Artykuły

Książki niedoceniane

01/2011
Zdarzają się dzieła, koło których nie sposób przejść obojętnie, a mimo to – wcale nie jest o nich głośno. Niekiedy bywa jednak i tak, że choć wielu o danej pozycji pisze, to jednak jej walory nie są w pełni doceniane. Książka ginie w odmętach zapomnienia albo co gorsza – zyskuje złą sławę, mimo że na nią nie zasłużyła. Rozpoczynając nowy cykl w ramach Aktualizacji Literackiej prezentujemy Wam trzy wybrane utwory z kategorii tych niedocenianych: „Śmierci nekromanty” Marty Wells, cykl o Troi Davida Gemmella oraz „Melindę” Neila Gaimana i Dagmary Matuszak.

Maciej 'morfin' Przygórzewski dementuje złą opinię:



Mówi się – Nie oceniaj książki po okładce, po lekturze „Śmierci nekromanty”, autorstwa Marty Wells oraz po zapoznaniu się z licznymi recenzjami, opisującymi ową pozycję, należałoby utworzyć nową maksymę – Nie oceniaj książki po jej recenzjach.

++

Akcja powieści rozgrywa się w fikcyjnym królestwie Ile – Rien, stworzonym przez autorkę na wzór historycznego cesarstwa austro – węgierskiego. Mimo licznych wątków fantastycznych, uważny czytelnik bez problemu odnajdzie i rozpozna nawiązania do XIX wiecznej Austrii, co szczególnie ułatwia opis stolicy Ile – Rien, noszącej wiele mówiącą nazwę – Vienne. Głównym bohaterem „Śmierci nekromanty” jest młody szlachcic, Nicholas Valiarde, który wraz z grupą przyjaciół dąży do wywarcia zemsty na człowieku, stojącym za śmiercią Edouarda Villera – przybranego ojca Nicholasa. Pragnienie zemsty staje się motorem napędowym poczynań naszego bohatera. Dla niej rezygnuje ze studiów medycznych, dla niej rozpoczyna działalność handlarza sztuki, dla niej w końcu powołuje do życia postać Donatiena – niekwestionowanego przywódcy przestępczego półświatka Vienne, który z czasem staje się jego mrocznym alter ego. Jednak kiedy plany Nicholasa zdają się być bliskie realizacji, na scenie pojawia się nowy gracz. Tajemniczy nekromanta, postać nawiązująca bezpośrednio do niesławnego Kuby Rozpruwacza, sprawia, że Donatien – największy przestępca Ile – Rien, sprzymierza się z tropiącymi go stróżami prawa w walce ze złem zagrażającym całemu królestwu.

Książka napisana jest w konwencji znanej jako steampunk (mroczna industrialna przeszłość połączona ze światem magii), której jest bez wątpienia jednym z najlepszych przedstawicieli. Niesamowita plastyczność obrazów XIX wiecznego miasta, charakterystyczne zestawienie techniki oraz sił nadprzyrodzonych, a także bohaterowie przywodzący na myśl postacie z utworów Arthura Conan Doyle’a czy Juliusza Verne’a, wszystko to składa się na pasjonującą powieść, która pochłania czytelnika bez reszty. Na szczególną uwagę zasługuje również ów niezwykły sposób, w jaki autorka opowiada nam tę historię. Tego rodzaju specyficzna subtelność oraz lekkość w prowadzeniu narracji wydaje się być zdolnością niedostępną dla jakiegokolwiek, nawet najbardziej uzdolnionego mężczyzny, a i mało która pisarka potrafi ją wykorzystać w stopniu, w jakim czyni to autorka.

Martha Wells nie jest postacią szczególnie znaną i rozpoznawalną wśród fanów fantastyki czy też w kręgu zajmujących się tym gatunkiem krytyków. W swoim dorobku ma wprawdzie kilkanaście powieści, opowiadań oraz prac krytycznych, jednak poza paroma nominacjami do literackich nagród (w tym nominacji do nagrody Nebula za powieść „Śmierć Nekromanty”), nie została nigdy w poważny sposób doceniona przez środowisko. Opisywana przez nas książka jest prawdziwym opus magnum w jej dorobku, a mimo to, rozliczni recenzenci potraktowali ją w sposób schematyczny i powierzchowny. „Śmierć nekromanty” została uznana za tzw. „czytadło” – książkę, której jedyną wartością jest fakt, że czyta się ją dla przyjemności, nie zaś dla zawartych w niej owych mitycznych „wyższych wartości” – cokolwiek zwrot ten ma oznaczać. Wszystkim, którzy jak dotąd zajmowali się recenzowaniem tej pozycji, umknął wyraźnie fakt, iż „Śmierć nekromanty” to opowieść o przyjaźni – jakże rzadkiego i spłyconego w dzisiejszych czasach uczucia, oraz prymacie dobra ogółu nad własnym. Zaś co do stawianych przez krytykę „zarzutów” o sensacyjność fabuły, wartkość akcji oraz barwność opisów, to czyż nie są to cechy typowe dla dzieł wybitnych?

Adrian 'wadik' Wędzel przypomina przebrzmiałą sławę:



Cykl o Troi Davida Gemmella nie cieszy się dużą popularnością wśród polskich czytelników. Jednak ten brytyjski autor w swoim ojczystym kraju był równie ceniony co jego rodak, Terry Pratchett. W końcu obaj pisarze zostali wyróżnieni i zaproszeni do programu telewizyjnego, którego tematyka związana była z Tolkienem. W 2008 roku została utworzona nagroda, pochodząca od imienia pisarza – David Gemmell Legend Awards, a jej pierwszym laureatem został Andrzej Sapkowski. Warto zastanowić się, dlaczego świetny pisarz, przez wielu okrzyknięty najlepszym twórcą heroic fantasy na świecie, jest tak mało popularny w naszym kraju.

