Artykuły

Inaczej, ale klasyk - rzecz o "Diunie" Franka Herberta

Nie ma wątpliwości, że „Diuna” jest klasykiem. Powiedziawszy to wypada jednak stwierdzić, że dziwny to klasyk. Uznany za przedstawiciela gatunku, do którego nie do końca należy, czy też przecierający ścieżki opowieściom, które powstaną dopiero wiele lat później. Porównywany z innym wielkim dziełem połowy wieku - „Władcą Pierścieni”, w sposób zupełnie nieuprawniony. Bo jak tu porównywać nieporównywalne?

Dwa różne klasyki

Powszechnie przyjmuje się, że "Diuna" zrobiła dla science-fiction to, co "Władca Pierścieni" dla fantasy. Przy całym szacunku dla powieści Herberta, trudno zgodzić się z tym twierdzeniem. Mimo wielu podobieństw, "Diuna" w odniesieniu do sci-fi jako gatunku literackiego ma zupełnie inne znaczenie niż "Władca Pierścieni" dla fantasy.

"Diunę" odróżnia od "Władcy Pierścieni" bardzo zasadnicza kwestia. Czegokolwiek by nie powiedzieć o prozie Tolkiena, jeden fakt pozostaje niezaprzeczalny – dzięki trylogii (i wcześniejszemu "Hobbitowi") powstał zupełnie nowy gatunek literacki – fantasy. Można wprawdzie argumentować, że mity, legendy, podania ludowe czy XIX-wieczna powieść gotycka, zaliczają się do fantastyki, jednak dopiero Tolkien wyznaczył standardy dla współczesnej formy gatunku. Prozę Brytyjczyka można lubić albo nie, jednak tylko ludzie o ciasnych umysłach nie uznają jej za kanoniczną. Bez Tolkiena nie byłoby nie tylko fantasy, ale i fantastyki, jaką znamy dzisiaj.

Czy to samo można powiedzieć o "Diunie", podmieniając każdorazowo słowo fantasy na science-fiction? Miłośnicy Herberta zapewne chcieliby odpowiedzieć na to pytanie twierdząco, jednak to Philip K. Dick wydaje się bardziej zasługiwać na miano ojca gatunku. To właśnie jego proza pobudzała wyobraźnie późniejszych twórców, wyznaczając główny szlak rozwoju science-fiction.

Owszem, niektórzy uznają, że "Diuna" jako pierwsza wielka saga sci-fi też przecierała ścieżki, jednak patrząc wyłącznie na pierwszą część opowieści Herberta, można mieć problem z akceptacją jej jako... powieści science-fiction. Statki kosmiczne i multiplanetarne imperia nie są jedynym wy-znacznikiem gatunku.

Fantasy sci-fi

Jak na klasykę science-fiction "Diuna" jest bardzo... fantasy. Wydawać by się wręcz mogło, że wątki futurystyczne i kosmiczne mają na celu głównie powiększenie świata przedstawionego, oś wydarzeń toczy się jednak w społeczności o typowo średniowiecznej, feudalnej mentalności.

Dziwne rozdwojenie powieści łatwo zilustrować, opisując jej fabułę. Można to zrobić tak:

Diuna to epicka powieść, przenosząca nas w świat salonowych intryg i kłamstw, gdzie młody książę Paul Atryda stara się odnaleźć siebie. Książęcy ród Atrydów przybywa na swoje nowe lenno – żyzną, lecz nieprzyjazną krainę, obfitującą w dobra niedostępne nigdzie indziej. Atrydzi, stając się strażnikami, istotnych z punktu widzenia funkcjonowania całego Imperium towarów, stają się jednocześnie obiektem intryg innych możnowładców. Czy uda im się przetrwać?

Opis książki można zamknąć jednak i takim słowami:

Sytuacja polityczna w Imperium zmusiła ród Atrydów do opuszczenia swojej rodzinnej planety Kaladanu i objęcia władzy na niegościnnym Arrakis, potocznie zwanym Diuną. Drastycznie brakuje tam wody, a ogromne czerwie żyjące na pustyniach pożerają nawet wielkie jednostki latające. Na Arrakis znajduje się jednak klucz do funkcjonowania Imperium – przyprawa, dzięki której gildia kosmiczna jest w stanie podróżować po Wszechświecie. Czy ród Atrydów utrzyma kontrolę nad polami przyprawowymi, czy też upadnie pod wpływem intryg innych władców planetarnych?

Schizofrenia i pasożytnictwo

Przy takiej schizofrenii gatunkowej, w momencie powstawania "Diuna" mogła wydawać się ślepym zaułkiem rozwoju fantastyki. Jak się okazało tak jednak nie było – łącząc fantasy z science-fiction wyprzedziła rozwój literatury o całe lata. Dopiero od kilku lat bowiem, gatunki synkretyczne zaczynają wypierać z rynku gatunki w stanie czystym. Dowodem na to jest choćby ogromna popularność "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza w Polsce czy „Mrocznej Wieży” Stephena Kinga na świecie.

++


Porównując "Diunę" do "Władcy Pierścieni" nie sposób też przeoczyć zupełnie innej relacji między poszczególnymi książkami w obu sagach. W trylogii Tolkiena pozostają one w symbiozie – jeden tom nie ma sensu bez drugiego. U Herberta wszystkie pasożytują natomiast na księdze pierwszej, która jest zamkniętą całością, zdolną funkcjonować bez późniejszych dodatków.

Rozpatrując jednak "Diunę" jako samodzielne dzieło, trzeba przyznać, że w pełni zasługuje na miano klasyka. Inspiracje książką Franka Herberta widać w bardzo wielu utworach – zalicza się do nich m.in. "Pieśń Lodu i Ognia" George'a R.R. Martina. Uważny czytelnik zauważy wiele podobieństw między postacią Daenerys, a Paulem Atrydą.

Frank Herbert był też bodajże pierwszym twórcą fantastyki, który w swoim utworze użył narracji polifonicznej (a raczej zaczął stawiać pod nią fundamenty), gdzie można było poznać sposób myślenia kilku różnych bohaterów. I to bohaterów nie byle jakich, bo mających wpływ na politykę imperium.

Odczłowieczenie

Ujęcie polityki jest zresztą elementem, który znacząco odróżnia „Diunę” od literatury fantasy. Her-bert postrzega ją w sposób bardziej dorosły niż choćby Tolkien, dla którego jest ona po prostu inną areną walki dobra ze złem. Amerykanin podchodzi do niej w sposób zdecydowanie bardziej cyniczny, a zarazem realistyczny – pokazuje, że jest przede wszystkim środkiem do odniesienia osobistych korzyści. Wszystko, co czynią bohaterowie „Diuny” podyktowane jest ich własnym interesem, są chciwi, samolubni, małostkowi i mściwi. Nie ma w nich ani krztyny epickiego heroizmu, charakteryzującego wielkie historie fantasy, co pcha powieść Herberta nieco w kierunku odzierającego człowieka z człowieczeństwa science-fiction. Nie do końca jednak.

Postawiony na pierwszym planie powieści lud Atrydów ma jednak pewne ludzkie odruchy oraz odrobinę więcej empatii i dobroci niż ich polityczni przeciwnicy. Niewystarczająco wiele być może, żeby nazwać ich „wojownikami światła w walce z ciemnością”, wystarczająco jednak, żeby czytelnik nie miał wątpliwości za kogo trzymać kciuki.

Trącący myszką styl

Mimo wielu fundamentalnych różnic między pozycją „Władcy Pierścieni” w fantasy, a „Diuny” w science-fiction, obie lektury niewątpliwie łączy jedno – sposób czytania. Mimo, że trylogia Tolkiena opowiada fantastyczną historię, ze świecą jednak szukać czytelnika, któremu nie dłużyły się opisy przyrody i którego nie irytowały nieuzasadnione przestoje w akcji. Podobnie jest z „Diuną”.

Od samego początku opowieść intryguje i angażuje intelektualnie, akcja jednak rozwija się tak po-woli (a w dalszej części książki tak skacze), że potrafi czytelnika znużyć. Książka wydaje się przez to dwa razy grubsza niż jest w rzeczywistości.

Trud czytelnika, który przebrnie już przez co dłuższe fragmenty, pozostaje jednak w pełni wynagrodzony. Historia jest doskonale przemyślana i ciekawie skonstruowana. Od samego początku znamy plany i intencje różnych bohaterów, jednak nie mamy pojęcia co się wydarzy, kiedy plany te spotkają się wpół drogi. W szczególności, w sytuacji, gdzie w międzyczasie na scenie pojawiają się kolejni gracze z własnymi ambicjami i pomysłami... Wystarczy do tego wszystkiego dorzucić rozchwianego emocjonalnie głównego bohatera – Paula Atrydę i recepta na ekscytującą lekturę jest gotowa.

„Diuna” cieszy się opinią klasyka w pełni zasłużenie, choć nie do końca z właściwych przyczyn. Ma jednak wszystkie znamiona książki kanonicznej – wprowadziła do literatury nową jakość, posiada pewne dostojeństwo stylistyki, balansujące na krawędzi nudziarstwa, wytrwałych czytelników nagradza jednak po stokroć doskonałą fabułą. Kto jeszcze nie czytał, powinien czym prędzej nadrobić zaległości – zawsze warto znać swoich klasyków, szczególnie jeśli mają aż tyle do zaoferowania co „Diuna”.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 mar 2017, 11:19 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka