Rozmawiają: Beata 'Wiedźma' Kukiełka (W.) i Adrian 'wadik' Wędzel (wa.):+
W.: Istnieje temat, na który wszyscy albo milczą, albo opowiadają dowcipy. Niby każdy wie, że to zjawisko ma miejsce. Niektórzy traktują je jako naturalne, inni uważają za niewybaczalne. Nieodłączny element romansów. Zdrada. Przyjrzyjmy się jej kondycji w literaturze fantastycznej. Zdawać by się mogło, że tak pospolity temat odnajdziemy w bardzo licznych dziełach pisarzy z całego świata...
wa.: Niemniej to tylko pozory. Otóż w rzeczywistości znalezienie dobrej książki, w której zdrada kochanków stanowi punkt kulminacyjny albo choćby początek lawiny zdarzeń, okazuje się niezwykle trudne. Nie wiedzieć czemu, autorzy niechętnie wplątują swoich bohaterów w zdrady. Być może ma to związek z późniejszą formą powieści, by nie stała ona na oklepanych schematach.
W.: Obawa o wpadnięcie w sidła schematyczności nie wydaje mi się uzasadniona. Wszak zdrada zdaje się być stworzona do tego, aby siać zamęt, mieszać szyki bohaterom, łamać charaktery i odwracać ciężar opowieści. Za pierwszy przykład może posłużyć nam Cersei Lannister z
„Pieśni Lodu i Ognia” Martina.
Królowa Westeros spłodziła trójkę dzieci, których ojcem nie był jej mąż, tylko... brat bliźniak, Jamie. W konsekwencji kazirodczego związku, Cersei postanowiła otruć króla, zaś na tronie zasiadł jej syn, posiadający przy tym sadystyczne skłonności. Cersei została królową regentką, a wszyscy zaczęli się tłuc i spiskować o Żelazny Tron, o czym w sumie opowiada cykl.
Ciekawym zagadnieniem jest to, dlaczego królowa na swojego kochanka wybrała nie dość, że brata, ale w dodatku bliźniaka. Może była tak zapatrzona w siebie, iż uznała, że dobrana w ten sposób pula genetyczna będzie najlepsza dla jej potomstwa? Jest to klasyczny przykład zdrady dla uzyskania konkretnych korzyści, którymi w tym przypadku była władza. Jednak kochankowie często zdradzają z bardziej błahych powodów.
wa.:Pospolitszą pobudką jest z pewnością pożądanie. Dobrze, jeśli bohater umie je opanować, bo inaczej może się to skończyć podobnie jak w przypadku Connavara z dylogii
„Rigante” Davida Gemmella.
Bohater powieści jechał spotkać się ze swą wybranką serca - Teą, lecz po drodze zawitał w progi pewnej kobiety. Został tam na dłużej, co zaowocowało ciążą kochanki. Wszystko można by zatuszować, gdyby nie fakt, że w tym czasie jego ukochaną zaatakowali bandyci. Kobieta zginęła z sercem przeszytym strzałą. Owoc "skoku w bok" Connavara czytelnik poznaje w drugim tomie. Choć wszyscy wiedzą, czyim młodzieniec jest synem, to jednak ojciec się do niego nie przyznaje. Tym samym czyni wielką krzywdę chłopakowi, notorycznie przez niego poniżanemu i odtrącanemu.
Nic tak nie wzrusza jak cierpienie dzieci z powodu błędów rodziców. Jednak cierpieć może również...
W.: Ten, kto zdradza. Obraz trudniejszej zdrady dostajemy w
„Strażniczce bramy” Michelle Zink. Kiedy w pierwszym tomie trylogii poznajemy główną bohaterkę, Lia jest nieszczęśliwą dziewczyną, która jednak ma u swego boku kochającego chłopaka. Jest przekonana, iż to miłość jej życia, której pozostanie wierna aż po grób. Tymczasem niesprzyjające okoliczności losu i mroczna przepowiednia sprawiają, że między zakochanymi pojawia się tajemnica. Lia wyjeżdża w misję, z której być może nie powróci. Dla dobra ukochanego nie informuje go o niczym, nie odpisuje na listy – zostawia go na pokuszenie swej siostrze bliźniaczce, Alice, będącej „główną złą” powieści.
Tymczasem w podróży poznaje innego mężczyznę, tajemniczego i przystojnego. Z opisu ten drugi chłopak kojarzy się z Mamoru Chiba rodem z
”Czarodziejki z Księżyca”. Wystarczy powiedzieć, że Lia stopniowo się w nim zakochuje, zresztą z wzajemnością. Jest to miłość równie głęboka jak ta, której wcześniej poprzysięgła być wierną. Dziewczyna poddaje się jej, choć odczuwa pewien dyskomfort psychiczny. Wie, że ślubowała wierność innemu, ale jednocześnie jej losy potoczyły się w ten sposób, iż dużo bliższa stała się Dimitriowi.
Zdrada w powieści Zink zdaje się mieć kluczowe znaczenie dla losów bohaterów. Wskazuje motywy, które do niej prowadzą – chęć poczucia bezpieczeństwa, potrzebę zrozumienia i akceptacji. Jako że trzecia część cyklu jeszcze się nie ukazała, trudno przewidzieć, jakie rozwiązanie z tej sytuacji znajdzie autorka. Oby tylko nie poszła na łatwiznę, usuwając jednego z kochanków...
wa.: Sprawa ma się podobnie w
trylogii trojańskiej Davida Gemmella. Andromarcha, przyszła żona Hektora, zostaje sprowadzona z żeńskiego klasztoru wprost do Troi. Jest to sprzeczne z jej dotychczasowym stylem życia, gdyż gardzi ona mężczyznami. W klasztorze na wyspie, na której dotąd żyła i oddawała uciechom, razem z resztą kobiet wyśmiewała się z facetów. Niewiasty twierdziły, iż bez nich świat byłby piękniejszy, były samowystarczalne pod każdym względem, także seksualnym. Tymczasem zmieniają się okoliczności i Andromarcha odkrywa przepowiednię, mówiącą, iż czekają ją trzy wielkie miłości. Dziewczyna jednak podchodzi do tego lekceważąco.
Gdy trafia na trojański dwór, poznaje Heliakona, którego przymioty dorównują mitologicznym herosom. Z biegiem akcji oboje zaczynają pałać do siebie uczuciem. Gdy mężczyzna zostaje ranny, jeden z lekarzy zaleca, aby w ramach leczenia do łóżka chorego, gdy tylko zejdzie gorączka, posłać kobietę. W następstwie realizacji „recepty” Andromarcha zachodzi w ciążę. Sprawa staje się niebezpieczna – wszak kobieta jest już żoną innego, w dodatku będącego następcą tronu.
Zdrajczyni posuwa się w swym czynie jeszcze dalej. Dowiaduje się, iż Hektor podczas wojny utracił męskość. Wie jednak, że musi ukryć swą zdradę, a jednocześnie oczekiwanie społeczne jest takie, iż powinna urodzić potomka. W następstwie tych przemyśleń oddaje się Priamowi, ojcu swojego małżonka. Dzięki takiemu zabiegowi, podwójna zdrada uchodzi jej na sucho. Jednak czy do końca tak jest?
Rodząc dziecko Heliakona, kobieta już na zawsze będzie prześladowana przez owoc swego czynu. Nigdy nie zapomni o tym, co zrobiła. Na dodatek nie żałuje swego postępowania, przez co sprawia, że Hektor odsuwa dziecko na bok. Po raz kolejny osoby niewinne odnoszą największe konsekwencje błędu innych ludzi, co jest najwyraźniej motywem, który Gemmell sobie szczególnie upodobał.
W.: Z tą niewinnością to bym nie przesadzała. Zwykle jednak konsekwencje zdrady odciskają piętno bezpośrednio na winowajcy. Znakomitym przykładem może tu być
casus Reynevana z
trylogii husyckiej Sapkowskiego. Wszak
„Narrenturm” rozpoczyna się opisem miłosnych igraszek młodzieńca z dojrzalszą i bardziej doświadczoną Burgundką Adelą, będącą przy tym żoną starego Gelfrada von Sterczy. Jest to jednocześnie pierwsza przyczyna poważnych kłopotów bohatera.
Tak więc we wspomnianym przypadku motyw zdrady jest najpospolitszy: pożądanie niezaspokojonej kobiety, zapał Reinmara i wiek zdradzanego męża. Profil psychologiczny Adeli nie jest szczególnie pogłębiony – widzimy ją jako życiową kobietę, której jednak żadną miarą nie da się nazwać dobrą. Jest ona raczej zwykłą mieszczką, szukającą jedynie uciechy i zysku.
wa.: Ciekawe jest również to, że w przypadku Reynevana oberwały osoby postronne, a sam winowajca zdołał uciec. Dużo rozlewu krwi spowodowała także
zdrada Ginewry, żony króla Artura. Zdradziła ona męża z jego przyjacielem, Lancelotem, który uchodził za najlepszego rycerza Okrągłego Stołu. Przysiągł on bronić swojej ukochanej za wszelką cenę, czego też dowodzi, gdy ich romans zostaje ujawniony. Bez najmniejszych skrupułów zabija swoich przyjaciół, którzy pomagają Arturowi w wykonaniu wyroku na Ginewrze. Sam król Artur ginie z rąk swojego syna, którego zaślepiła żądza władzy, a Ginewra składa śluby zakonne.
Tu warto zwrócić uwagę na piętrzące się wokół bohaterów zdrady – Ginewra zdradziła Artura z Lancelotem, Lancelot na skutek podstępu zdradził ją potem z Elaine z Corbenic, a sam Artur spłodził przecież syna ze swoją siostrą, Morganą...
Czy Artur był w jakikolwiek sposób winny? Sądzę, że nie, jednak zdrada najbardziej odbiła się na nim. Utracił życie, a odpowiednio wcześniej przyjaciela i piękną żonę. Stracił przy tym także wielu towarzyszy. Wszystko się posypało, sprawiając, że upadło zgrupowanie rycerzy Okrągłego Stołu oraz zamek Camelot. Po raz kolejny widać, że zdrada niesie za sobą wiele nieprzyjemnych konsekwencji.
W.: Nie przesadzajmy może z tym moralizatorskim tonem i straszliwymi konsekwencjami zdrady. Istotnie przywoływane przykłady w większość ukazują niebezpieczeństwa, jakie pociąga za sobą takie postępowanie. Niemniej uważam, iż po prostu tragedia bardziej pasuje do wielu pomysłów autorów niż ukazanie zdrajcy, któremu świetnie się powodzi. Być może istnieje tu pewna luka, spowodowana traktowaniem motywu zdrady niezwykle instrumentalnie – nie jako pomysłu samego w sobie, na którym można oprzeć konstrukcję powieści, ale jedynie elementu, popychającego akcję do przodu.
wa.: Trzeba więc przyznać, że zdrada w tej funkcji sprawdza się bardzo dobrze. Pozwala na plątanie intryg, które, niczym kłębek nici, można rozwiązać tylko na jeden sposób, nawet jeśli w istocie tych rozwiązań jest więcej. Wydaje mi się także, że zdrada jako fundament powieści wypadłaby bardzo marnie. Otóż po pewnym czasie doszłoby do znudzenia czytelnika, miałby tego dość i zapragnął rozwiązania z szybkim zakończeniem sprawy, która na początku wydała się bardzo intrygująca. Inaczej jest gdy niewierność pełni funkcję tła, albo pojedynczego wydarzenia. Wtedy emocje u odbiorcy są największe. Zaskoczenie pozostaje przez długi czas, często nawet po lekturze.
W.: Nie mogę się z Tobą zgodzić. Wszystko zależy tu od kunsztu autora. Czytelnik wcale nie musi wiedzieć od początku, że któryś z kochanków zdradza. Może to być zdrada subtelna albo całościowa – wejście w intymne relacje między bohaterami może być spowodowane właśnie chęcią wykorzystania drugiej osoby. Czyż nie tak robi Szulima z
„Innych Pieśni” Dukaja? Zdrada wcale nie musi opierać się na prostym akcie płciowym z innym partnerem. Zwłaszcza, jeśli twórca wykreuje świat, w którym swoboda relacji seksualnych jest bardzo poszerzona, a wierność nie zasadza się na wierności cielesnej. Widzę tu liczne, choć rzadko wykorzystywane możliwości.
wa.: Zgadzam się, możliwości są liczne - tak liczne jak konsekwencje, jakie ponoszą zdrajcy. Wszystko ogranicza tylko wyobraźnia autora. Mała ilość niewiernych w literaturze fantastycznej też niesie swoje następstwa. Oczekiwanie i nadzieja, że kiedyś autorzy chętniej będą sięgać po ten temat, ciekawie go przedstawiać i budować wielotomowe serie, które swej atrakcyjności nie utracą nawet po kilkukrotnym przeczytaniu. Ale to już prawdziwa fantastyka, której sobie i wszystkim czytelnikom życzę.