++

Od razu na myśl nasuwa się kiepska promocja, a właściwie jej brak. Pierwszy tom („Pan srebrnego łuku”) ukazał się w roku 2006. Trzeba przyznać, że wydawnictwo Rebis stanęło na wysokości zadania – wydanie było bardzo ładne, żeby nie powiedzieć kolekcjonerskie. Twarda oprawka z wręcz filmową fotografią, biały kredowy papier i delikatne zdobienia na każdej ze stron, sprawiały przyjemne wrażenie. Niestety, na tym skończyła się praca wydawcy. Premiera przeszła bez większego echa, a piękne wydanie zostało zauważone i docenione przez małą grupę fanów.

David Gemmell niewątpliwie powinien zostać doceniony. Uwagę zwraca przede wszystkim niebywała kreacja postaci. Każdy z bohaterów ma swoją historię, problemy i gryzące sumienie. Nawet postaci trzecioplanowe posiadają własne przemyślenia, do których zostaje dopuszczony czytelnik. Jednoznaczna ocena któregokolwiek z bohaterów jest niemożliwa. Gemmell obdarzył ich taką ilością cech ludzkich, że ma się nieodparte wrażenie iż miasto i jego mieszkańcy żyją własnym życiem, a czytelnik pełni rolę obserwatora.

Nici fabularne, splecione przez Gemmella, zawstydziłyby niejednego mistrza krawiectwa. Efektem jego pracy jest wspaniałe dzieło, które cechuje spójność i rozmach. Po drobnych nitkach czytelnik dochodzi do kłębka, czyli finału. Zakończenie wzrusza, zaskakuje i wzbudza żal z powodu przewrócenia ostatniej strony. Zgodnie z powiedzeniem, u Gemmella większe wydarzenia i konflikty są napędzane przez różne, z pozoru nic nieznaczące czynniki (np. nieprzemyślane słowo). Tak bardzo rozgałęziona struktura pozwala na żonglowanie wydarzeniami, co też autor czyni.

Ogromnej pracy wymaga stworzenie książki, której główne motywy są wszystkim znane. Nie każdemu udaje się przedstawić to, o czym każdy choćby słyszał, w sposób porywający i oryginalny. David Gemmell był pisarzem, któremu to się udało. Niestety, nie został należycie doceniony i zapamiętany, a to mu się należy.

Beata 'Wiedźma' Kukiełka pisze o tym, o czym wszyscy milczą:



Neil Gaiman znany jest rzeszom czytelników, zarówno ze swoich powieści („Amerykańscy bogowie”, „Nigdziebądź” i in.) jak i komiksów (najpopularniejszy z nich jest cykl o Sandmanie). Mało kto jednak kojarzy to nazwisko z „Melindą” - przepiękną, nostalgiczną opowieścią, stworzoną wspólnie z Dagmarą Matuszak.

++

Ten niezwykły album został w całości wydrukowany i wykończony ręcznie w Polsce w 2004 roku (choć polska premiera miała miejsce rok później niż amerykańska). Od samego początku wzbudzał emocje wśród bibliofilów. Na całym świecie wydano jedynie1500 egzemplarzy, z czego 400 zostało w rękach autora, 100 trafiło do rysowniczki, zaś jedynie 500 – do polskiej dystrybucji. Dlatego też każdy egzemplarz był ręcznie numerowany, zaś sto sztuk wersji kolekcjonerskiej dodatkowo opatrzono autografami twórców.

Dziwić może fakt, że prawie żaden portal, poświęcony fantastyce, nie opublikował recenzji „Melindy”. Taki tekst ukazał się na Bestiariuszu, lecz właściwie nigdzie więcej. Zapewne wpłynęła na to cena i dostępność albumu, który początkowo dystrybuowany był wyłącznie za pośrednictwem wydawnictwa Atropos. Niemniej, te 56 stron, wydanych na szlachetnym, wzbogaconym o barwne złote drobiny papierze o wysokiej gramaturze, warte jest swojej ceny.

Skrócony opis fabuły, jeśli można tak nazwać podpisy pod ilustracjami, znajduje się we wspomnianej recenzji. W tym miejscu warto wspomnieć jednak o poetyce języka i jego korespondencji z obrazem. „Melinda” nie przemawia do czytelnika rozbudowaną narracją ani sztucznie kreowanymi emocjami. Ukazuje życie dziewczynki w fotograficznym skrócie, opisuje je zaś niemal hasłowo. Wszystko to wpływa na dynamikę interakcji z czytelnikiem.

Jeśli więc ktoś poszukuje dzieła krótkiego, ale bardzo wymagającego - „Melinda” jest dla niego. Ten utwór przesycony jest magią starych baśni, które wciągały, intrygowały, lecz zarazem straszyły, pokazując całą prawdę o życiu. Jest to dzieło niemal całkowicie zapomniane, choć zapomnienia niegodne.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie dyskusje na forum
  • Więcej

Bestiariusza przegląda 5 użytkowników: 1 zalogowany, 0 ukrytych i 4 gości
Zalogowani: Google [Bot]

Copyright © 2001-2010 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 maja 2012, 13:15 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka