Artykuły

10 pytań do Bartka Biedrzyckiego

++

Wyrzucony ze studiów filozoficznych na Uniwersytecie Warszawskim, odbył służbę wojskową zgodnie z powszechnym obowiązkiem obrony. Ukończył Szkołę Podoficerów Służby zasadniczej w Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu w stopniu kaprala i ze specjalnością "dowódca załogi wozu łączności".

W wojsku miał zamiar pisać felietony, jednak w trzecim tygodniu służby, oficer wychowawczy oficjalnie zakazał mu pisać cokolwiek do kogokolwiek. Z czasem nauczył się biegać z kbk AKMS, zaczął oddawać krew, a jego pismo stało się bardziej czytelne.

Autor pierwszej polskiej powieści postapokaliptycznej osadzonej w tunelach warszawskiego metra i przyległych do niego schronów. Pracuje jako szef IT w produkcji telewizyjnej. Jest scenarzystą, wydawcą i publicystą komiksowym, a także podcasterem. Mieszka w Konstancinie-Jeziornie z żoną i dwójką dzieci.*


10 pytań

Od jakiegoś czasu na polskim rynku wydawniczym można zaobserwować swego rodzaju złoty wiek fantastyki postapokaliptycznej. Sukces „Metra 2033” Dmitrija Głuchowskiego i gry „S.T.A.L.K.E.R.” sprawił, że fandom tego gatunku rozrasta się w niebywałym wręcz tempie. Czy stąd Pana zainteresowanie taką tematyką?

„Uniwersum Metro 2033” i „S.T.A.L.K.E.R.” to bardzo nowe zjawiska, ostatnie pięć lat powiedzmy. Owszem, śledzę oba, ale postapokalipsa to dla mnie dużo starsze doświadczenia – przede wszystkim Brin i jego „Listonosz”, Kir Bułyczow z doskonałą „Przełęczą” (która nie jest stricte "postapo", ale ukazuje ludzką społeczność pozbawioną cywilizacji), z rzeczy polskich, bardzo lubię „Ewolwentę w cieniu wysokich kominów” Pawła Siedlara, gdzie pierwszy raz natrafiłem na warszawskie metro (i to jeszcze przed jego uruchomieniem). Z Polaków także „Głowa Kasandry” Baranieckiego, taka matka rodzimych powieści postapokaliptycznych, ale wielbię także np. „Vatran Auraio” Huberatha, chociaż to powieść raczej posthumanistyczna. Od kilka lat nadrabiam Roberta J. Szmidta, który obecnie jest najbardziej płodnym polskim autorem w tematyce. A to tylko sam wierzchołek góry lodowej.

Do tego trzeba dodać oczywiście klasykę filmów – mając chyba pięć lat, obejrzałem pierwszy raz „Ostatni brzeg”, ten oryginalny (o remake’u nie rozmawiamy) i chociaż nic z tego nie zrozumiałem, to wrażenie było ogromne. Oczywiście przygodowe rzeczy – „Mad Max”, potem niezbyt udany, ale za to widowiskowy „Wodny świat”, można by wyliczać.

Więc nie, „Uniwersum Metro 2033” mogło co najwyżej przyciągnąć mnie na powrót do starej miłości, ale ona istniała już dobre dwie dekady wcześniej (chyba, żeby liczyć od „Ostatniego brzegu” – wtedy dużo wcześniej). Przy czym jeszcze uwaga: „S.T.A.L.K.E.R.” to nie jest żadne "postapo". To się chyba najczęściej określa mianem survival horror. W Zonie nie było ani zagłady świata, ani upadku cywilizacji – wręcz przeciwnie, ludzkość i stalkerzy mają wszystko, co mieli dotąd. Jedyna zbieżność to zabójcze środowisko bytowania. Ale to częsty błąd – taka mylna klasyfikacja. Bierze się chyba z tego zbliżonego sztafażu i scenografii – mutanty, skażenie itd.*

Myślał Pan o wzięciu udziału w projekcie zapoczątkowanym przez Dmitrija Głuchowskiego i stworzeniem czegoś w „Uniwersum Metro 2033”? Dwóch polskich autorów już skorzystało z takiej możliwości, a ich powieści zostały bardzo ciepło przyjęte przez czytelników.

Nie. Przyglądałem się konkursom dla fanów, ale nie wciągnął mnie ten pomysł. A książki bym nikomu nie zaproponował, bo dopóki nie przytrafił mi się „Kompleks 7215”, nie wierzyłem, żebym mógł napisać książkę.

Potem, po wszystkim, jak już zostałem autorem, uświadomiłem sobie jeszcze jedną rzecz – nie dałbym rady z ramami „Uniwersum Metro 2033”. Sam wymóg osadzenia akcji w 2033, zakaz opisywania wojny itd. - zamykałoby mi zbyt wiele dróg i pomysłów. Zarówno „Stacja: Nowy Świat”, jak i „Dworzec Śródmieście”, nad którym obecnie pracuję, zaczynają się w dniu Zagłady i opisują wydarzenia z różnych lat. Lubię mieć swobodę i dowolność, cudzy świat, współdzielony, to dla mnie za duże wymagania. Myślę, że nie jestem jeszcze na tyle dobry, żeby z takim wyzwaniem dać sobie radę.

Wspominał Pan kiedyś, że jedną z inspiracji do napisania „Kompleksu 7215” była twórczość Michała Gołkowskiego. Nigdy wcześniej, przed sukcesem jaki udało mu się osiągnąć, nie zastanawiał się Pan nad napisaniem własnej książki?

Zastanawiałem się, ale to było dwadzieścia lat temu. W liceum napisałem trochę opowiadań, miałem ochotę na coś dłuższego, ale nie posiadałem warsztatu i umiejętności. Potem na wiele lat odszedłem od literatury, zacząłem pisać scenariusze komiksowe. Nie zastanawiałem się. Nawet „po Gołkowskim” nie porywałem się na powieść, chciałem napisać sobie opowiadanie, na luzie, bez zobowiązań. Tylko w trakcie się rozrosło, świat mi trochę spuchł. No, a potem Fabryka dała mi redaktora i poszło. Tego nie widać w „Kompleksie 7215”, ale jak zamknąłem pracę nad tą książką, to było w niej już prawie wszystko, co potem pojawia się w kolejnych – i wydarzenia ze „Stacji: Nowy Świat” i wydarzenia z „Dworca Śródmieście”.

Utożsamia się Pan z którymś spośród stworzonych przez siebie bohaterów? Tajemnicza postać występująca w „Stacji: Nowy Świat”, będąca niegdyś pisarzem z Wrocławia, sprawia wrażenie jakby miał Pan na myśli jakąś konkretną osobę. Czyżby w związku z tym była to powieść z kluczem?

Nie utożsamiam się z nikim. Borka jest moim przeciwieństwem, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Zresztą większość tych postaci to zwyczajnie źli ludzie. Najchętniej pozabijałbym ich wszystkich, łącznie z Janką, która też jest gadem. Może kilka Walkirii bym zostawił, bo są widowiskowe.

Co do Obywatela, to jest to mój kolega po piórze. Myślę, że chociaż nie pada nigdzie nazwisko, to nie ma żadnych wątpliwości, kto to. Zresztą w „Stacji...” pojawia się także odniesienie do innej jeszcze „książki sprzed Zagłady”. Ale trudno tu mówić o kluczu.

Wspomniał Pan o kontynuacji przygód w warszawskim metrze. Czy planuje Pan napisać utwór w jakimś innym świecie lub w tym samym z zupełnie nowymi postaciami?

„Dworzec Śródmieście” w pewien sposób domyka „Kompleks 7215” – wyjaśni się w nim wiele wątków z pierwszej książki, zresztą wydarzenia są bezpośrednią kontynuacją jednego z wydarzeń w moim debiucie, a całą oś fabularną wymyśliłem jeszcze na etapie przygotowywania „Kompleksu...” do wydania. Musiała jednak się odleżeć, żebym mógł wszystko dobrze przemyśleć. Na przykład, miejsce w tej nowej książce, które obecnie zajmują Walkirie, pierwotnie przypadało samotnemu, staremu, byłemu stalkerowi.

W planach mam książkę zupełnie w innym świecie – dzieje się w polskich realiach lat osiemdziesiątych, ale jest to historia alternatywna. Dość powiedzieć, że chociaż bohaterami są Polacy, to połowa akcji dzieje się na niskiej orbicie okołoziemskiej.

Chcę też napisać zbiór opowiadań przygodowych, w klimatach, jakie czytałem w dzieciństwie. A potem drugi osadzony w świecie „Kompleksu 7215”.

Odbywał Pan zasadniczą służbę wojskową – czy jest to jedyne źródło, z którego czerpie Pan wiedzę militarną, aby w bardziej realistyczny sposób opisywać broń oraz żargon wykorzystywane przez książkowych bohaterów? Czy konsultuje się Pan czasem z innymi pisarzami, wojskowymi, specjalistami w zakresie uzbrojenia? Może fani bywają w takich przypadkach pomocni?

Wszystko naraz. Dużo rozmawiam o tym z Robertem Adlerem, ilustratorem moich książek i moim wieloletnim kolegą, a także współpracownikiem na polu komiksu. On jest pasjonatem broni i parę rzeczy mi podpowiedział. O bardziej egzotyczne albo niecodzienne egzemplarze kilka razy pytałem fanów na Facebooku – efekty były często niecodzienne, jak wielolufowy, rozmontowywany miotacz granatów…

Ile rzeczywistości możemy odnaleźć w Pańskich utworach? Czy badał Pan jaka jest realna możliwość przeżycia wojny atomowej, chemicznej czy biologicznej w warunkach warszawskiego metra? Rozmawiał Pan z jakimiś inżynierami lub innymi znawcami tematu?

Zupełnie odrzuciłem zastanawianie się nad tym, czy człowiek przetrwa. W Warszawie nie miałby szans. Natomiast jeśli chodzi o resztę, to dość dokładnie sprawdzałem. Teoria atomowej zimy jest prawdziwa, nieco jedynie naciągnąłem przewidywany czas jej trwania. Opisy metra, jego systemów, stacji, wentylatorni, tuneli itp. Są jak najbardziej rzetelne – mam znajomego pracownika. Pomagali mi przy tych książkach geologowie, geodeci, historycy, nauczyciele. Ostatnio wrotkarka. Staram się nie zrobić z siebie i z czytelnika głupca, ale czasem coś zdarza się przeoczyć nawet mimo pomocy konsultantów.

Co sądzi Pan o kondycji fantastyki postapokaliptycznej w ogóle? Spotkać się można z twierdzeniami, że znaczna część książek z gatunku stanowi tak zwane „fast foody”. Często bowiem powiela się zaproponowany już model stalkera, anomalii i mutantów. Fabularnie również marazm – nic tylko uratować stację, zdobyć artefakty, odnaleźć swoisty „Eden”. Dookoła zawsze kręci się jakiś komunista czy faszysta…

Znaczna część czegokolwiek to produkt średni lub słaby. Takie rzeczy można powiedzieć absolutnie o wszystkim, począwszy od literatury, przez przemysł motoryzacyjny, a skończywszy na gastronomii. Nic z tego nie wynika. Nie ma w tym też nic szczególnie szkodliwego. Dzieło wybitne wyróżnia się na tle masy – jakby nie było masy, to nie byłoby porównania.

W żadnym odłamie fantastyki nie ma tak, że dominują rzeczy dobre i bardzo dobre.

Jak wygląda polskie środowisko pisarzy zajmujących się tematyką postapokaliptyczną? Wymieniają się Państwo pomysłami? Dyskutują na temat tego, jak wyglądałoby życie w Polsce po wojnie jądrowej bądź innym kataklizmie? Pytam, ponieważ w swojej najnowszej książce nawiązuje Pan do wydanej niedawno powieści Dominiki Węcławek.

Trudno to nazwać „środowiskiem”. Są po prostu ludzie, którzy piszą w tym gatunku, znają się, spotykają na konwentach.

Z Dominiką jest inaczej, znamy się od paru lat z polskiego środowiska komiksowego. W tym wypadku dużo rozmawiamy i konsultujemy się. Po pierwsze, ona pisze w moim świecie, więc często pyta o pewne rozwiązania, upewnia się, co może dodać, jakiego typu zjawiska itp. Druga sprawa, że „Upadła świątynia” rozgrywa się w czasie trwania „Kompleksu 7215” i „Dworca Śródmieście” więc musimy bardzo współpracować, żeby nie naruszyć chronologii wydarzeń i zachować status quo świata. Raz czy dwa nawet zgrywaliśmy wydarzenia w swoich książkach co do dnia.

Wielu ludzi zainteresowanych tematyką postapokaliptyczną spotyka się na różnego rodzaju konwentach typu Oldtown lub Zakonki. Czy Pan jako pisarz, poza spotkaniami autorskimi, bierze również udział w podobnych przedsięwzięciach? Innymi słowy – zdarza się Panu „bawić w stalkera”?

Trudno mówić o „zabawie w stalkera”. Nie cosplay’uję, nie biorę udziału w grach terenowych, zabawkową bronią na kulki pogardzam – jak człowiek postrzela trochę z prawdziwej broni, to żadne atrapy i inne takie rzeczy potem już nie bawią. Bywam co jakiś czas na konwentach, chociaż częściej na ogólnofantastycznych. Na „specjalistycznych” rzadko.

Prawdę mówiąc, ja nie pasjonuję się aż tak postapokalipsą. To tylko jeden z nurtów, które czytuję, akurat w ostatnich kilku latach dość mocny, ale niekoniecznie dominujący.

Pytania przygotowała Sandra Uryzaj



*Informacja o autorze ze strony wydawcy.
**Sprostowanie - postapokalipsa to nie zawsze zagłada świata czy ludzkości, wystarczy, żeby to była mała, nawet obszarowa (jak w przypadku "S.T.A.L.K.E.R.a") apokalipsa, która zmieniła dany ekosystem. Do jej subgatunku wlicza się proza postnuklearna, która często polega na swoistym końcu świata, człowieka, danej cywilizacji - oczywiście przy założeniu, że mamy do czynienia ze światem po wojnie czy konflikcie nuklearnym (patrz "Metro 2033"). Survival horror z kolei to podgatunek horroru, bardzo specyficzny, skupiający się na poczynaniach bohatera, mających zwiększyć szanse jego przeżycia. Choć "S.T.A.L.K.E.R." ma wiele cech SH - to nim stricte nie jest. Możemy za to mówić - w tym wypadku - o mariażu jednego gatunku z drugim. (przyp. red.)
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 25 lip 2017, 13:38 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka