Artykuły

Wywiad z Beniaminem Muszyńskim

Beniamin Tytus Muszyński znany jest każdemu polskiemu wielbicielowi literatury interaktywnej jako najpłodniejszy w naszym kraju twórca gier książkowych. Z okazji nowego wydania jego gry Afrykański świt, zapytaliśmy go również o czekającą na wydanie postapokaliptyczną powieść Hipoteza, literackie doświadczenia, zamysły i dalsze plany.

- Napisany przez Ciebie pięć lat temu Afrykański świt dzięki firmie Seventhtear doczekał się właśnie multimedialnej adaptacji na systemy Android (od marca dostępny był już dla użytkowników Windows Phone). Co stało się przyczynkiem do tej współpracy?

- Zaczęło się od telefonu od pana Mikołaja [Kołyszki], który powiedział, że dzwonił do niego pan Jakub [Jastrzębski], nasz dobry znajomy. Niedługo potem w trakcie wspólnej rozmowy pojawił się pomysł stworzenia cyfrowej adaptacji gry książkowej. Poszło bardzo szybko – w styczniu podpisaliśmy umowę, a już miesiąc później prace były bardzo zaawansowane.

Temat stworzenia tego typu programu nie jest nowy, coś podobnego chcieliśmy zrobić już przy okazji Uwikłanej, która początkowo miała być audiobookiem (niestety skończyło się na tekstowych wersjach elektronicznych). Było to zatem zwieńczenie planów, jakie mieliśmy już długo – szczególnie od momentu wydania 1812: Serca zimy. Kiedy zobaczyliśmy je pierwszy raz, stwierdziliśmy: "Oho, tak mogłyby wyglądać nasze gamebooki!".

- Czy to jednorazowy eksperyment, czy może część szerszego planu?

- Jeśli chodzi o mnie, jestem jak najbardziej otwarty na kolejne tego typu przedsięwzięcia. W kwestii obecnych działań, to IPN planuje w podobny sposób wydać Janka: Historię małego powstańca – wersja na urządzenia mobilne powinna być dostępna na jesieni.

- Dostępny w sklepach opis gry książkowej sugeruje, że nie mamy do czynienia ze zwyczajną paragrafówką, lecz specjalną wersją rozszerzoną o nową oprawę graficzną, muzykę, a także dodatkowe elementy – a zatem wydawnictwem stojącym na równi ze standardami wyznaczonymi w tej kategorii przez australijską firmę Tin Man Games. Czy mógłbyś powiedzieć, w jaki sposób pod ich wpływem zmieniła się gra?

- Przede wszystkim: w pełni zgadzam się z twoim porównaniem do Tin Man Games. Sądzę, że efekt prac Seventhtear nie odstaje nijak od dokonań Australijczyków. Sam nie dysponuję sprzętem, który pozwoliłby mi na przestestowanie pozycji, ale z informacji, jakie do mnie dochodzą, wiem, że rozgrywka przebiega bardzo przyjemnie i bezproblemowo. Na pewno dużo daje grafika – kilka dostępnych w Internecie ekranów z gry nie oddaje jej sprawiedliwości. W połączeniu z muzyką i oczywiście słowem pisanym umożliwia ona klimatyczną, kameralną lekturę. Tak jak do papierowej gry książkowej zasiąść można przy świetle świec, tak i w elektroniczny Afrykański świt przyjemnie jest na pewno zagłębić się w domowym zaciszu, przy zgaszonym świetle i ze słuchawkami na uszach – o podobny klimat trudniej było z PDF-em.

- W środowisku wielbicieli literatury interaktywnej wsławiłeś się tytułem najpłodniejszego polskiego twórcy gier książkowych. Czy od początku planowałeś w takim stopniu poświęcić się rzeczonej formie, czy może był to wynik przypadku lub naturalnej ewolucji?

- Ciężko mi od razu z perspektywy lat odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno kiedy napisałem pierwszą grę książkową i wrzuciłem ją na forum ParagrafoweGranie w formie prostego pliku doc, nie było to działanie nieprzemyślane. Miałem już wówczas pewien plan. Już kiedy pierwszy raz zetknąłem się z formą gry książkowej wiedziałem, że jest to coś, z czym chciałbym działać, rozwijać się i coś osiągnąć. Co – tego wówczas jeszcze nie wiedziałem. Ziemia była bardzo żyzna – takie przynajmniej odniosłem wrażenie. Postanowiłem zatem zasiać pierwszy plon, zobaczyć czy obrodzi, potem kolejny, i kolejny... Coraz bardziej pozytywny odbiór moich dzieł utwierdził mnie w przekonaniu, że to może być coś dla mnie – szczególnie, że gry książkowe nie są w Polsce szczególnie popularne. Ma to swoje plusy i minusy, ale na pewno daje potencjalnemu twórcy szalone możliwości.

Kiedy zaś w 2010 roku razem z Mikołajem założyliśmy magazyn Masz Wybór i Wydawnictwo Wielokrotnego Wyboru, nie chodziło już o osobiste zaistnienie, lecz o popularyzację gatunku wśród jak najszerszego grona odbiorców. Wydaje mi się, że dzięki Afrykańskiemu świtowi staje się to możliwe: osoba bez wcześniejszych doświadczeń z interaktywną literaturą może pobrać aplikację, zobaczyć, co to jest i się wciągnąć – w takim wypadku zyskam nie tylko ja, ale i sama forma.

++


- Co tak bardzo, poza dużymi możliwościami dla pisarza, zaintrygowało Cię w grach książkowych, że niedługo po zetknięciu się z nimi i ich polskim środowiskiem już wiedziałeś, że to coś dla ciebie?

- Równie dobrze mógłbym próbować odpowiedzieć tobie na pytanie, dlaczego po przeczytaniu Zewu Cthulhu z miejsca stwierdziłem, że muszę przeczytać wszystkie dzieła Lovecrafta wydane w Polsce, albo jak po pierwszym zetknięciu z moim literackim mistrzem Hrabalem słusznie przewidziałem, że do jego dzieł wracać będę przez długie lata i nie tylko w literackim, ale i realnym świecie odwiedzać miejsca, które opisywał...

Gatunek ten zaprezentował mi kumpel, któremu zadedykowałem później Szklaną twarz i szybko stwierdziłem, że to jest to, w czym chcę siedzieć. Niewiele później odkryłem, że przeszedłem już wszystkie interesujące mnie darmowe gry, sięgnąłem też po kilka komercyjnych – a wciąż było mi mało. Stwierdziłem zatem, że skoro nie mogę stale grać w takie gry, w jakie grać bym chciał, sam będę je pisał i udostępniał światu. Pokonałem zatem pewne moje opory przed kontaktem z ludźmi, zarejestrowałem się na forum i zacząłem działać. Od tamtej pory minęło już siedem lat.

- Warto zaznaczyć, że obok literatury interaktywnej tworzysz też klasyczną prozę. W marcu za pośrednictwem portalu Wspieram.to udało Ci się uzyskać fundusze na wydanie swej postapokaliptycznej powieści Hipoteza. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy, co zaprezentujesz czytelnikom na tym polu?

- Hipoteza jest już projektem jeśli nie leciwym, to na pewno dojrzałym – powstała w 2013 roku. W ciągu ostatnich trzech lat napisałem też trzy inne mikropowieści, które mam nadzieję wydać w tym lub przyszłym roku. Jako że wszystkie zawierają wątki autobiograficzne, chciałbym ujrzeć je w jednym tomie. To już jednak odleglejsze plany. Hipoteza wzięła dwa lata temu udział w konkursie na najlepszy literacki debiut roku – przeszła do drugiego etapu, lecz odpadła, z czego z perspektywy czasu się cieszę, posiadając pełnię kontroli nad tekstem.

Bardzo lubię postapokalipsę: czytam regularnie wszystkie książki z serii Metro 2033 jak i starsze pozycje, m.in. Miasto na górze Kira Bułyczowa, na której Głuchowski mniej lub bardziej świadomie zapewne się wzorował – nie bez znaczenia był tu też na pewno wspólny kontekst kulturowy. Myślę, że ze mną było podobnie. Wprawdzie przy tworzeniu Hipotezy nie wzorowałem się na żadnym konkretnym świecie czy stylu literackim, ale nie wierzę, by pochłonięte przeze mnie liczne motywy z ogromu pochłoniętych dzieł post-apo nie wyfermentowały w mym umyśle w żyzną glebę pod moje własne podejście do tematu.

Tym, co chciałem osiągnąć w mojej powieści jest zaprezentowanie innej wizji końca świata – nie poprzez zagładę nuklearną, katastrofę biologiczną czy inny naturalny proces wyniszczania gatunków, lecz w bardziej symbolicznej formie. Mam wrażenie, że postawy bohaterów, to, co udaje im się osiągnąć, utracić, jak rozwiązują swe problemy, w końcu – o jakiej hipotezie w tytule mowa można zacząć się domyślać już w połowie, gdy niektóre sprawy zaczynają się wyjaśniać. Kolejne rozdziały tylko potwierdzają te przypuszczenia. Myślę, że już sama nazwa jest bardzo specyficzna i dobrze oddaje ducha książki. Chociaż Mikołaj sugerował mi, że nie jest zbyt chwytliwa – być może.

To dzieło, które może dać odbiorcy okazję jeśli nie do głębszej refleksji, to choćby chwili namysłu. Nie jest to oczywiście rozprawa filozoficzna czy próba intelektualizowania gatunku, w którym choć porusza się oczywiście ważkie tematy, chodzi przede wszystkim o zapewnienie czytelnikowi rozrywki. Mam nadzieję, że udało mi się te elementy wyważyć. Od owej lżejszej strony Hipoteza jest przyjemną opowieścią o podróży, którą przynajmniej w zamyśle przyrównać mógłbym do kina drogi. Kolejnym elementem, który dodałem do tej mieszanki od siebie jest polska sceneria. Udało mi się opisać Kraków, Jasło, Sanok, nieco Rzeszowa i trochę terenów na południe od Sanoka. Mam nadzieję, że nie tylko mieszkańcy tych regionów, ale wszyscy czytelnicy Hipotezy znajdą w niej coś swojskiego.

- Co sprawia, że po dłuższym okresie zajmowania się literaturą interaktywną, z którą jesteś kojarzony, postanowiłeś zaprezentować się jako twórca klasycznej powieści?

- Gdybym miał odpowiedzieć na to pytanie jednym słowem, byłoby nim "ambicja". Dużo osiągnąłem na polu gier książkowych i na pewno nie zamierzam porzucać tego gatunku. Ze stanem spełnienia przyszło jednak poczucie ograniczenia w związku z byciem kojarzonym z jednym gatunkiem literackim. Miałem dłuższą przerwę w pisaniu tekstów "linearnych", wiedziałem, że chcę sprawdzić, jakie będą rezulaty tego powrotu: czy tu też będę przyjęty ciepło, czy uda mi się osiągnąć jakiś sukces? Poza tym miałem też oczywiście kilka spraw do powiedzenia – jeśli nie czytelnikom, to samemu sobie. Dzięki prozie postawić mogę szereg pytań dotyczących własnej egzystencji, których nie mógłbym raczej zadać sobie wprost.

Wracając jednak do ambicji: po zbiórce wiem już, że ludzie we mnie wierzą, co jest dla mnie szalenie ważne. Udało mi się uzbierać kwotę znacznie przekraczającą minimalny próg. Mam nadzieję, że nie zawiodę pokładanego we mnie zaufania i czekająca na wydanie w niedalekiej przyszłości Hipoteza zostanie odebrana pozytywnie.

- Na swym koncie masz już między innymi zombie horror, mroczny thriller, fantastykę czy kryminał – obecnie wydajesz zaś powieść postapokaliptyczną. Pomimo różnorodności gatunkowej, stałymi elementami twoich dzieł wydają mi się jednak przemoc i moralna degeneracja, wzbudzające w czytelniku poczucie niepokoju, zagrożenia czy wręcz odrazy. Wyjątku od reguły nie stanowi Afrykański świt – w teorii mający być lekką przygodówką, odznacza się momentami dość mrocznym klimatem. Czy celowo obrałeś tę konwencję, czy może to naturalny przebieg spraw?

- Przede wszystkim wydaje mi się, że nie tyle opisane przez ciebie elementy są stałym elementem mojej twórczości, co raczej postawa moich postaci literackich wobec nich. Starałem się, by w każdym dziele ważne było podejście gracza do zła. Momentami oddane nam do dyspozycji wybory czyniły jasnym, że chcemy mu się przeciwstawić; w innym znów wypadku chodziło nam raczej o próbę jego zakosztowania. Wszystko rozbija się o to, jak ludzie i kierowani przez nich bohaterowie – w pewnym sensie czytelnik zakłada na czas lektury maskę bezpieczeństwa, może powiedzieć: "to nie ja, tylko bohater", lecz za tą maską ciągle tak naprawdę jest człowiek – zachowa się w obliczu zła, które spotykamy według mnie na ulicach, w relacjach międzyludzkich... Dostrzegam je bardzo wyraźnie w każdym aspekcie nie tylko mojego życia, ale i tego, co obserwuję, a ludzi obserwować zdarza mi się bardzo często: przy prostych zajęciach, w komunikacji miejskiej, chodzących po chodnikach, rozmawiających w sklepach. Lubię często przebywać jako niewidzialny obserwator żywotów zupełnie obcych mi osób; dużo dostrzegam wówczas ciemnych plam. Często są zamalowane, przyozdobione czy zasłonięte jakimiś meblami życiowych wydarzeń, celów czy zwykłej hedonistycznej rozrywki, lecz ciągle tam są. Moim zadaniem jest odsuwanie tych mebli, zdzieranie warstw farby i pokazywanie ludziom, że w każdym z nas jest taka część – pytanie tylko, jak się wobec niej zachowasz? Masz wybór.

- Z drugiej strony w swych grach kładziesz nacisk na to, aby nie wyróżniać "tego właściwego" zakończenia i pozostawić samemu czytelnikowi wybór, jaką wersję historii uzna za swoją, za właściwą. Czy w takim razie na tej ścieżce do samopoznania pisarz ma oferować czytelnikowi jedynie narządzie, moralne sądy pozostawiając w największym możliwym stopniu w jego rękach?

- Jeśli chodzi o gry książkowe – jak najbardziej. Tutaj wskazuję pewne ścieżki, pokazuję różne rzeczy, natomiast w żadnym razie nie jest to próba wskazania czegoś wprost palcem. Mogę pokazać tablicę, na której są różne zdjęcia, jedne piękne i uospokajające, inne okropne. Mogę zaprowadzić czytelnika przed tę tablicę – i to wszystko. Mówię mu tylko, że może sobie wybrać jedno albo dwa z nich i zatrzymać je, wsadzić do portfela, natomiast ja odchodzę, nie patrzę, który kadr bierze, nie oceniam, nie cmokam mu nad uchem, nie gwiżdżę, nie krążę wokół niego ani nie nachylam się, próbując podpatrzyć, co wybrał – to jego wybór. Nasze drogi nie zawsze na powrót się krzyżują – to już jego zdjęcie, nie zaś moje i może o nim myśleć co zechce. Jestem fotografem, który pokazuje swą kolekcję ludziom i mówi: "wybierzcie coś sobie".

Troszkę inaczej sprawa wygląda jeśli chodzi o prozę klasyczną. Tutaj w miejsce tablicy jest jedno wykonane przeze mnie zdjęcie. Znów jednak nie mlaskam czytelnikowi nad uchem, nie podpowiadam. Wskazuję jedynie: "to jest coś, co ujrzałem i przeniosłem na papier; przyjrzyj się temu zdjęciu i powiedz: co o nim myślisz? Czy jest dla ciebie ważne, jak na ciebie oddziałowuje – i czy w ogóle? Na mnie podziałało." I znów odsuwam się w cień.

Czasem czytelnik milczy, czasem coś powie, czasem po prostu dziwnie się uśmiechnie – dla mnie to wystarczy. Ważne bym widział, że ktoś faktycznie przychodzi do tego zdjęcia, przygląda się mu i w ten czy inny sposób chce mi zakomunikować, co o nim myśli. Czy sam chce stworzyć podobne zdjęcie czy wręcz przeciwnie, ma ochotę je podrzeć? A jeśli tak, to dlaczego? A jeśli nie chce podawać powodów, niech przynajmniej odda mi fragmenty, niech w jego umyśle pozostanie po nich jakiś ślad.

- W wieku 27 lat masz już na swoim koncie kilkanaście powieści interaktywnych, zacząłeś publikować swoją prozę "linearną". Co dalej wiążesz ze swoją działalnością na najbliższe miesiące, lata, dekady, życie?

- Może nie będę wybiegał tak daleko w przyszłość. Oprócz wspomnianych mikropowieści od kilku miesięcy dojrzewa we mnie pomysł na kolejną grę książkową – obecnie nie mogę stwierdzić, czy zasiądę do pisania, czy też zawieszę projekt. Pod koniec bieżącego roku chciałbym zacząć tworzyć kolejną obszerną grę. Będzie dotykać bliższych prozie Mikołaja kwestii religiioznawczych, które mnie też zawsze interesowały – z pewnością skorzystam z jego pomocy, jeśli będę rozwijał ten projekt. Podobnie jak w Hipotezie, ważna będzie warstwa symboliczna – jeśli nie uda mi się uzyskać zadowolających efektów w tej materii, wątpię, bym opublikował projekt. Jeśli nie zacznę nowego tradycyjnego dzieła prozatorskiego, rok 2015 upłynie mi zatem pod znakiem kolejnej powieści interaktywnej.


- Dziękuję za udzielenie wywiadu.

- Również dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Leon Ślużyński

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 27 kwi 2017, 06:20 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka