech pancernych”.

PPS Autorka tekstu w Grodźcu była, miód i mleko piła. Mających wątpliwości, czy felieton traktować poważnie, czy z przymrużeniem oka, odsyła do satyry „Do króla” Krasickiego i pojęcia „ironii”. I niniejszym zaświadcza – może i z zewnątrz tak to właśnie wygląda, jednak zasmakowawszy życia w Szkole Wiedźminów, chętnie podjęłaby się tego jeszcze raz – do czego i Was zachęca, potwierdzając równocześnie swoje wcześniejsze podejrzenia – w istocie tam wydarzyło się coś magicznego.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 mar 2017, 11:21 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka