Artykuły

Wywiad z Michałem Gołkowskim

++

Michał Gołkowski to pisarz nieszablonowy, choć sam nawet nie lubi mówić o sobie jako o pisarzu. Wielu może znać go przede wszystkim z wprowadzenia do Polski książkowego uniwersum „S.T.A.L.K.E.R.”. Jednak ten pełen pomysłów autor rozpoczął także nowy projekt pod tytułem „Stalowe Szczury”, który zdobywa niezwykle przychylne opinie. Nie tylko samych czytelników, ale też recenzentów. W planach na najbliższe lata ma już wiele zarysów nowych, innowacyjnych utworów. Do tego należy doliczyć tłumaczenia rosyjskojęzycznych twórców fantastyki postapokaliptycznej, ale w przyszłym roku na księgarniane półki trafić ma także jego przekład fantasy. O tym i wielu innych, nieznanych do tej porach faktach z Michałem Gołkowskim rozmawiał Adrian Turzański.

Adrian Turzański: Miło mi Cię powitać. Czytałem twój artykuł „Błędy młodych pisarzy” i wiem, że według Ciebie ktoś kto napisał „dzieło pisane” to autor, ktoś kto regularnie publikuje teksty to literat, natomiast pisarz to dopiero osoba mająca w swoim dorobku paręnaście książek, które ktoś przeczytał. W takim razie, gdzie można umieścić Ciebie? Sześć tytułów sygnowanych nazwiskiem Gołkowskiego, z tego co mi wiadomo siódma jest w trakcie redagowania, do tego należy doliczyć przeróżne artykuły. To wcale niemało.
Michał Gołkowski: Witam!
Prawda jest taka, że już dość dawno na siłę próbowano mnie ochrzcić „pisarzem”. Trochę na odczepnego powiedziałem wtedy, że na razie napisałem tylko jedną książkę, a pisarzem będę po trzech.
Tak mi się powiedziało, nie myślałem czy to dużo, czy mało - wydawało mi się to po prostu zupełnie nierealne, żeby móc kiedykolwiek wydać „aż” tyle.
No i... słowo się rzekło, kobyłka u płota.
Teraz powiedziałbym „dziesięć”.
A.T.: Ale na poczytność i grono czytelników raczej nie narzekasz?
M.G.: Ciężko mówić tu o „poczytności” - to zaledwie dwa i pół roku od mojego debiutu, na naprawdę miarodajne dane trzeba jeszcze poczekać. Ale widać, że jest zainteresowanie, co daje pewną nadzieję.
A.T.: Są tacy, którzy w dwa i pół roku nie napiszą jednej książki.
„Zaparkuj w Zonie” z założenia miało być spotkaniem autorskim, czy jeszcze przed wydarzeniem przewidywałeś, że może się przemienić w duży zlot fanów „S.T.A.L.K.E.R.a”? Zarówno książkowych, jak i gier.
M.G.: To był na szybko rzucony pomysł - zrobić spotkanie autorskie, ale w innej konwencji. Nie z siedzącym panem z brzuszkiem ubranym w sweterek w serek, ale z tym samym panem z brzuszkiem biegającym po scenie w stalkerskim szpeju. Idea, jak się okazało, ze wszech miar trafiona - załapało.
A.T.: I teraz na każdej fotorelacji z wydarzenia widać, że imprezę odwiedza niemały tłumek. Dużo osób również przebiera się w stalkerów, co oznacza, że takie wydarzenia w klimatach postapokaliptycznych oraz realiach z gry, były w jakiś sposób potrzebne.
Jeżeli jesteśmy już przy uniwersum. Dlaczego akurat opowieści o wędrowcach Zony? A nie na przykład „Metro 2033” czy „Rome: Total War”?
M.G.: Bo żadne z tych dwóch mnie nie interesowało jako uniwersum. Owszem wiem, że istnieje takie coś - Metro, ale... to „S.T.A.L.K.E.R.” był od zawsze moją miłością.
Odkąd dowiedziałem się, że istnieje też uniwersum książkowe, marzyłem, że ktoś te książki wyda po polsku. I marzyłem... i marzyłem... i marzyłem... Aż w końcu uświadomiłem sobie, że nikt nie zrobi tego za mnie.
Musiałem sam.
A.T.: I jak widać, udało się!
M.G.: O dziwo.
A.T.: „S.T.A.L.K.E.R.” został bardzo ciepło przyjęty, a przy tym zaskoczył wielu.
M.G.: Przede wszystkim mnie - nie spodziewałem się, że się uda.
A.T.: Wspomniałeś kiedyś, że przy pisaniu „Sztywnego” wyłączyłeś mózg. Chodziło Ci o to, że podczas pracy wszystko, co przyszło Ci do głowy przelewałeś na papier, czy o to, iż nic nie planowałeś?
M.G.: "Sztywny" to oddzielna para gumofilców - przy tej książce nie planowałem zupełnie nic, nawet jej istnienia.
A.T.: Słyszałem, że po prostu przyśniła Ci się i musiałeś ją napisać.
M.G.: Tak. Dokładnie tak było.
A.T.: Bodajże to książka, którą udało Ci się napisać w rekordowym tempie.
M.G.: Bo dobry, mocny bohater zawsze fabułę wokół siebie stworzy. Fabuła nie daje nam bohatera.
A.T.: W utworach Wiktora Noczkina widać nacisk na fabułę. U Ciebie ważni są bohaterowie. Dlaczego postawiłeś na tę kartę?
M.G.: Książka, film, gra - one wszystkie powstają wokół postaci. Historia bez postaci... no cóż, to tylko zbiór faktów. Jak na lekcjach w szkole.
A.T.: Coś w tym jest. Czytając „Sztywnego” bardzo brakowało mi tego, co uważałem za esencję STALKERA, czyli Zony. Jednak, choć nie przepadam za takim typem bohatera, Sztywny miał w sobie to COŚ.
M.G.: Ale ja też go z początku nie lubiłem. Nie byłem zadowolony, że jest taki, jaki jest - ale naprawdę nie miałem na niego wpływu. Wlazł mi do głowy, a ja musiałem go stamtąd wyrzucić.
A.T.: Miszka był postacią stonowaną, ostrożną i stroniącą od towarzystwa. Sztywny to jego całkowite przeciwieństwo. Skąd pomysł na taki charakter?
Czy wprost pojawił się, czy na początku był zaledwie zarysem postaci, którą musiałeś wydobyć z cienia?
M.G.: Nie mam pojęcia. Może kwestia wahadła, które wychyla się w drugą stronę?
Zaczęło się od sceny, gdy stalker leży i umiera od ranny postrzałowej w brzuch na dnie studzienki kanalizacyjnej. Stalker o ksywie Sztywny.
Reszta... resztę w zasadzie dopisałem do tego jednego, jedynego obrazu.
A.T.: Zasadniczo to nad wyraz nieszablonowy zabieg. Już na drugiej stronie zabić głównego bohatera. Od początku wiedziałeś, że „Sztywny” to jednorazowy strzał?
M.G.: Tak. Ciężko byłoby to pisać inaczej, skoro od początku założenie było takie, że Sztywny umiera.
A.T.: „Śnieżna Królowa”. Przyznam, że ta anomalia zapadła mi tak w pamięć, że po prostu muszę zapytać. Zamysł wziąłeś z baśni Hansa Christiana Andersena, czy dopiero w trakcie zorientowałeś się, że owa anomalia lekko nawiązuje do sławnej bajki?
M.G.: Mój kolega na Białorusi śpiewał taką piosenkę - wszystko stamtąd poszło. Zaczęło się, jak to zwykle bywa, od nazwy.
A.T.: Jest słowo, trzeba znaleźć dla niego etymologię. Poza tym, z tego co mi wiadomo, wiele anomalii oraz mutantów z twoich książek nie występuje na łamach gry.
M.G.: To nie tak. Występują jak najbardziej, ale ja nigdy nie pogodziłem się z polską wersją tłumaczenia - była ona robiona po łebkach, w dodatku nie z oryginału a z wersji angielskiej.
Na szczęście całość ratuje genialny głos Mirosława Utty, ale teksty, które dostał do przeczytania czasem wołają o pomstę do nieba.
Ja w swojej wersji nazw oryginalnych chciałem uratować chociaż odrobinę rosyjskojęzycznej melodyjności i liryczności tego nazewnictwa.
A.T.: A brzytwa-trawa? Zające?
M.G.: Część owszem, wymyśliłem i stworzyłem sam - biorąc za wzór innych autorów serii książkowej „S.T.A.L.K.E.R.”, którzy też na miarę swej wyobraźni wzbogacali to niesamowite, otwarte uniwersum.
A.T.: Grasz w gry. Być może niektórych zdziwi, że „Ołowiany świt” inspirowany był trzema aspektami. Pierwszym była żona. Drugim sama gra. A trzecim wycieczka z babcią do pobliskiego bunkra. Czy do napisania „Stalowych Szczurów” też natchnęła Cię jakaś gra? Może też wspomnienia odegrały znaczną rolę w tworzeniu cyklu?
M.G.: „Stalowe Szczury” są tak naprawdę pierwszowojenną wariacją na temat Zony. Nie da się zaprzeczyć, że - wbrew pozorom - te dwa światy są bardzo bliskie.
Bunkry, podziemia, porzucone laboratoria... Tak, chyba nigdy się z tego nie wyzwolę.
A.T.: „Stalowe Szczury” to historia alternatywna, w której I Wojna Światowa nie skończyła się w czasie, który znamy z kart historii. Dlaczego wybrałeś ten właśnie okres?
M.G.: Bo nikt wcześniej tego nie zrobił.
Zaczęło się tak naprawdę od kapitana Reinhardta, który poprowadził mnie za rękę przez okopy, błoto i obłęd Wielkiej Wojny.
Pasja i miłość do Niej przyszły potem, stopniowo.
Bohatera nie miałem. Przyszedł do mnie dopiero w maju tego roku. Książka napisała się poniekąd sama...
A.T.: Jak w przypadku Miszy i szpeju.
Cykl planowany jest na parę tomów, co potem?
M.G.: Potem „potem” będzie za jakichś 5 lat, więc boję się nawet mówić.
Ale już tej wiosny puszczam w świat „Komornika” - świat i fabułę, które wymyśliłem ponad dwa lata temu.
A.T.: Słyszałem, że książka ma trafić do Fabrycznej Zony. Czyli będzie to fantastyka postapokaliptyczna?
M.G.: „Komornik” będzie zupełnie oddzielną trylogią. Na tę chwilę zdradzę tylko, że będzie to świat po Apokalipsie - ale tej pisanej przez naprawdę wielkie „A”.
A.T.: Hmm... intrygująco. W jednym z wywiadów napomknąłeś, iż doszedłeś do wniosku, zresztą razem z Noczkinem, że stalker to swoisty „współczesny rycerz wkraczający do zaczarowanego lasu”. Być może to kuriozalne pytanie, ale jakimi cechami powinien charakteryzować się ów „rycerz”?
M.G.: Przede wszystkim - brak oczekiwań. Marzenie wypowiedziane to marzenie martwe, każdy, kto wie, czego chce, potrafi przewidzieć koniec swej drogi - i swój.
Życie to nie droga. To proces. Nie możemy dążyć do celu, bo wtedy naszym celem staje się śmierć.
A.T.: Dość brutalna, acz wcale prawdziwa filozofia.
Jedną z twoich ulubionych powieści jest „Piknik na skraju drogi”. Czy mógłbyś wspomnieć, jakie jeszcze książki znajdują się na twojej półce ulubionych pozycji? I jakich pisarzy szczególnie cenisz?
M.G.: Ojej, trudne pytanie - czytałem wręcz nałogowo, hurtowe ilości książek... Wszystko z dzieciństwa - Kubuś Puchatek, Bracia Lwie Serce, Pan Kleks, Dzieci z Bullerbyn, Nawiedzony Dom Chmielewskiej, Muminki, O krasnoludkach i sierotce Marysi...
Największe wrażenie zrobiły i robią na mnie nadal książki z dzieciństwa. Potem się to zaciera, nawarstwia, a te na zawsze pozostają Jedynymi.
A.T.: Większość z tych tytułów to jednak fantasy. Czy nigdy nie myślałeś o napisaniu książki w tym gatunku?
M.G.: Czy ja wiem, czy fantasy? Raczej fantastyka po prostu, to co kiedyś nazywaliśmy „bajkami”.
Chciałbym napisać kiedyś coś dla dzieci, to fakt. To musi być cudowne uczucie.
A.T.: Ale raczej nie „S.T.A.L.K.E.R.” w wersji bajki?
M.G.: Nie, nie.
A.T.: W przeszłości napisałeś dwa tomy łotrzykowskiej opowieści w realiach dwunastowiecznego Konstantynopola. Wspomniałeś również, że masz zamiar przeredagować je i wydać. W jakim czasie możemy spodziewać się ich na księgarnianych półkach? Nadmienię, że te tytuły niezwykle mnie intrygują.
M.G.: Ojej, nie mam nawet w przybliżeniu pojęcia. Może w przyszłym roku dam radę się za to wziąć, ale na tę chwilę... wstyd się przyznać, ale zaczynam mieć grafik.
A.T.: Masz mnóstwo pomysłów. Wielotomowy cykl „Stalowych Szczurów”, space opera, powieść łotrzykowska, opowieść dziejąca się w Prusach, zapewne niejeden „S.T.A.L.K.E.R.”. Zaplanowałeś tok pisania? Czy jesteś raczej za stwierdzeniem Jarosława Grzędowicza: „pisanie powieści trwa tyle, ile musi trwać”? Czy jednak grafik przewiduje pisanie do skutku według planu?
M.G.: Postaram się utrzymać minimum dwóch książek rocznie, raczej z tendencją zwyżkową, niż spadkową. Ale tak, powoli zaczynam planować na kilka lat naprzód.
A.T.: Tłumacz, mąż, ojciec, prozaik, felietonista. Dwunastogodzinny etat pracy, co najmniej dwie książki na rok, nie licząc tłumaczeń. Jak znajdujesz czas na to wszystko? Jak godzisz to ze sobą?
M.G.: Nie wiem. Pracuję na 101% wydajności, nigdy nie zawalam terminów. Chyba służy mi obciążenie i stres - im więcej do zrobienia, tym więcej da się zrobić w jednostce czasu.
A.T.: Tłumaczysz do serii Fabryczna Zona. Czy masz na warsztacie jakiś nowy tekst do przekładu? I czy możesz zdradzić tytuł i autora?
M.G.: Teraz - pojutrze - biorę się na „Antymir” Andrieja Lewickiego. Będzie kawał fajnej książki!
A.T.: STALKER? Survarium? Coś innego?
M.G.: Autorskie uniwersum Andrieja, ale ze znanymi bohaterami - poznamy między innymi początki przyjaźni Chemika i Garsteczki.
A.T.: Jeżeli można zapytać, odnośnie twórczości Noczkina - kiedy można spodziewać się trzeciej części historii o Ślepym?
M.G.: ... to będzie trzecia w kolei książka, jaką biorę na warsztat.
A.T.: Hmm... Czyli będzie jeszcze coś pomiędzy „Antymirem” a „Łańcuchem pokarmowym”?
M.G.: „Lichwiarz” - debiut Noczkina w Polsce jako autora fantasy!
A.T.: Zapowiada się niezwykle ciekawie.
Czy wydawca kiedykolwiek ingerował w treść twoich książek?
M.G.: Bardzo umiarkowanie - jeśli już, to dawał dobre rady, ale zawsze na poziomie przyjacielskim.
Nie miałem jakichś zaleceń, wytycznych, czy przymusowych konsultacji, o których opowiadają co poniektórzy autorzy. Dla mnie to bzdura zupełna.
A.T.: A czy dostałeś zamówienie na jakąś powieść? Wiem, że wolisz pisać o tym, na co masz aktualnie ochotę. Ale czy zdarzyła się taka propozycja?
M.G.: Tak, ale konsekwentnie i uprzejmie odmawiam. Nie piszę dla pieniędzy, nie muszę z tego zarabiać.
Dlatego też nie będę pisać w tzw. znanych i poczytnych seriach.
A.T.: Jakby nie patrzeć, seria Fabryczna Zona stała się i znana, i poczytna.
Z tego, co wiem, jedyne opowiadanie jakie opublikowałeś w magazynie literackim to „Schrittpanzer”. Nie reflektujesz krótkich form, czy wolisz możliwość rozwinięcia zawartych w utworze wątków?
M.G.: Ale po fakcie, nie przed. Równie dobrze mogła przejść zupełnie bez echa.. tym bardziej, że powoli ustępuję w niej miejsca nowej krwi - Nieściur, Haladyn, rozkręcające się uniwersum Kompleksu 7215.
„Krótką formą” miał być „Czas Martwy”, z którego powstały „Stalowe Szczury”.
Miało nią też być „Czerwone pióro”, które najpóźniej za dwa lata przerobię na pełnowymiarową powieść.
To nie jest tak, że ja nie lubię krótkich form. Ja się ich boję.
A.T.: „Czerwone pióro” brzmi ciekawie. Cóż to takiego?
M.G.: He he. Nie mogę odkrywać wszystkich kart przedwcześnie.
A.T.: W biogramie twoich książek można wyczytać, że masz ambiwalentne uczucia względem Wschodu i słowiańskości. Jak to się objawia?
M.G.: Jak jestem tutaj - tęsknię do Wschodu i rzygam Unią. Jak pojadę na Wschód - marzę o powrocie i gardzę Ruskimi.
A.T.: Z tego, co wiem udzielasz się w polityce jako tłumacz. Jak to się ma do twoich poglądów politycznych?
M.G.: Staram się, żeby nie miało nic. Czasem poznaję bliżej ludzi, których widuje się tylko przez szkło. Zdarza się, że zmieniam o nich zdanie. Zdarza się, że nie.
A.T.: Czyli taka praca nie ma wpływu na twój światopogląd?
M.G.: Ma, ale zachowuję go dla siebie. Staram się nie epatować swoimi poglądami politycznymi, religijnymi ani innymi publicznie.
Okazjonalnie uleje mi się żółcią, ale potem wszystko wraca do normy.
A.T.: Na koniec przyznam szczerze, że nigdy osobiście nie grałem w „S.T.A.L.K.E.R.a”. Po książkę sięgnąłem z pewnym ryzykiem. Z jednej strony nie znany mi świat i dzieło na podstawie gry. Z drugiej specyficzny magnetyzm, który przyciągnął mnie do niej. I pragnę podziękować Ci nie tylko za sam wywiad, ale również za to, iż byłeś inicjatorem wprowadzenia książkowego uniwersum na polski rynek. Obecnie wszystkie utwory spod znaku „S.T.A.L.K.E.R.a” to dla mnie pozycje obowiązkowe.
M.G.: Cała przyjemność po mojej stronie.
A.T.: PS. Kiedy w takim razie można spodziewać się kolejnego „S.T.A.L.K.E.R.a” pióra Gołkowskiego?
M.G.: Oj, nie wiem. Boję się powiedzieć cokolwiek, bo a nuż mi kolejny "Sztywny" wyskoczy?

Wywiad przeprowadził Adrian Turzański

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 24 lut 2017, 04:39 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka