Artykuły

Podróże i Podróżnicy w Czasie

Wells, Doktor Who czy pamiętni bohaterowie "Sliders" (ach RTL7). Zabawa na osi (bądź osiach) czasu, to nie stek z nerfa. Rzucony w eter temat Einsteinowych igraszek, wywołał burzę mózgów, zaś każdy z redakcyjnych pasjonatów czasowstrzymywaczy przystąpił do pisania. Zapraszamy, na krótką wędrówkę po podróżach i podróżnikach w czasie.
Zapnijcie pasy, wchodzimy w Nadprzestrzeń!


Doktor Emmet Brown. Seria „Powrót do przyszłości”
Opracował Przemysław „Jok” Grzesiak

Nazywam się Marty. Marty McFly. Pytasz o Doktorka? To znaczy Doktora Emmeta Lathropa Browna z Hill Valley? Ile ma lat? Wiesz, że nawet nie wiem kiedy się urodził? – Zawsze miał siwe włosy. Może w 1920? Nawet nie wiem, czy jest prawdziwym doktorem, bo jak go poznałem pracował jako złota rączka do wynajęcia. Jedno wiem na pewno – jest świetnym wynalazcą. A do tego jego kreatywność i pomysłowość nie znają sobie równych. No ,bo kto by wymyślił, aby w DeLoreanie zamontować wehikuł czasu?

++

Tak, wehikuł czasu! Doktorek od zawsze chciał zgłębić dwie największe tajemnice wszechświata. Pierwsza to podróże w czasie, druga – kobiety. Nie wiem jak z tą drugą, mimo że ożenił się z panną Clarą Clayton w 1885… tak, w 1885! Tak, w epoce Dzikiego Zachodu. To jego ulubiona epoka. Przeskoczył tam zaraz po tym jak naprawiliśmy razem kontinuum czasoprzestrzenne, na punkcie którego doktorek miał strasznego hizia. No, więc w 1955 doszło do rozdwojenia czasoprzestrzeni i mój rok 1985 przestał istnieć, chociaż go pamiętałem. A to wszystko za sprawą jednego przedmiotu, który przywieźliśmy z przyszłości, z roku 2015. Trochę to zagmatwane? Mnie to mówisz? Ja to wszystko przeżyłem! Ale nie żałuję. Nie byłoby tych wszystkich wspaniałych przygód, gdyby Doktorek we wspomnianym 1955, a dokładnie 5 listopada, nie wymyślił kondensatora strumienia… takiego dynksu umożliwiającego podróże w czasie. Uderzył się wtedy głową o umywalkę wieszając zegar i go olśniło.
Czy wspominałem już, że miał prawdziwą obsesję na punkcie zegarów?

* * *



„Bandyci czasu”
Opracował Przemysław „Jok” Grzesiak

++

Nazywam się Randall i jestem… hmm… jak to nazywacie? Krasnoludem? Skrzatem? Karłem? Nieważne. Jestem bandytą czasu! No, może i marnym, ale zawsze. Bo ja mam wizję! Wraz z moimi przyjaciółmi: Ogiem, Wallym, Dreptkiem (Strutter) oraz Szkodnikiem (Vermin) staliśmy się postrachem wszechczasów! Dosłownie każdych czasów! Okradamy raz, dwa i już nas nie ma. Tak! Dosłownie znikamy! A raczej przeskakujemy, np. o 200 lat wstecz albo w przód! Potrafimy przemieszczać się w czasie! Jest to możliwe dzięki mapie, którą ukradliśmy Najwyższej Istocie,. Teraz, co prawda, mamy trochę przechlapane, bo gdy nas dopadnie, zapewne zredukuje nas do działu tworzenia runa leśnego. Działu Tworzenia? No wiesz… pomagaliśmy przy tworzeniu świata. Nawet całkiem nieźle nam wyszły te… no… A, tak, wróćmy do tematu podróży w czasie. Dzięki wspomnianej mapie wiemy, gdzie są przejścia w czasie. Takie dziury. Zaznaczył je na mapie Kopyto...niestety już nie żyje. No ale hop i z czasów Napoleona trafiamy do teraźniejszości Robin Hooda... zaraz… Twierdzisz, że Robin Hood jest postacią fikcyjną, a nie historyczną? Tak? Skoro uważasz, że nie jest prawdziwy, to jakim cudem to on nas obrabował z naszych skarbów? Dobrze, dobrze, to, że my je ukradliśmy, nie oznacza, że nas wolno obrabować. Nadal twierdzisz, że to bujda. A co powiesz o Czasach Legend? Tak, dobrze słyszałeś! Czas legend, w którym żyją olbrzymy, ogry, morskie bestie, a także Zło! Nie wiesz kto to? No, Zło, taki dziwny facet z długimi szponami, w ciemnej szacie i z dziwnym kablem sterczącym z głowy…
On jest tematem zupełnie innej opowieści.

* * *



„Gwiezdnych Wojen” Moc podróży w czasie
Opracował Marcin „Lekt” Wiatrak

"Gwiezdne Wojny" są baśnią, space operą. Lasery, bezdotykowe podduszenie w gratisie oraz mały chłopiec, który podrósł (spoiler!) i został największym schwarzcharakterem kinematografii. Odnosząc się do zagadnienia podróży w czasie, skupimy się na wnuku wspomnianego Lorda, mianowicie (znów spoiler!) skuszonym Ciemną Stroną Mocy Jacenie Solo. Autorzy sagi pt. „Dziedzictwo Mocy” całkiem sprytnie wpletli w tkaninę opowieści o transformacji młodego Jedi nić wędrówek po Białym Nurcie Mocy. Kuszony Mrokiem, upadający w objęcia zatracenia Jedi, mamił przeszłością, zakochaną w jego młodszym bracie Anakinie, koleżankę z Akademii. Wykorzystywanie i manipulowanie przeszłością dla własnych niecnych zakusów wydaje się obrzydliwe, jednak Jacen nie cofnął się przed niczym, aby osiągnąć cel. Urządzając dla Tahiri Veila sesje (terapeutyczne?), zręcznie badał, czy zdoła ją przekabacić.

++

Trudność Białego Nurtu (swoistego rytuału) polegała na projekcji w Mocy (prawdopodobnie fatamorganie, acz zamierzonej), swoistej wizji zaszłości. Osoba „wchodząca” w zakrzywienie czasoprzestrzeni przebywała w miejscu danego zdarzenia, pośród którego mogła spotkać osobę martwą (tu Anakin Solo), owe „duchy” zaś wedle słów Jacena mogły nawet poczuć obecność odwiedzających Nurt. Skołatana stratą Tahiri gładko poddała się tęsknocie, zręcznie manipulowana chętnie wracała do chwil, gdy razem z ukochanym Anakinem walczyli przeciwko Vongom. Tahiri pragnęła jedynie objąć Aniego, znów móc go pocałować, co przyszły samozwańczy (i mierny!) Lord Sith niechybnie wykorzystywał. Sporym niebezpieczeństwem była również niezamierzona ingerencja w projekcję sytuacji, odtworzenie wydarzeń z pamięci uczestników oraz samej woli Mocy (domniemywam, iż przy użyciu technik Żywej Mocy). Musiało się to odbyć bez ich ponownej próby angażowania „teraźniejszości”, gdyż mogło to wpłynąć na stan wiedzy i pamięć istot, które brały udział w wydarzeniach Białego Nurtu, a przeżyły daną wizję. Bezrefleksyjne zanurzenie w Nurcie mogło wywołać nieoczekiwane zmiany w otaczającej rzeczywistości, choć zależało zdecydowanie od rangi wydarzenia. Efektywność Białego Nurtu zależała zaś od potęgi kreacjonisty, według mnie również od jego złej lub dobrej woli wobec sytuacji.

Z podróżami w czasie Gwiezdnego Uniwersum mamy również do czynienia w dylogii Zahna, "Rozdrożach Czasu" czy "Odpływie", w którym na skutek perturbacji hiperprzestrzennych (i oczywiście woli Mocy) sithański okręt wojenny wyskakuje z Nadprzestrzeni kilkanaście wieków później... lecz to już opowieść na kolejny kubek herbaty.

* * *




„Książę Persji”
Opracował Michał Wasilewski

Podejdź, chłopcze, nie wstydź się. Może i jestem ślepy, ale na pewno nie głuchy. Jesteś tu, aby poznać tajemnice czasu? Dobrze, więc pozwól, że opowiem ci historię pewnego człowieka, który ujrzał prawdziwe oblicze czasu własnymi oczami. Wielki wojownik, książę samej Persji! W swej lekkomyślności i dumie, otworzył mistyczną klepsydrę z piaskami czasu, ściągając zgubę na całe królestwo. Setki poniosły śmierć, jego rodzina i bliscy przemienili się w demony na usługach opętanego rządzą nieśmiertelności Wezyra. Książę powinien był do nich dołączyć, ale uciekł od odpowiedzialności.

++

Za sprawą magicznego sztyletu odwrócił bieg historii, nie dopuszczając do otwarcia klepsydry i przywrócił świat do poprzedniego stanu. Ale czas ma tę właśnie przypadłość, że nie zapomina, nigdy nie zapomina. Nie możemy naginać go do swojej woli, jest jak ujarzmiona rzeka, pozwoli nam wierzyć, że mamy nad nią władzę, ale prędzej czy później znajdzie wyłom. Książę był blokadą, przedwieczna bestia Dahaka miała ją obalić. Uciekając przed śmiercią, ruszył w szaleńczą podróż na Wyspę Czasu, miejsce, gdzie stworzono tajemnicze piaski. Książę umyślił sobie nie dopuścić do powstania feralnej klepsydry, co uwolniłoby go od Dahaki. Ostrzegałem, że przed przeznaczeniem nie ma ucieczki, ale nie słuchał. Raz jeszcze oszukał trybiki czasu, pradawna maska Piaskowego Upiora pozwoliła mu wyjść poza swój etap dziejów. Pozwolił młodszej wersji siebie umrzeć, po czym zajął jej miejsce. Książę zrealizował swój cel, niestety nie odegrał przez to roli, która była mu pisana w historii. Powstała nowa linia czasu. Linia długo odwlekanej wojny i cierpienia. Ten, kto szuka kontroli nad przeznaczeniem, nigdy nie zazna spokoju. Możesz pomyśleć, że czasu nie da się zmienić, że jesteśmy tylko trybikami w wprawionej w ruch maszynie, jednak nie byłem z Tobą do końca szczery. Toczymy tę rozmowę dlatego, że książę przestał uciekać, zaakceptował konsekwencje swoich czynów, stoczył walkę którą przeznaczone mu było przegrać... i wygrał.
Wprowadził nas w przyszłość wspanialszą, niż komukolwiek się śniło.

* * *



Nozdormu
Opracowała Monika „Ogryzkowa” Świrydo

„Marnujemy czassss... Cenny czasssss.”
Nozdormu, w odróżnieniu od śmiałych awanturników, nie lubuje się w podróżach w czasie. Jednak jest z nim nierozerwalnie związany.
Mistrz Czasu jest smokiem. Ogromnym smokiem o złotawej barwie, zdającym się cały czas zmieniać wygląd i pozycję. Porusza się dostojnie, jak na władcę przystało. W końcu jest Aspektem.
Gdy Tytani opuścili Azeroth, wybrali pięciu najpotężniejszych spośród pięciu smoczych szczepów – jednym z nich, pochodzącym z brązowego rodu, był Nozdormu. Wielki Ojciec użyczył mu swej mocy, by smok mógł strzec niezmienności ścieżek czasu. Obdarzył go też wiedzą, będącą tyle błogosławieństwem, co przekleństwem – Nozdormu wie, kiedy zginie. Do tego czasu musi zawsze wychodzić zwycięsko z potyczek. Od tej pory smok miał być znany jako Wieczny.
Zadaniem Nozdormu i jego brązowego szczepu jest pilnowanie, by czas płynął normalnie. Może się to wydawać absurdalne, ale w Azeroth wiele sił tylko czeka na okazję, by zakłócić bieg wydarzeń. Wieczny wie o naturze czasu znacznie więcej niż zwykli śmiertelnicy, nawet magowie. Jeśli zaś któryś z nich niebezpiecznie zbliża się do poznania tajemnic Mistrza Czasu, ten szybko interweniuje, wiedząc, że grzebanie w ścieżkach czasu nie może zakończyć się dobrze.

++


Nozdormu jest bardzo spokojny i zdystansowany. Nie zwraca większej uwagi na swoich nielicznych wyznawców, którymi są głównie nocne elfy, chcące odzyskać nieśmiertelność. Żyje z dala od cywilizacji, głęboko na pustyni Tanaris, ukryty w swoich Jaskiniach Czasu wraz z brązowymi smokami i Strażnikami Czasu. Jest to miejsce przesycone magią Nozdormu. Kto raz postawi tam stopę, nigdy nie będzie taki sam. Jedni wychodzą młodsi, inni starsi, a niektórzy nawet opuszczają Jaskinie zanim do nich wejdą.
Jeśli myślicie o rzuceniu wyzwania Wiecznemu i zakłóceniu czasu, darujcie sobie. Nozdormu niemal nie sposób pokonać, gdyż zawsze może, ot, wejrzeć w czas i wybrać najbardziej odpowiadający mu bieg wydarzeń. Jeśli to go nie zadowoli, może próbować w nieskończoność aż do skutku. Znając godzinę swojego końca, nawet musi. Mało tego, nieustannie będąc pod wpływem zaklęcia zmieniającego kształt, może przeistoczyć się w dowolną istotę, a nawet w chmurę piasku. Czasem przemierza Azeroth pod postacią człowieka, a zdradza go tylko i wyłącznie pośpiech.

* * *



Pan Samochodzik
Opracował Artur „Arto” Sobala

UFO to rzecz wszystkim znana – zielone ludziki w latających talerzach, przychodzą na myśl wielu osobom, które słyszą hasło „Niezidentyfikowany Obiekt Latający”. Jednak po przeczytaniu książki pt. „Pan Samochodzik i człowiek z UFO” (w późniejszych wydaniach „Pan Samochodzik i Nieśmiertelny”), dowiemy się, że latające spodki to nic innego, jak wehikuł czasu ludzi z przyszłości.

++


Detektyw i znawca sztuki, Pan Samochodzik, będąc w Muzeum Złota w Bogocie ma do czynienia z kradzieżą. Chcąc odnaleźć sprawców, łączy swe siły z Ralfem Dawsonem – człowiekiem przebywającym w sanatorium dla ludzi, którzy mają problemy z nerwami. Na tej postaci skupimy się, ponieważ twierdzi ona, że pochodzi z dalekiej przyszłości.
Wspomniane wcześniej latające statki to nic innego, jak przezroczyste, szklane kule, a unoszą się tak wysoko nad ziemią, gdyż ich piloci chcą zaobserwować zachowania ludzi z przeszłości. Nie mogą opuszczać swych maszyn, ponieważ to wymagałoby dematerializacji istoty z przyszłości i materializacji w innym czasie. Niektórych jednak ten zakaz nie dotyczy, mają oni do wykonania szczególną misję. Istotne jednak podczas podróżowania w czasie jest to, aby nie wpływać na bieg historii. Pomijając fakt, że na przykład można skrzywdzić swego przodka, a co za tym idzie sobie samemu napytać biedy, lecz co by było, gdyby naziści dostali broń z roku 9000?
Niegdyś szklane kule archeologów z przyszłości nie były tak doskonałe i w 1908 roku nastąpiła awaria, a ostatecznie eksplozja nad rzeką Mała Tunguska. To wyjaśnia, co tak naprawdę wybuchło na Syberii. W trakcie tego wypadku na Ziemię spadły trzy przedmioty, które oczywiście nie mogą dostać się w ręce ludzi współczesnych. Jeden z nich znajdował się w Muzeum Złota i został skradziony. Oto dowód na niebezpieczeństwa związane z cofaniem się o kilkaset lat. Niestety, to nie koniec...
Pierwszy człowiek z przyszłości po cofnięciu się w czasie doznał wielkiego szoku i trafił do Domu Obłąkanych. Dlatego podróżnicy musieli odbyć specjalne szkolenie. Kolejnym zagrożeniem był rozwój radarów czy rakiet dalekiego zasięgu, gdyż wysłannik z roku 9109 mógł zostać złapany lub zestrzelony, przez co uznano, że najlepiej cofać się do 1970 roku.
Na szczęście, gdy podróżnik zostanie zabity, wysłana ekspedycja wracała do okresu, w którym jeszcze żył i zabierała go do przyszłości zwanej Erą Panowania Rozumu.
Podobno...
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 mar 2017, 11:21 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka